Sporo dni minęło odkąd pierwsza z Matkomisji uskuteczniona została. W sumie trzy miesiące.
O czym ta kobita plecie, powiecie. Tutaj przypomnienie ;) Odbutelkowanie osiągnięte zostało w sposób przekraczający moje zamierzenia - odrzuciwszy butelkę odrzuciła mleko w ogóle.
Etap drugi, czyli odsmokowanie, rozpoczęty wczoraj. Decydującym czynnikiem okazał się żłobek.
Dowiedzieliśmy się bowiem, że w przybytku tym dziecię pięknie zasypia bez uspokajacza. Próbujemy więc. Będzie to (niestety!) podejście kolejne, mam nadzieję z większym powodzeniem. Pierwszym razem, kilka miesięcy temu ojciec zrejterował i zmęczony płaczem po około 15 minutach dziecko zakorkował.
Dowiedzieliśmy się bowiem, że w przybytku tym dziecię pięknie zasypia bez uspokajacza. Próbujemy więc. Będzie to (niestety!) podejście kolejne, mam nadzieję z większym powodzeniem. Pierwszym razem, kilka miesięcy temu ojciec zrejterował i zmęczony płaczem po około 15 minutach dziecko zakorkował.
Tym razem będziemy bardziej konsekwentni, bo to pewnie kluczem do sukcesu.
Więc wczoraj dziecko zostało położone; przetłumaczone, że w żłobku dzielnie zasypia bez. Że ma nowego kotka-przytulasa od Cioci. I że Matka/Ojciec pomoże, pogłaszcze, jest.
Na początek oczywiście głośne i stanowcze domaganie się starego przyjaciela. Szybkie zawołanie po mamę. Śpiewanie sprawę pogarszało (mówiłam, że nie umiem śpiewać!), lecz opowiadanie o kotku, piesku i kurczaczku, które wybrały się w góry, by spędzić noc pod namiotem o dziwo pomogło. Nie na długo, bo kilkanaście pobudek zaliczone, ale kładę to na karb wzmożonego (niestety!) kaszlu. Bo nawet o smoka wtedy nie wołała, tylko zanosiła się cherlaniem.
Najbardziej męczył się chyba Ojciec, który trzy razy chciał dzieciu smoka oddać, zgodnie z argumentacją: mała płacze, bo ma katar, więc uspokajacz pomoże. Matka niezłomna nie pozwoliła.
Na szczęście po północy zasnęła na dobre i spała do rana. A w dzień? Ojciec pełnił dyżur, bo do pracy trzeba było pójść. Śpiąca zrobiła się podobno dopiero przy obiedzie tuż przed moim powrotem. Głowa zwisała przy dziubaniu groszku. Ojciec szybko więc w łóżku umościł i odpłynęła. Nie na długo niestety (a dokładnie na minut dwadzieścia), bo kaszel rozbudził, potem dojrzała mnie, więc koniec spania - hajda na klocki, kredki, kółka!
Na początek oczywiście głośne i stanowcze domaganie się starego przyjaciela. Szybkie zawołanie po mamę. Śpiewanie sprawę pogarszało (mówiłam, że nie umiem śpiewać!), lecz opowiadanie o kotku, piesku i kurczaczku, które wybrały się w góry, by spędzić noc pod namiotem o dziwo pomogło. Nie na długo, bo kilkanaście pobudek zaliczone, ale kładę to na karb wzmożonego (niestety!) kaszlu. Bo nawet o smoka wtedy nie wołała, tylko zanosiła się cherlaniem.
Najbardziej męczył się chyba Ojciec, który trzy razy chciał dzieciu smoka oddać, zgodnie z argumentacją: mała płacze, bo ma katar, więc uspokajacz pomoże. Matka niezłomna nie pozwoliła.
Na szczęście po północy zasnęła na dobre i spała do rana. A w dzień? Ojciec pełnił dyżur, bo do pracy trzeba było pójść. Śpiąca zrobiła się podobno dopiero przy obiedzie tuż przed moim powrotem. Głowa zwisała przy dziubaniu groszku. Ojciec szybko więc w łóżku umościł i odpłynęła. Nie na długo niestety (a dokładnie na minut dwadzieścia), bo kaszel rozbudził, potem dojrzała mnie, więc koniec spania - hajda na klocki, kredki, kółka!
