12.9.13

Pewnego razu żyła sobie mała dziewczynka. Mieszkała z mamą i tatą w pewnym większym mieście. Tato codziennie chodził do pracy, więc mama spędzała całe dnie ze swoją córeczką. Dziewczynka powoli uczyła się mówić, za to chętnie harcowała i śmiała się całe dnie. Jak inne małe dziewczynki. Za to ulubiła sobie psoty, których obiektem zazwyczaj była mama. 


Pewnego deszczowego dnia, po drugim śniadaniu, gdy zbliżał się zwyczajowy czas drzemkowy, najedzona dziewczynka zakomunikowała chęć udania się do łóżeczka, mówiąc piękne: "Aaaaa!". 
Mama zaniosła więc córeczkę do jej pokoju, dała kocyk oraz smoczek i położyła do łóżeczka. Dziewczynka na to: "Nie! Tam!", co oznaczało, że tym razem drzemkę odbędzie w łóżku rodziców.Chcąc nie chcąc mama posłuchała i odniosła do swojego wyrka. Położyła dziecię, które na to: "Mama! Aaaa!" i poklepała rączką maminą poduszkę. Długo się nie zastanawiając, mama położyła się obok córeczki myśląc: "A niech to! Mnie też się trochę snu należy".

Leżą sobie więc obie, mama nuci jakieś kołysanki. Dziecię wydaje się powoli odpływać w kierunku snu. Mama też zamyka oczy, ale niepokoi ją jakiś nagły ruch. Patrzy, a tu córeczka wspina się na półkę nad łóżkiem. Półkę zakazaną, o czym dobrze dziecię wie. Podnosi więc głowę i nie zdążywszy nawet słowa wypowiedzieć, widzi jak córeczka czym prędzej wraca na poduszkę z głośnym: "Aaaaa!". "Tak, kochanie idziemy spać!". Obie zamykają oczy, ale nieufna mama już nie do końca, po to by móc obserwować dziewczynkę. Ta, widząc, że mama oczy ma powiedzmy, że zamknięte, szeroko się uśmiecha i spokojnie po cichutku ponownie dokonuje próby wspinaczkowej. Mama wstaje i mówi do dziecka: "Kochanie, nie wchodzimy na półkę. Nie wolno! Czy mama pozwala na wchodzenie na półkę?". Pada rezolutna odpowiedź: "Nie!" wzmocniona energicznym kiwaniem paluszkiem. 

Ponownie się kładą, lecz sytuacja się powtarza: mama zamyka oczy, dziecię wspina się na półkę. Mama wprowadza więc umowę: "Jeżeli jeszcze raz będziesz wchodzić na półkę to oddajesz smoczek i kocyk i wracamy się bawić. Rozumiesz?". Córeczka: "Tak! Aaaaa!". Mama ucieszona, że dziecię zaprzestanie dalszych prób mości się wygodnie na poduszce. Przymyka oczy i...... niestety, tym razem w tempie sprinterskim dziewczynka, hyc! wspina się na półkę i zadowolona spogląda z góry na mamę. Mama na to: "Kochanie, jaka była umowa? Weszłaś na półkę, to co teraz zrobimy?". Na to dziewczynka fru! wyrzuca smoczek z buzi a kocyk za siebie i krzyczy: "Bawić!". I na tym skończyła się drzemka córeczki.

Zakończyć należy: i żyły długo i szczęśliwie.... I tak było, jedynie mama musiała zaparzyć sobie czwartą tego dnia filiżankę kawy i zagryźć wstrętnymi solonymi chrupkami. 

A oto i spryciula na rzeczonej półce:



KONIEC

10 komentarzy:

  1. piękna historyjka :DDDD no cóż, nie pozostaje nic innego jak modlić się o cierpliwość ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehe, świetna bajeczka. A spryciula jest niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja spryciula jest przecudowna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dziękuję bardzo :)

      Usuń
    2. :) cierpliwości na kilogramy dla spryciuli!

      Usuń
    3. Oj ćwiczy mnie, ćwiczy ;)

      Usuń