4.9.13

Nerwowa jestem. Niestety. Czasem nawet bardzo. Przy dziecku hamuje swe dyktatorsko-wrzaskunowe zapędy. Dobry przykład dzieciu trzeba przecież dać, radzić sobie z emocjami, nie ulegać zdenerwowaniu, a przynajmniej okazywać go w kulturalnym wydaniu. To nic, że potem łazienka lub balkon usłyszy swoje.


Ale są takie chwile, momenty, sytuacje, że już nie da się wytrzymać. Sytuacje, gdy tak się starasz opanować, że wbijasz sobie paznokcie w rękę do krwi; że wyrzucasz z siebie parę brzydkich słów albo w ogóle odwracasz się na pięcie i zamykasz w pokoju mrucząc pod nosem niekulturalne stwierdzenie, że masz to wszystko głęboko, daleko.

I nie ma bata, nie ma uproś - czasem takie sytuacje zdarzają się w związku z dzieckiem. Wybaczcie, ale nie wierzę, że nikt nigdy nie wkurzył się na szkraba tak mocno, że miał ochotę wyjść i nie wrócić.

Co na mnie więc tak działa?
No to najpierwa seria obrazków: posiłek, dziecko je, jak już nie chce, to mówi "Nie", wmuszania nie ma,
wszystko pięknie, ładnie; tyle, że za magicznym słowem "nie" mija mniej niż jedna sekunda i wszystko ląduje na podłodze. Obrazek drugi - woła o kanapkę/banana/pomidora/kaszkę - niepotrzebne skreślić. Dostaje, ugryzie, bam na podłogę, a Ty matko sprzątaj. Obrazek trzeci - chce pić, napije się z kubka wody, nie! - bam na podłogę.
Idealne ćwiczenia na refleks matki. Kiespko mi idzie bo zazwyczaj przegrywam. Pierwsze 3 razy może były zabawne, ale jak powtarza się to ze 30 razy w ciągu dnia, to do śmiechu mi oj! daleko, daleko! Sytuacja mocno wściekogenna i dla mnie i Ojca. Przynajmniej sama w tym nie jestem.

Sytuacja druga: znowu z jedzeniem związana. Pora kolacji, je kaszulę, zje 5 łyżek i panna najedzona. A my już liczymy ile czasu pozostało do 3 rano, bo zazwyczaj wtedy jej się włączy gastrofaza gdy kolacją pogardzi. Na nic tłumaczenie, na nic podsuwanie innych frykasów, uparciuch chyba nas wyczuwa i twardo stoi przy swoim oporze. A potem wstawaj o 3 nad ranem i rób dzieciu kaszę lub kanapki, bo mlekiem to ona pluje na sam zapach. Głupia ja z tym odbutelkowaniem, teraz biję się w piersi swe.

No i do Was pytanie? Jakie sytuacje macierzyńskie wyzwalają/wyzwoliły w Was chęć wytłuczenia najlepszego serwisu obiadowego, co do talerzyka? Bo chciałabym wierzyć, że nie jestem tu sama, a  jeden spodeczek już kiedyś poświęciłam- oczywiście nie przy dziecku, aż takim nerwusem nie jestem ;)


10 komentarzy:

  1. Mnie do szału doprowadza sposób zasypiania mej panny polegający na godzinnym rzucaniu się po łóżku i aferze w reakcji na moje powstrzymywanie przed taranowaniem głową ściany. Zagryzam zęby aż iskry idą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zasypianie, jak to jest że czasem pójdzie spać jak człowiek, a czasem aferę na pól osiedla, bo nagle jej się wymyśli, że łóżeczko jest be. Ale podobno takim rzucaniem i waleniem dzieciaki odreagowują stresy. Cholibka wie...

      Usuń
  2. nie jesteś sama. u mnie podobnie jak u Lucy - ostatnio wieczorne zasypianie mnie dobija, brak mi do tego cierpliwości... p.s. super fotka - tak właśnie wyglądam co jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas raczej dzienne zasypianie sprawia problemy, chyba na szczęście. A taki wygląd - dobrze, ze mam krótkie włosy to aż tak nie sterczą ;)

      Usuń
  3. Mnie dobija usypianie, ale w ciagu dnia. Przed drzemką Szkrab jest niesamowicie marudny i ciezko go uspic, a przy tym trze oczy i buczy... ehhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak dzienne drzemki, koszmar! A jak się obudzi w pełni sił po 10 minutach, wrrrr....

      Usuń
  4. Mnie ostatnio dobija ślinienie się Gabi..w połączeniu z tym, że spędza 3/4 dnia na brzuchu, daje mokre wszystko - ubrania, poduszke, matę, łóżko, dywan...WSZYSTKO z czym się dziecko zetknęło. Po całym pokoju suszą sie porozwieszane ubranka. A mnie już ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tylko cerata na podłogę dałaby radę ;) Ach te zęby...

      Usuń
  5. O nie, nie, nie jesteś sama! Ostatnio maluch daje mi popalić w nocy, że budzi się tak ok. 2-3 i kurde bawić się chce, gada, kręci się (ostatnio spadł mi z łóżka i był płacz niemiłosierny). Czasami już mi się płakać chce i mam nerwa na niego, mam ochotę zostawić go w tym łóżeczku i niech sobie ryczy. Ale po chwili serce mi się kraja i mam wyrzuty sumienia, że w ogóle tak pomyślałam... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to przerabiamy, jak zje tę swoją zaległą kolację to nagle woła "kjedki", tak, bo ja marzę o rysowaniu kółek w środku nocy ;)

      Usuń