31.12.13

 
Plan był inny.
Miałam dzisiaj pisać o bywszym roku: czym mnie zaskoczył, czym zadziwił, a kiedy dowalił.
Lecz jedyne co było pewne w tym roku, to taka karma, że większość planów paliła na panewce.

Zmiana więc nastąpiła i będzie o pamięci. Krótkiej pamięci.

29.12.13

Na początek wypada zapytać: Jak po Świętach?
Najedzeni, popici, zmarszczki na brzuchu wygładzone?
Mikołaj/Gwiazdka/Gwiazdor/Dziad Mróz
się sprawił czy trzeba raczej do okulisty wysłać?
A pod jemiołą całuśnie było w tym roku?
O odpowiedzi w komentarzach poproszę :)

Pozwolicie, że ja swe podsumowanie poczynię krótkie, zwięzłe, nierozwlekłe. Wybaczycie?

22.12.13

Planowanie i postanawianie tradycyjnie zostawia się na pierwsze dni nowego roku. U mnie inaczej. Istotniejsze, bo bliższe, wydaje się skupienie na samych Świętach. Dumam sobie, czego bym oczekiwała od tego okresu, który nie trwa przecież tak naprawdę tylko te trzy dni. I nie chcę pisać o walorach religijnych, bo krótko mówiąc, to nie moja bajka.

I chyba wiem, czego bym chciała na te Święta.

20.12.13





Dzisiejszy post chciałabym dedykować wszystkim tym, którzy czyszczenie ucha (zwłaszcza dzieciom) przy pomocy patyczków higienicznych uważają za bezpieczne, a wszelkie ostrzeżenia przed takowym postępowaniem jako bezzasadne.

19.12.13



Już jest. Ostatni tydzień. Piszą o tym. Dzielą się inspiracjami, pomysłami, przepisami, zdjęciami, radością. Idą Święta.

18.12.13

 

Zamiast zabawy- pokładanie się na przedpokojowej podłodze.
Zamiast wracać do domu - chce iść do żłobka.
Zamiast snu - zagorzałe kłótnie samej ze sobą. Albo z Dorotką czy inną szmacianą Agatką.

Miała być zdrowa. I była. Do czasu przezlaptopowej rozmowy z dziadkami. Znikąd uaktywnił się kaszel. Unsolved mystery.

Syrop na kaszel koniecznie do szesnastej. Ojciec daje po dwudziestej. I okrutna myśl: to co? dwa paluszki, by zapobiec atakowi nocnej duszności?

Zapomniane terminy, strach na karku, rozkaszlane dzieci w żłobku.
Na kolację surowe jabłka i ciastka popijane mlekiem. Wafel z rybą zagryzany bananem.
Rozbieranie w porze ubierania.

Noc. Cisza. "Przełóż dziecko, bo leży <na żabę>". Dziecię się rozbudza płacząc. Lulam, przytulam, całuję i nucę, ale słyszę tylko "siama". Więc kładę. Zasypia od razu. Po co ja?

Zamiast przedświątecznych gruntownych porządków, wciąż ogarniany tylko "rynek".
Matki chciana-niechciana nieobecność, ojciec przejmujący obowiązki macierzyńskie.
Spokój maskujący wewnętrzne sztormy.

A na koniec szlag Matkę trafia, gdy znowu słyszy, że prokreacja to albo bohaterstwo albo głupota.

14.12.13




Teczka Małego Ucznia dla trzylatków. Żłobek pod nazwą Akademii. Angielski i matematyka od pierwszego roku. Najbardziej chodliwe są książki/kolorowanki/płyty opatrzone przymiotnikiem: edukacyjne. Co z tego, że to zwykła kartka z narysowanym bałwanem - to przecież edukacja, lepszy start, pod tym hasłem można wszystko sprzedać. A rodzice się łapią, bo chcą dla dziecka jak najlepiej. Ba, ciężko nawet znaleźć jakąkolwiek zabawkę, która w opisie nie pełniłaby funkcji edukacyjnej.

11.12.13

Matka tylko jedna pisała kiedyś o kurierach, a ja bym chciała o Poczcie Polskiej. Dwa dni, a tyle radochy - część relacji znana z fb.

Dzień pierwszy:

Idą święta. Blogi i radio o tym niezwłocznie przypominają. Matka się wkręciła w prezentów nabywanie przez internet, więc i dowiaduje się nowych rzeczy o Państwowym Przedsiębiorstwie Pocztą Polską zwanym. 

9.12.13




Oto Matka walczy ze słomianym zapałem:

7.12.13




Mówię Wam ja, Matka, że ze Świnką Peppą jest coś konkretnie nie tak.

