14.8.13

Są wakacje. Jest urlop mężowy. Jeździmy więc tu i ówdzie. Mieszkamy w Krakowie od dobrych kilku lat, ale dopiero teraz zwróciliśmy nasze oczy i koła samochodu na rejony małopolskie. Bywało się w świecie tu i ówdzie, ale lokalny choć napływowo-słoikowy patriotyzm się odezwał, więc buszujemy po okolicy.

Był i Ojców z przyległościami, była i Krynica, Stary Sącz, Kalwaria i Wadowice, były podkrakowskie dolinki.

I ładnie tu u nas, choć oczywiście nie wszędzie. Trochę nam się Polska zmieniła ostatnio. I mentalnie i fizycznie. Najbardziej narzekać będę na wszechobecną kostkę brukową. Każde małe i większe miasteczko musi mieć rynek wybrukowany, koniec kropka. Jeśli jeszcze zachowa się sporo zieleni, to po oczach tak nie bije. Ale puste place-patelnie to zdecydowanie nie mój gust. I wszędzie fontanny, muszą być fontanny, koniecznie fontanny. Moje dziecię jednak nie narzeka, to i ja nie będę. 

I restauracje, knajpeczki - mega pozytywne zaskoczenie, że nikt nigdy nie robił problemów, że jesteśmy z małym dzieckiem. Że to dziecko robi burdello wokół siebie. Że krzyczy, rzuca jedzeniem, piszczy, śmieje się w głos, zaczepia obcych. Wszędzie gdzie byliśmy dostawaliśmy jakieś umilacze dla Małej - czy to kredki z pośpiesznie wydrukowaną kolorowanką, czy klocki i układanki. I krzesełka do karmienia. 
A żeby nie było za różowo - przewijaków ciągle brak. Ale nam już to mniej doskwiera.

A dziecię? Co tam klasztory, co tam dworki, zamczyska i pałace, najważniejsze są kamyczki. Bo kamyczki można zbierać do wózka, można przekładać z miejsca na miejsce, a że ich na drodze żwirowej sporo to roboty na całe godziny. I dowód że nie jestem gołosłowna.


Nie trzeba mieć góry złociszy ani ogromu wolnego czasu. Wystarczy chęć, parę godzin wolnego i hajda! w poszukiwaniu pięknych miejsc i odrobiny radości.

A czasem po powrocie można trafić na takie cudo:

8 komentarzy:

  1. Te przewijaki to ja nie wiem, czy kiedykolwiek zostaną wywalczone. Na szczęście powstaje coraz więcej miejsc przyjaznych niemowlętom, ale i tak jest ich wciąż za mało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by chyba tachać ze sobą jakieś przenośne przewijaki na nóżkach, o ile takie w ogóle są. A jak nie to wymyślić i opatentować. Fakt, za mało, na szczęście dzieci szybko rosną i stają się mniej wymagające ;)

      Usuń
  2. fajne takie wspólne wyprawy:) no i kamyczki:) My też z Krk:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witam Krakowiankę :) Wspólne wyprawy to zawsze fajna atrakcja i dla rodziców (ileż można chodzić tymi samymi ścieżkami osiedlowymi) i dla dziecia.

      Usuń
  3. My mielismy się wybrać dziś do Krakowa i wybraliśmy się jednak gdzie indziej. Moze jutro albo w sobote

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, teraz długi weekend, można szaleć z wyjazdami krótkimi lub dłuższymi :)

      Usuń
  4. :) Małopolska jest cudna :) Staram się zwiedzać, co się da :)
    Swoją drogą - z Krakowa, bo i ja. A z których okolic? My lobzów, Bronowice :)
    A przewijaki - wciąż temat rzeka... Za mało, nieprzystosowane, innymi słowy: TRAGEDIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My to z północy Krakowa, rejony wyjazdu na Warszawę ;) Ostatnio choróbska nas niestety powstrzymywały przed turystyką. Ale jak masz swoje typy to chętnie poczytam ;)
      Ja to się ciesze, że przewijaki już nam nie są koniecznie potrzebne. Przebiedujecie jeszcze te parę miesięcy. Gabryś zacznie pewnie stać to spokojnie na stojaka pieluchę zmienicie;)

      Usuń