Teraz już śpi. Ojciec pięknie i szybko ululał, lecz nie łudzę się, żeby noc minęła spokojnie. Ale gotowa jestem. Ba! nawet wieczorną kawę sączę.
A tymczasem korzystając ze zbliżającego się meczu o pietruszkę plany mam bogate pobuszować w blogosferze. Zaległości mam spore!
:) A nam nawet nie było dane smoczkowanie i butelkowanie! Ale teraz mam problem z odcycusiowaniem:) Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuńHehe, u nas to samo :) jakoś nie mam suminia odebrać maluchowi tej przyjemności ;)
UsuńNam również nie było dane. Choc robiłam wszystko by każdy z trzech synów "załapał" smoka. Niestety. Z drugiej strony problem oduczania z głowy. Ale z cycusiem za to będzie. Na razie jeszcze nie odstawiamy.
UsuńA ja to żałuję, że karmienie piersią nam nie wyszło. I pewnie oduczanie trudniejsze niż przy smoku czy butli. Ale nie powiem, sporo spokoju nam smok dawał. I większej niezależności w usypianiu. Teraz to najbardziej odczuwam.
UsuńNie wiemy co to smoczek, co innego dwie pozostałe rzeczy, ale też odstawić chcemy :)
OdpowiedzUsuńTrochę zazdroszczę braku smoczka, ale coś za coś - miałam trochę spokoju, to teraz muszę odrobić ;)
UsuńPowodzenia! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTrzymamy kciuki !!!
OdpowiedzUsuńNajlepiej wyrzuć już wszystkie smoki, żeby nie korciły (szczególnie taty ;))
Na szczęście mieliśmy tylko sztuk raz. Jedynie do zasypiała dostawała więc nie trzeba było wszędzie targać :) Dzięki za kciukasy ;)
UsuńPowodzenia!
OdpowiedzUsuńMy przedziurawiliśmy smoka i córka sama go odstawiła ;)
Za to teraz czeka mnie przeprawa z butlą, coś czuję, ze będzie ciężko..
My zabraliśmy, niby że dla małych dzieci i ze już nie potrzebuje bo w żłobku i tak nie używała. Ja wiem, ze odbutlowanie przeprowadziłabym już teraz inaczej. Bez takich stresów, bo trochę nas to kosztowało. Trzymam kciuki!
UsuńU nas na razie w sumie bez takich akcji. Szymek skończy 11 miesięcy niedługo, jak miał 9 miesięcy to pewnego wieczoru sam odrzucił smoczek - tak po prostu i teraz jak mu dam to poogląda, pobawi się ale do buzi nie weźmie. Za to z butelką też łatwo poszło, jakoś tak naturalnie przeszliśmy na kubek. Podejrzewam, że u nas wyzwaniem będzie odstawienie od piersi, bo Szymonek to typowy cycuś mamusi.
OdpowiedzUsuńTo i tak poszło Wam łatwo. Na czymś trzeba się pomęczyć. Czego oczywiście Wam nie życzę ;) Ale tego smoczka to zazdroszczę :)
UsuńPowodzenia! Dasz radę ! :)
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie! Kto da jak nie my ;)
Usuńtrzymam kciuki za sukces :))))) oj i ja mam zaległości w czytaniu blogów - zawsze z opóźnieniem, ech, jak mnie to wnerwia... ;)
OdpowiedzUsuńNiestety wtedy raczej po łebkach się czyta, bo czasu mało. A na bieżąco to cięzko... Dzięki!
UsuńPowodzenia!! My też się powoli przymierzamy do odsmoczkowania (może wcześniej = lepiej? a może wcale nie?), ale pewne osoby z rodziny bardzo wytrwale nam w tym przeszkadzają...
OdpowiedzUsuńJa sama nie wiem czy jeszcze bym nie czekała, ale jak się okazało, ze w żłobku zasypia bez to znaczy, ze się da ;) Ale faktem podobno, że 6 miesięcy to dobry moment na odsmoczkowanie. W każdym razie powodzenia i Wam!
Usuń