24.9.13

Wymyślają nam producenci różne przeróżne gadżety, które nam rodzicom mają ułatwić życie a im kiesę ponabijać. A to nianie elektroniczne, a to podgrzewacze, a to poidła dla dzieci.

A ja bym z otwartym sercem, ramionami oraz, co najważniejsze, otwartym portfelem przywitała inne ustrojstwo. Roboczo nazwę go "snu-minutnik". 


Przyznaj się matko: ileż to razy po zaśnięciu dziecia, mając w perspektywie półtorej godziny zaczynasz od  przywracania się do stanu używalności, a tu między ogoleniem jednej i drugiej nogi słyszysz zza drzwi rozdzierające: "Maaaaaaamaaaaa!"? I co tu robić? Zmywać tę piankę? Toż to czyste marnotrawstwo. Próbować usunąć te włoski? To z nerwów zacięcia masz jak w banku. W kiecce i tak nie poparadujesz, bo będziesz wyglądać jak niedoszła ofiara szalonego nożycorękiego.

W drugiej skrajności. Dziecię zasnęło, więc włączasz turbomegadoładowanie, bo jak wiadomo: doprowadzić się musisz do wspomnianego stanu wyglądowalności, obiad nastawić, podłogę umyć, bo lepka już od soczku i jeszcze za żłobek zapłacić, bo dyrektorka mniej lub bardziej subtelnie przypomina, iż dziesiąty był jakieś dwa tygodnie temu. Więc pędzisz zdyszana, uwijasz się jak w ukropie, a po wszystkim wymagasz już kolejnego prysznica. Wstrzymujesz się jednak, bo teoretycznie półtorej godziny już minęło, chwila moment dziecię się zbudzi. Nie zaczynasz już  niczego, patrzysz sobie w internety, blogi podczytujesz, dźwięków nasłuchujesz z dziecięcego pokoju. Ok, cisza. To może jeszcze odcineczek jeden, ale tylko taki dwudziestominutowy, bo na pewno za chwilę dziecina się zbudzi. Obejrzałaś jeden - dalej cisza, no to drugi. Z nudów wymyłaś nawet okno w salonie, to najbardziej wypaćkane i wylizane przez dziecia. Dalej cisza. To sobie myślisz - skoro ona jeszcze śpi, to ja też przytnę komara. Och nie! byłoby za pięknie. Ledwo kładziesz głowę na poduszce, powoli zaczynasz odpływać, to już znane i kochane: "Maaaaaamaaaa!" cię przywraca.

A z takim gadżeciochem, to już by wiadomo
było, jak sobie bezstresowo dzień zaplanować. Mówiłoby ci takie ustrojstwo, że sorry-gregory, ale dziecię za 15 minut Ci się obudzi. Ok, luz, godzisz się z taką perspektywą, zdążysz umyć głowę i dopić kawę, ale na gotowanie obiadu, sprzątanie czy nie daj Boże! własną drzemkę nawet nie licz. Będziesz musiała razić sobie z potomkiem wiszącym u nogi.
A jak Ci wskaże, że akurat dzisiaj dziecię ma ochotę na dwie i pół godziny poddać się drzemce to szaleństwo! I przez telefon z siostrą pogadasz (a my to godzinami możemy!) jak Ci rosołek będzie na gazie pyrkać. I sprawdzisz najnowsze promocje w dzieciowych sklepach gdy podłoga będzie schnąć. I posta sklecisz, i łazienkę wyszorujesz i nawet zdjęcia może w końcu do albumu powsadzasz. A potem wypoczęta i spokojna pobiegniesz do dziecia z uśmiechem na wymaseczkowanej i wypillingowanej (w męskiej wersji - ogolonej) twarzy.

I co Wy na to drodzy rodzice? Przydałby się Wam snu-minutnik?
A może macie swoje wymarzone gadżety, których jeszcze mądrzy inżynierowie nie skonstruowali?

13 komentarzy:

  1. Przydałoby się, przydało. A do tego miernik głębokości snu. Pokazywałby czy można w kuchni włączyć mikser czy lepiej zająć się cichszymi czynnościami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nawet nie marzę o miksowaniu - jak dziecię śpi to cisza panuje. Zbyt często sąsiedzi przerywają i tak krótką drzemkę wierceniami, stukami-pukami. Wolę dmuchać na zimne ;)

      Usuń
  2. no u nas to wygląda identycznie jak u Ciebie :) jak coś zaplanuję to dziecię buzi się raz dwa, jak czekam, bo myślę, że zaraz wstanie, to śpi i śpi :) i bądź tu mądry

    OdpowiedzUsuń
  3. Spróbowałabym, ale wątpię w działanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w ciemno bym takie wzięła!
    i może jeszcze takie urządzenie co to z rana by mi przewidziało, czy dziecko będzie spać dziś czy nie, bo ostatnio to gorzej jak w kratkę z tym spaniem. Jak już myślałam, że całkiem zarzuciła drzemkę dzienną(przez miesiąc mogłam tak pomyśleć, co nie? ;) ) tak od tygodnia drzemka wróciła. I bądź tu mądry heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nic tylko się cieszyć z powrotu drzemki. Nie wyobrażam sobie jeszcze dnia z dzieckiem na pełnych obrotach od rana do wieczora.

      Usuń
  5. No to cieszę się, bo myślałam , ze tylko moje tak śpi jak chce. ja ten gadżet biorę od razu, jak tylko taki pojawi się na rynku. Ale pewnie jak się pojawi to już moje dziecię będzie duże.

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie nie ma już drzemek...:(
    karczowanie goleni wiec tylko wtedy kiedy wieczór nadchodzi i nie ryję twarzą o wannę.
    Obiad...a tak to ten posiłek? Robiony i owszem.
    Ja bym jednak chciała płatnego zabójce budzików;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na budziki jest i sposób - nie nastawiać ;)

      Usuń
  7. U nas niestety drzemki przechodzą już w zapomnienie. Coraz rzadziej Maluch śpi w dzień. A jak już zaśnie co kilka dni, to zwykle nie dłużej niż na godzinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dwulatki już nie śpią w dzień? Współczuję :)

      Usuń