24.5.13

Jako, że przedłuża nam się pobyt w domu i tylko w domu, Matka Debiutująca zaczęła kombinować z zabawami, coby to dziecię schorowane rozerwać. Jako, że Mąż, a jednocześnie Ojciec zabrał się dzisiaj za robienie domowej pizzy, to mnie naszło na zabawę kulinarną. 
Pierwsza pod ręką była mąka, więc najpierw wysypałam jej trochę na tackę, ale podchodziła do niej jak pies do jeża. Wzięła na łyżeczkę, potem do buzi - i bleee. Wkładała paluszek do kopki mąki i od razu cofała, konsystencja jej wyraźnie nie odpowiada, podobnie jest zresztą ze zwykłym piaskiem z piaskownicy. Od razu wycieranie łapek o siebie. 
Próba kolejna - ciasto, dolałam wody, ulepiłam parę kulek, kwiatuszka nawet i ślimaka. Tu już więcej entuzjazmu, pokićkała palcem, jak coś się bardziej lepiło, to od razu odruch "blee". Ale jak wzięła do buzi i ugryzła to już w ogóle wstręt, ohyda i marudztwo.
Wniosek - za wcześnie na zabawę z mąką. Muszę chyba poczekać, aż zniknie jej chęć brania wszystkiego do buzi i oswoi się z różnymi konsystencjami, bo matka_de się przyznaje, że trochę zaniedbała, ciągle tylko drewno, plastik i pluszowe zabawki. 
A na koniec reakcja Lulki na wymysły Matki (a przy okazji jej blogowy debiut :)

7.5.13

Mam nadzieję, że będzie to początek cyklu, który, mimo wrodzonego słomianego zapału, dobije chociaż do części kilku. Dlaczego Macierzyńskie Zaskoczenia? Przez ten rok życie nasze przewróciło się co najmniej o 180 stopni, działo się sporo i dziać się będzie. Chciałabym tu przedstawiać sytuacje-momenty-odczucia związane z byciem matką, które wywarły na mnie największe wrażenie, może nie tyle mnie kształtują/kształtowały, ale które zostały w głowie, chociaż w formie kilku przemyśleń. A przy okazji i na wspominki się zbierze. To zaczynam. Enjoy!