27.4.13

Przyznaję się. Głównym źródłem wiedzy na temat macierzyństwa, opieki nad dzieckiem i całej tej otoczki jeszcze przed urodzeniem Lulki były czasopisma bądź najpopularniejsze portale tematyczne. Byłam gotowa (wręcz niecierpliwie czekałam) na nieograniczone pokłady miłości, które zaleją mnie niczym lawa z gejzeru z pierwszą minutą pojawienia się córy na świecie.


Po urodzeniu małej pierwszą myślą było: "W końcu", a zaraz potem: "Wcale nie jest taka piękna, i jeszcze ta myszka na skroni...". Poprzytulałyśmy się. Potem wyjazd na salę, dni w szpitalu to walka o karmienie. Powrót do domu, opieka, przerywany sen, zmęczenie i brak czułości, której powinnam być pełna. Raczej chęć zaspokojenia potrzeb: nakarmienie, przewinięcie, odbijanie, zabawianie, sen, kąpiel, uspokojenie w płaczu. Ogromna frustracja, gdy mimo wszystko dziecko płacze, a ja, matka w końcu, nie potrafię rozszyfrować dlaczego. I do dzisiaj nie zawsze wiem, dlaczego marudzi, ale już się z tą zgadywanką pogodziłam. Kosztowało mnie to sporo wyrzutów sumienia, gdy zdarzyło się zakrzyknąć z bezsilności lub zmęczenia na bogu ducha winne dziecko.

Mijają dni, tygodnie, miesiące. Koleżanki dzieciate coraz częściej opowiadają o swej miłości do potomstwa, czułości, rozrzewnieniu i słodkości. A ja zaczynam zdawać sobie sprawę, że coś nie halo. Ok, dziecko fajne, w miarę spokojne, pięknie się uśmiecha, zwłaszcza gdy mówi "mama", ładne też jest. Ale czegoś brak. Miłość macierzyńska chyba nie przyszła. Jest poczucie obowiązku - bo dziecko musi być nakarmione, napojone, wybawione, wyleczone, utulone, musi widzieć uśmiechającą się, spokojną niekrzyczącą, opanowaną mamę, by samo było spokojne i szczęśliwe. Łudzę się, że jest za mała, by poznać sztuczność uśmiechu mamy. By zrozumieć, że mama często gotuje się w środku, ma ochotę trzasnąć drzwiami z drugiej strony i wrócić ewentualnie za tydzień. Że mama ma zwyczajnie dość, jest zmęczona, ale często zmęczeniem psychicznym, zmęczeniem apatii. Że marzy o kilku dniach bez dziecka, bez męża, tylko sama ze sobą. 

A ciężko się przyznać, że ma się dość macierzyństwa. Choć minął dopiero rok.....

2 komentarze:

  1. idealizacja macierzyństwa przez media wszelakie budzi w człowieku cholerne poczucie winy. masz eksplodować uczuciem, a padasz na twarz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minęło już parę dobrych miesięcy i sporo się poprawiło. Może sama dojrzałam, może dobrze mi zrobiło pójście do pracy, może się otrzepałam już w tym macierzyństwie. Przestałam przejmować się "oficjalnymi" jedynie poprawnymi wizjami. Jest jak jest. Ale zostawiłam ten tekst ku pamięci. A dzięki Tobie teraz go sobie przypomniałam. Dzięki :)

      Usuń