27.9.13

Coś ostatnio nie mamy szczęścia do placówek medycznych (dla przypomnienia: tu).
Nasza regularna ma kilku pediatrów na stanie i każdy przyjmuje tylko kilka godzin w tygodniu, więc szansa konsultacji u tego samego niska jest niestety.

Trafiła nam się jakaś nowa, nieznana nam doktorka. Opowiadamy co się dzieje. Że dziecię ciągle kaszle. Że szczepiona była ostatnio. Że dziecię kilka dni miało objawy wirusówki jelitowej.  Że w żłobku tydzień temu epidemia rotawirusa, więc pewnie dopadło ją toto. Przerywa nam w pół słowa zapytaniem, skąd wiemy, że to rota. My na to: "Tak nam powiedzieli w żłobku."
"A skąd żłobkowe panie wiedziały, badania były robione?" Taaaak, wypytywałam przez telefon o szczegółowe wyniki badań każdego przypadku i kazałam jeszcze skany sobie na maila przesłać. Powiedziały, to przekazuję. Żesz.....

 
Na pytanie lekarki, dlaczego z tą infekcją przychodzimy po kilku dniach, to co miałam  odpowiedzieć? Że matka z troski o współpasażerów nie podjęła ryzyka wyprawy autobusem z biegunkowym dzieckiem (mistrzyni kierownicy, pamiętacie?), a naczelny szofer prowadził niekończące się debaty z wodą w toalecie? Rzekłam więc tylko to, że de facto przyszliśmy nie z biegunką ino z kaszlem, a matka chciała tylko tło ogólne nakreślić.

I rozmawiamy o tym kaszlu, co się ciągnie trzy tygodnie. I znów jak katarynka: "A dlaczego dopiero teraz przychodzimy z tym kaszlem?". To i odpowiedź: "Byliśmy już trzy razy!" Nie łaska w komputerek sobie spojrzeć? Wypadałoby chociaż historię choroby poczytać. Tam wszystko napisane. Zwłaszcza, że czasu dla nas miała sporo. Oczywiście zmiana leczenia, 200 zł zostawione w aptece. Fajnie, nie?
 
"Proszę pokazać , jak państwo oklepują dziecko". Mąż jakoś tam klepie, umiejętnie nie bardzo. Więc ta mina najwyższego znawcy, co to maluczkich musi drobiazgów uczyć: "No tak, każdy rodzic twierdzi, że umie, a robi to źle". "Nie, droga pani doktor, nie twierdzę, że potrafię, proszę mnie nauczyć". I ten uśmiech pełen satysfakcji.

Sytuacja okołoszczepionkowa. Jedna lekarka dmucha na zimne i nie szczepi zasmarczonych dzieci. Dla dwóch lekarzy kaszel nie jest przeciwskazaniem, jeśli nie ma gorączki. W końcu zaszczepiliśmy, bo ileż można odwlekać drugą dawkę ospy. Po wszystkim lekarz mówi: "Może gorączkować, może boleć noga, może być wysypka. Ale jak się coś będzie działo, to nie musicie od razu przybiegać do przychodni". WTF?! Działania na rzecz niezgłaszania NOP?
Więc gorączkowała, wysypki nie było, ale spory rumień i boląca noga. Skoro nie byliśmy mile widziani radziliśmy sobie po domowemu. A kaszel jak był tak się wzmógł.

Dziękujemy!

Czas chyba zmienić przychodnię. 

20 komentarzy:

  1. o żesz, faktycznie pecha macie do lekarzy... beznadziejni...
    współczuję i przesyłam pokłady dobrych myśli - czarna seria musi się skończyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Kiedyś musi się to skończyć.

      Usuń
  2. Ze zmianą też może być problem, bo odnoszę wrażenie, że wszędzie jest podobnie. Ja już do naszej przychodni chodzę tylko na szczepienia i to zaciśniętymi zębami. Od problemów mamy prywatną panią doktor, która najczęściej udziela nam porad telefonicznie i bezpłatnie, a jak coś nas naprawdę niepokoi, to dopiero jedziemy z Maluchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tez jest sposób. Tylko po jaką cholerę płacimy te składki, by i tak bulić kasę na prywatne, lepsze traktowanie?

