12.11.13

Mam takie marzenie, które nie przystoi współczesnym wyemancypowanym kobietom. 

Wracam do domu z pracy. Wracam, a głowa pełna pomysłów na obiad. Dziś lazania, jutro szaszłyki a pojutrze schab zawijany ze śliwkami. Pichcę szybko w try miga. Mężo z dumą patrzy na mnie, bierze pierwszy kęs do paszczy. Zamyka oczy i rozpływa się w smaku. Popija domowym kompotem i zagryza świeżuteńkim ciastem.
Mam takie marzenie, że w rękach ze zwykłych produktów spożywczych jestem w stanie wyczarować cudeńka....
Talentu mi brakło. Lecz tytuł dzierżę dumnie: Mistrzyni Zup Bezsmakowych. 
Mąż udaje, że mu smakuje, choć spożycie Maggi w domu rośnie w tempie zastraszającym (no przecież gotuję wspólnie dla Lulki, więc bez soli, hello!). I wypsnęło mu się, że codziennie ma Wodziankę.

Staram się, staram, szukam po internetach przepisów wszelakich.
Ale czemu nigdzie nie jest napisane: 
- ile dokładnie listków laurowych; 
- ile ziarenek zielska angielskiego;
- ile szczypt kminku, pieprzu, papryki itd. biorąc pod uwagę, że paluchy ma się krótkie i koślawe....
.....by zupa przestała być popłuczynami i smak jakiś nabrała, a wiedzcie, że kostki rosołowej wrogiem jestem zaciętym.

I chyba tylko ja potrafię zrobić zupę kalafiorową bez kalafiorów. Czy jest dla mnie jeszcze jakiś ratunek? 

15 komentarzy:

  1. ja chetnie tej bezkalafiorowej spróbuje;p
    sama jestem noga;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przyznaję, że smakowała marchewką ;)

      Usuń
  2. Po pierwsze, i na szczęście, kuchnia to nie apteka :) W swojej kuchni eksperymentuję, kreuję, nie boję się, nie żałuję, ale nie przesadzam, bo kocham gotować i gotuję dla tych, których kocham. Jeśli chcesz smacznie gotować, to będziesz, tylko w głowie musisz sobie poprzestawiać, bo nawet tym postem programujesz się na kolejne wodzianki. Taka samospełniająca się przepowiednia ;) Przestań sobie wmawiać, że nie masz talentu i będzie smacznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak trochę żartobliwie chciałam to opisać ;)
      A ja będąc umysłem jednak ścisłym to aptekarskie przepisy zawsze w cenie ;)

      Usuń
  3. Nie martw się na pewno się nauczysz. Ja uczyłam się gotować zup przez ostatnie 8 miesięcy i teraz wychodzą mi pyszne zupki:) Sama się dziwię, że tak gotuję. Już nawet w dobrej restauracji nie smakują mi i zupki i inne potrawy, a sałatki to uważam, że robię najlepsze. To oczywiście potwierdzają także mój mąż, goście, moje siostry... Trzymam za Ciebie kciuki!!! Aha moje początki były tragiczne!!! Wiele wylanych zup i wiele uwag, zwłaszcza od męża:( Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lulencja na szczęście rzadko narzeka, bo nauczona od małego ;)
      Do wylewania zup jeszcze nie doszłam, więc szanse pewnie jakieś są ;)

      Usuń
  4. Bardzo dobre marzenie. Ja uwielbiam zupy i nauczyłam się je robić, ale z drugimi daniami już mam problem. Może są i dobre, ale zawsze wychodzą inne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Marzenia są po to by je spełniać ;) Może pewnego dnia ugotujesz właśnie taką idealną zupę :) Ja lubię gotować, ale i potknięcia się pojawiają... wtedy wyrzucam cały obiad do kosza, serio! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę wyrzucasz? Przecież jeśli nie przypalone i nie zepsute to wszystko da się zjeść ;)

      Usuń
  6. Nie martw się. Ja z zup to tylko rosół umiem zrobić ;) oczywiście bez kostki rosołowej czy maggi, bo to syf, więc omijam szerokim łukiem.
    Zresztą powtarzam sobie, że nie można być we wszystkim dobrym, czyż nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! W myciu garów po obiedzie jestem mistrzynią ;)

      Usuń
  7. heh, mnie zup nauczył robić mąż właśnie. ma do tego większy talent niż ja. a cóż poradzić, nic tylko ćwiczyć! w końcu będą wychodzić dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie jedyna zupa jaka mi się udaje to woda na herbatę i szczawiowa:P
    Talentem kulinarnym nigdy jakoś specjalnie nie mogłam się pochwalić - nie mam do tego ani cierpliwości ani chęci. Nie znoszę stać przy garach mieszać, gotować, doprawiać - blieeeh. Jedyne co mi względnie wychodzi, a i to nie zawsze to pieczenie;)
    Na szczęście M. nadrabia za mnie i sam gotuje obiady. Mnie do gotowania generalnie nie dopuszcza, bo wie że skończy się to katastrofą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczawiowaaaaa! Matko, wieki nie jadłam. Tylko skąd tu teraz szczawiu narwać?
      To podejście do kulinariów widzę mamy podobne. I mój też w tym lepszy. Ugotował dzisiaj kalafiorową (coś mnie prześladuje): z kalafiorami, mięskiem, pychota.

      Usuń
    2. mam w słoiczku przecier szczawiowy, chcesz? ;) własnoręcznie zbierany w lecie, na czystym terenie ;)
      Albo na zupę zapraszam o! :D

      ja gotuję na 'oko' . Jakby mnie ktoś zapytał właśnie tak jak Ty -ile czego i kiedy nie ma mowy, żebym powiedziała. Tak moja mam gotowała i ja tak samo się uczyłam. I to chyba najlepsza metoda wg mnie;)
      Próbować, próbować i nie poddawać się :)



      Usuń