28.8.13

Znany krakowski szpital dziecięcy. Przychodnie przyszpitalne. Wiem, że sam szpital placówką dobrą jest i poważaną, ale przychodnie to już inna para kaloszy.

Niech mi ktoś wytłumaczy sens podwójnej rejestracji wizyty - najpierw przez telefon, a potem na miejscu do odpowiedniej poradni. Następnie czekaj najmarniej 4 godziny, aż lekarz przyjmie w kolejności, która rzadko zgodna jest z kolejnością rejestracji. Dzieci wiadomo szybko się nudzą. Bardzo szybko wręcz. A Ty fundujesz swojemu niepotrzebne przesiadywanie na korytarzu.

Tłum pacjentów, w nerwach, bo jeden miał iść jako pierwszy, wchodzi jako trzynasty. Widzisz osoby, które przyszły po Tobie, a jednak Ty wchodzisz jako jedna z ostatnich. Czy naprawdę takim problemem jest rejestrować na godzinę, jak to w innych przychodniach jest praktykowane? Słowa Męża: "Ostatni relikt komunistyczny".

Szpital dziecięcy, nawet karmialnia jest (w ogóle co to za nazwa?!). Co z tego, kiedy otacza Cię panujący w niej smród kanalizacji. Przez pomyłkę odkręciłaś zły kran, a masz ich do wyboru dwa. Czy nie można zawiesić kartki: "Nie odkręcać, chyba, że chcesz ułatwić dziecku zaśnięcie?"

Lekarze, do których trafialiśmy, każdorazowo traktowali nas jak nieco niedorozwiniętych dorosłych. Mina typu: "Czym nam tu zawracacie głowę?". To nie ja jestem lekarzem, dostałam skierowanie od pediatry, to przyszłam. Zruganie za rzekomo nieprawidłowe pobranie materiału do analizy (choć badania powtarzane dwukrotnie pokazywały to samo!). Obarczanie nas niewiedzą, że jeżeli dziecko nie gorączkowało, to na pewno nie miało żadnej infekcji - mimo że wskazywały na to wyniki badań. Wywiad lekarski wołający o pomstę do niebios, a zasady higieny przy badaniu urągają wszystkiemu. Przykład dzisiejszy: lekarka najpierw bada pupę Małej, a następnie nie umywszy rąk, o rękawiczkach wręcz nie wspominając, wkłada paluchy do buzi dziecka.  Resztki białego kremu na pupie potraktowane jako grzybica. Diagnoza, z którą nijak nie mogę się zgodzić patrząc na dziecko (ale podkreślam, nie jestem lekarzem!). I chyba skończy się na wizycie u naszego pediatry celem skonsultowania sensowności podania zapisanego leku.

Na szczęście byliśmy tam tylko 3 razy. Kolejnego mam nadzieję nie będzie.

2 komentarze:

  1. bywa niestety... u nas tez mamy taką przychodnię. kolejki, przepychanki, numerki, itd. itp. najgorsze, że duchota na korytarzu czy to lato czy zima. na szczęście lekarz, do którego tam chodzimy ostatnio zaczął wyczytywać nazwiska i ludzie przestali się kłócić. i sam lekarz kompetentny też jest. także współczuję, że Ty nawet na lekarza nie możesz liczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie była to nasza regularna przychodnia, tylko specjalistyczna. Gdyby tak było w naszej codziennej to chyba bym zmieniła. Na szczęście u nas do pediatry można się kulturalnie dostać, bez przepychanek, kolejek, idę na konkretną godzinę, czas oczekiwania krótki. Tak, ze Wam współczuję :)

      Usuń