29.9.13

Sam tytuł może sugerować szereg rzeczy/umiejętności/postaw, które różnią dzieciaki od nas, osobników trochę tylko większych. Ale nie chcę pisać o spontaniczności, czystej radości, szczerości, mówieniu wprost czy bez skrępowania okazywanych uczuć: od złości do niepoprawnego wręcz szczęścia. Choć tego wszystkiego moglibyśmy się od dzieci nauczyć lub chociażby sobie przypomnieć.

Przetoczyła się u nas mała epidemia. Małe to nasze dziecię, ale jakoś o wiele lepiej radzi sobie z choróbskami niż jego stetryczali odrobinę rodzice.

Gdy my zachorzani, łykamy te iks preparatów, które wszystkie razem i każdy z osobna mają postawić na nogi, ale i tak najchętniej zalegamy w wyrze i smęcimy o fatalnym samopoczuciu. 38 stopni to już gorączka, rzeźnia i masakra. "Przez ten katar, to oddychać nie mogę, zaraz się uduszę. Kaszel to zaraz mi płuca wypluje. Tak mnie łamie, że palcem najmniejszym ruszyć nie mogę. Przez torsje zaraz się przekręcę na tamten świat. Ja mam się z domu ruszyć? - nie ma mowy! Dzisiaj ty idź po zakupy, bo ja byłam wczoraj i nie mam siły. A w ogóle to zostawcie mnie wszyscy w świętym spokoju, bo umieram!"

A dzieci (ok, przynajmniej moje ;)?
38,2 to preludium do świetnej zabawy. Co tam gruźliczy kaszel od tygodni trzech - zatrzyma je tylko w pół kroku między gonieniem żyrafy a kręceniem się w kółko w rytm Colargola. Katar nie przeszkadza, nawet gdy leje się strumieniami, rękawem się przetrze i jest dobrze. Nie ma apetytu? to nawet o chrupkach kukurydzianych przeżyje, byle woda była pod ręką. Gdy sprawy brzuszkowe doskwierają, to popłacze trochę, poprosi gestem o masaż brzuchola, ale i tak z chęcią obejrzy książeczki, pośmieje się serdecznie od ucha do ucha, gdy po raz dziesiąty mama zrobi "A ku, ku!" i w zaparte będzie wołać, że chce iść do żłoba. Dziesiątki wież zburzy. Setki metrów przedrepcze. Autkiem pojeździ, bańki podmucha i tysiące kółek narysuje.

Jedynie w nocy złe samopoczucie je przygniata, gorączka jednak zmaga, a kaszel spać nie pozwala. Lecz biorąc pod uwagę jak malutka jest, jak mało jeszcze rozumie, jak nie wie co się dzieje z jej ciałkiem, to wydawałoby się, że marudzenie powinno następować w intensywności 100 razy większej. Dorosły na pewno bardziej by kwękał, a facet to już w ogóle!

I celowo nie mówię o dzieciach chorych na poważne schorzenia, bo zrozumienie, pewna akceptacja ale i wola walki, nadzieja oraz dzielność w ich zachowaniu, to dla mnie rzecz niewyobrażalna, nieosiągalna i godna podziwu. I żywię dla nich ogromny szacunek.

Każdorazowo jest mi więc głupio wobec własnego dziecka za lenistwo i zniechęcenie jakie mnie ogarnia, gdy jakaś paskuda się przyplącze. Jak pokładam się w każdej możliwej płaszczyźnie poziomej. Jak zamiast bawić się, ugotować nam coś pysznego, obejrzeć chociaż z dzieciem fajną baję, użalam się, jak to nie mam siły, głowa mi zaraz eksploduje, chora jestem i w ogóle ja to wszystko ma gdzieś.

A powinnam brać przykład z niej, dla której tylko najwyższa gorączka czy najgorsze torsje nie pozwalają szaleć na całego i cieszyć się, zasmarkanym, bo zasmarkanym, ale jednak nowym dniem. Pośmiać szczerze, wstać z wyra i jego letargowego działania, potańczyć, pośpiewać, nawet gdy tchu zabraknie i brzmieć będę jak kaczucha, kwa-kwa!

Na banalnym choróbsku świat się nie kończy! No!

16 komentarzy:

  1. Ileż racji w tym poście! Zgadzam się z każdym słowem, zwłaszcza teraz gdy widzę jak choruje mój synek. Zupełnie inaczej niż jego tatuś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci mają tajemne moce :) A my bardziej wiekowe cieniasy, oj tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im starsza jestem tym bardziej czuję się takim właśnie słabeuszem;)

      Usuń
  3. Witam, zostałaś nominowana do zabawy, zapraszam: www.mamimunka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Odpowiedź już na moim blogu. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. U nas jest dokładnie tak samo! A do tego im dziecko bardziej zmęczone, tym więcej hałasu robi. Nie to, co takie stare wygi jak my...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tm hałasem oj tak, na częstotliwości takie wchodzi, że głowa puchnie ;)

      Usuń
  5. nigdy o tym nie pomyślałam w ten sposób, ale masz 100% racji (jak zawsze ;))!

    OdpowiedzUsuń
  6. fajowy cieplutki blog pozdrawiam:/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Zapraszam więc do rozgoszczenia się :)

      Usuń
  7. Katar to nie koniec świata, ale kolejny katar w 30-kilku letnim życiu może być już mniej entuzjastycznie przyjęty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to jest, ze to właśnie katar jest jedną z najbardziej wkurzających dolegliwości? Niech mi to kiedyś ktoś w końcu rzetelnie wyjaśni ;)

      Usuń