Moje dziecko telewizji/bajek/piosenek na YT ogląda max 30 minut. I to nawet nie codziennie. Na bieżąco z hitami dziecięcej animacji nie jesteśmy. Bo Matka preferuje raczej Reksie, Bolki i Lolki, Pszczółkę Maję, ewentualnie "Tik-tak, tik-tak, zegary ciągle chodzą....". Ok, to ostatnie to faworyt Luli.

6.12.13

W sumie poprzedni post o Mikołaju miał być inny. Miał brzmieć jak ten teraz.

Ale los płata figla, nastąpiło skumulowanie kiepskości dnia, więc wieść o straconych złociszach pogrążyła mnie dokumentnie.

A Mikołaj żłobkowy to była tak naprawdę szansa na pierwsze zdjęcia dziecia zrobione w tym przybytku. Dziwnym trafem zawsze Lulki nie ma, gdy żłobek imprezuje. Teoria o zakonnicy?
Teraz więc przyznaję się Wam, że z premedytacją Mikołaja do domu nie sprosiłam ani nawet jego darów. 

Pierwsza rzecz - na ile znam moje dziecię, to jest za małe, by zrozumiało sens i ideę tego święta. Tak samo cieszy się z nowej zabawki jak i ze starej przechowanej na miesiąc w czeluści szafy (tak, stosuję czasowy obieg zabawek ;). Po co ta paczka leży koło jej łóżeczka, skąd się wzięła i dlaczego właśnie dzisiaj? Na tłumaczenie, że wchodzi po nocy przez okno jakiś brodacz czerwony obawiam się, że zareagowałaby wieczornym skomleniem.

Po drugie - sądząc po reakcji dziecia na pana gazownika*, co to nas ostatnio odwiedził (buźka w podkówkę i rozpaczliwe "mama") oraz ogólnej niechęci kontaktu fizycznego z obcymi - to na pewno w żłobku odprawiłaby koncertową ucieczkę połączoną z seryjnymi "nie-nie-nie" przy jakiejkolwiek próbie posadzenia na kolana. Jakoś pewnie tak:


Więc nie będę jej tej atrakcji fundować w domowych pieleszach (choć dziękuję za Wasze rady :)).

A po trzecie - męczy mnie to wszechobecne przymuszanie: "kup, kup, kup, musisz dziecku, choćby miało 3 tygodnie, kupić coś, bo przecież są MIKOŁAJKI!!!". "Jak to: nic nie kupujesz? Mikołaja nie sprowadzasz? Naprawdę? Przecież dziecku będzie przykro jak nic nie dostanie". Taaaa, będzie przykro, dwudziestomiesięcznej dziewczynce nie znającej tej tradycji. I powątpiewający wzrok mówiący "Co z Ciebie za matka?" Ano taka.

Poczekamy te trzy tygodnie, klimat inny, bardziej rodzinny, spotkaniowy, choinka, świeczki, zapachy, więcej czasu dla siebie - wiecie o co chodzi. Wtedy dawanie prezentów, nawet dla średnio kumatej 20-miesięcznicy, będzie większym przeżyciem, większą radością i dla niej i dla nas.

Więc całą magię szóstogrudniową z pisaniem listu zostawianego na parapecie, wystawianiem skarpety koło łóżeczka zostawiam na następny rok. Mnie jest z tym dobrze. Lula też nie narzeka. Ktoś powie, że skąpię na dziecko, że Matka samolubna/leniwa, bo tradycji nie przekazuje, magii, czarów, radości prezentowania czy czego tam jeszcze. Albo po prostu popatrzy dziwnie. Oficjalnie biorę to na klatę.



* I wiem, że z Lulą w domu gachów przyjmować nie mogę, bo od razu się Tatusiowi wygadała, że "Pan! Pan!" był dziś u Matki.

PS. Last but not least: Oficjalnie stwierdzam, że Mamaronia jest kobietą kompletnie nieprzewidywalną. I dzięki niej, zamiast Mikołaja dla Lulki, Matka dostała różowe okulary. Od Mikołajki ;)

Źródło zdjęcia

5.12.13



Jak wiecie, średnio jestem zorganizowana. Nie prowadzę podsumowań kolejnych miesięcy życia dziecia, choć byłoby to świetną pamiątką (no, oprócz półtoraroczniactwa ;). Znaczy, wróć, na swoje potrzeby, bardzo skrótowo w prywatnym kajeciku to i owszem, ale żeby pięknie w słowa ubrać to już nie bardzo.

4.12.13

Się stało. Zaliczyłam pierwszą konkretną wtopę w mojej krótkiej bo krótkiej karierze blogowej. Na szczęście mogę zrzucić winę na dziecię, chłopa i całe życie dokoła. Zresztą na fanpejdżu już to ochoczo uczyniłam.

3.12.13