      Usuń
  3. Przechodziłam przez taką gehennę. Zmieniłam przychodnię i jest lepiej. Pod ręką mam zawsze pomoc lekarską gdzie mają dobrych lekarzy (nie w szpitalu).

    U nas szczepienie było miesiąc temu! a katar z tygodniową przerwą jak był tak jest. Chciałam Dziecko ratować inhalacjami to się skończyło poparzeniem II stopnia. A katar i kaszel gruźliczy jaki był taki jest... No to dziś doszła gorączka i jutro lekarz...

    Widzę, że mamy chujowo podobnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś taki czas niekorzystny, chyba. A jak ty robisz te inhalacje, że można się poparzyć? Garnek z gorącą wodą + do tego wkraplasz?

      Usuń
  4. Zdrówka życzę - oby te lekarzyny na nic nie były potrzebne

    OdpowiedzUsuń
  5. Brak słów na takiego lekarza(y). Zauważyłam, że nie lubią, gdy przychodzi się do nich i za dużo wie na temat danej choroby lub kiedy zadaje się za dużo pytań. Jakby nie rozumieli, że rodzic się martwi o swoje dziecko i tylko szuka pomocy :/
    Życzę dużo zdrówka i obyście już trafiali tylko do tych lekarzy z powołania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, żeby to było coś poważnego... Tak się kitrasimy z tym kaszlem. Niby pierdoła, ale ciągnie się jak glut, nieprzymierzając ;)

      Usuń
  6. Mam podobne doświadczenia. Czasem traktują człowieka jak idiotę, a jak się coś wspomni o internecie to zaraz człowieka ganią, że przez internet się nie leczy. Tyle, że dla mnie to kopalnia wiedzy lepsza niż rozmowa z nimi. A najbardziej irytują mnie młodsze przemądrzałe lekarki. Przyznam jednak szczerze, że częściej trafiam do lekarzy ludzi. Tylko te pediatrzyce jakieś dziwne są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet o internecie nie wspominam, bo po to do nich idę, by nie grzebać się w poradach z forum. A ja i tak wolę te młodsze niż stare prukwy które tym bardziej empatii nie mają, a na dzień dobry mówią: "To państwa pierwsze dziecko, tak?"

      Usuń
  7. Mam wrażenie, że większość pediatrój jest jakaś walnięta. Rzadko kiedy zdarza się sensowny lekarz, większosc traktuje rodziców jak ignorantów, zaniedbujacych dzieci, albo wręcz przeciwnie - jak wariatów przybiegających z byle kichnięciem. Trudno za nimi nadążyć. A dziecko oczywiście na tym tylko cierpi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak! Gdzie ta empatia? I podejście do dzieci i zastrachanych jednak rodziców nie wizytujących dla własnego widzimisię tylko z potrzeby profesjonalnej porady.

      Usuń
  8. Nie lubie lekarzy (jako grupy zawodowej) a pediatrzy to już zupełnie z kosmosu czasem są ze swoimi zalecieniami jedewn drugiemu przeczy

    Szarańcz miał taki kaszel stale wlaśnie od jesieni do wiosny i okazało się że to alergia na białko krowie się tak objawia u niego. Zaflegmienie organizmu czy jakoś tak, w każdym razie przeszło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to też może wynikać z alergii. Nie wiedziałam nawet. Dobrze, ze za dwa tygodnie może uda się Małej testy zrobić, może czegoś się dowiemy. Dzięki!

      Usuń
  9. Zmiana przychodni to chyba dobre rozwiązanie w takiej sytuacji.
    Ja wczoraj po 5 dniach odsyłania z kwitkiem dowiedziałam się że mam półpaśca:( Pieprzone konowały... :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam już u Ciebie. Zdrówka! Nie ma to jak rychła diagnoza.

      Usuń
  10. Serdecznie polecam scanmed na armii krajowej. A dokładnie lekarkę Szczepulską - Kowalczuk. Złota kobieta i naprawdę porządek w przychodni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A długie są kolejki? I chodzisz tam prywatnie czy państwowo? Bo mnie na prywatną opiekę zwyczajnie nie stać. Na razie odpuściliśmy wizyty. Tyle dobrego!

      Usuń