14.1.14

 

Wczoraj na fanpejdżu wrzuciłam w ramach ciekawostki szczegóły oferty złożonej mi przez pewną firmę. Niektóre komentatorki zarzuciły mi nie do końca eleganckie zachowanie. Jestem w stanie się zgodzić, że takie upublicznianie propozycji współpracy może się oferentowi (ale i postronnym) nie podobać, lecz ciągle będę zdania, że nie podając danych osobowych/biznesowych o żadnej szkodzie mówić nie można. Tyle gwoli się wytłumaczenia.
Nie mam do dziewczyn żadnego żalu, absolutnie. Ba! cała sytuacja sprowokowała mnie do zastanowienia się bardziej dogłębnie nad całym zagadnieniem współpracy blogowo-marketingowej.
Nie jestem profesjonalną blogerką, dla której prowadzenie takiej platformy jest pracą na pełen etat, a uzyskiwane stawki powinny automatycznie zapewniać płacę godną tegoż. W takim przypadku teoretycznie mogłabym flufcić na brak szacunku, poniżenie, stawki głodowe czy uwłaczające traktowanie blogerów przez firmy - takie głosy się pojawiają zewsząd i często trudno się z nimi nie zgodzić. 

Jestem typową amatorką. Piszącą swoje popierdółki ot tak z chęci podzielenia się tym, co moje/nasze. Akurat nie po to zakładałam bloga, by na nim zarabiać, ale w żadnym wypadku nie potępiam takich pobudek. Zwyczajnie brak mi na to i ochoty i czasu. Bo gdy nie wyrabiam się z regularnością na swoich zasadach, to jeszcze jakoś przeżyję. Jednak konieczność terminowego napisania postu "na żądanie" byłoby kolejnym doświadczeniem stresogennym, których i tak mi wystarczy. Ponadto nie umiem robić pięknych zdjęć (choćbym chciała!) i chyba zwyczajnie głupio by mi było obsmarować produkt, który mi przekazano, gdyby okazał się bublem. Taka spolegliwa jestem ;)

Nie znam stawek, nie znam warunków takich współprac (pewnie właśnie strzelam sobie w stopę), lecz patrząc zdroworozsądkowo: 10 zł za post reklamowy.....? Sporządzenie dobrej notki "na temat" to praca na przynajmniej godzinę, jeśli nie dwie: research (choćby na stronie internetowej), tekst, zdjęcia. W ostatnim przypadku wychodzi stawka pięciu złotych za godzinę. Nie oszałamia, prawda? Niby można jako wartość dodaną dokalkulować ewentualne zwiększenie poczytności bloga itp. ale mimo tego coś nie styka. 
Znam również prawa działające rynkiem, popyt-podaż itd. Skoro tak nisko wycenia się post reklamowy to znaczy, że ktoś na podobne wynagrodzenie się kiedyś złakomił. Firma stara się maksymalnie ograniczać koszty, każdy orze jak może, więc a nuż bloger chwyci wędkę.
A jak chwyci? Dobrze, chwała mu za to. Jego blog jego biznes.
Tylko trochę mnie dziwią oburzenia "wielkich" na brak szacunku, śmieszne stawki, uwłaczające traktowanie blogerów przez firmy, kierowane czasem nawet personalnie do tych firm. I podążające krok za tym oskarżanie innych matek-blogerek, że psują rynek sprzedając się za przysłowiowe "smoczki" (podobno informacja rodem z "urban legends", ale czy rzeczywiście?)
 
Bo chyba zapominamy, iż najskuteczniejszą i najprostszą broń mamy w naszym orężu - zawsze możemy odmówić.
 
Koniec końców, z góry przepraszam za dzisiejszą schizofreniczność aż bijącą z tego postu, gdy  z jednej strony proponowana oferta, choć traktowana jako nieszkodliwa ciekawostka, rzeczywiście prowokuje, a z drugiej strony nie jestem skłonna robić zeń największego problemu blogosfery.
I znów - nie jestem profesjonalistką: błędy to moje drugie imię ;)

18 komentarzy:

  1. To żadna schizofreniczność , to paradoksy blogosfery, najpierw ktoś porobi głupot, potem to pójdzie łańcuszkiem a potem inni piszą posty jak to jest źle - a zasada jest prosta - to miejsce w czasoprzestrzeni internetowej ma być wolne - nie podoba się to dziękuję dowidzenia i po sprawie :-) fajne to napisałaś

    OdpowiedzUsuń
  2. Stawki, jak to stawki. Jak się trafi zgodny z profilem bloga oferent i w jego opinii reklama u Ciebie będzie wartościowa dla niego to stawki mogą być i naprawdę wysokie. Z drugiej strony stawki mogą być dla jednych wysokie dla drugich śmieszne... Kwestia oczekiwań i tego czy chcesz zarabiać czy to tylko Twoje hobby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po części to właśnie chciałam przekazać. Ale mimo wszystko te 10 zł będzie mi się pamiętać ;)

      Usuń
  3. Wiadomo, że każdy chce coś kupić jak najtaniej. A nuż się uda. I się udaje! Popyt-podaż-te sprawy. Jedno nakręca drugie. Byznes Panie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko trzeba mieć tego świadomość, jakie prawa rządzą, tak myślę :)

      Usuń
  4. Dobrze, że ja nie mam tego problemu ;) Miałam kilka maili, w których oferowano mi współpracę, a co do stawki to dopiero dowiedziałabym się przy podpisywaniu umowy. Taka ściema. Swojego bloga piszę tak jak Ty, z czystej chęci pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nawet tego nie traktuję w ramach problemu, bo nim nie jest. Ot, ciekawostka. A że nie był pierwszy tylko któryś z kolei to od razu się przypałętał pomysł na posta ;)

      Usuń
  5. no to dobrze, że mnie niekt nie chce i nie muszę się nad tym zastanawiać:)
    Przynajmniej mam spokojną głowę:)
    a co do "Bo chyba zapominamy, iż najskuteczniejszą i najprostszą broń mamy w naszym orężu - zawsze możemy odmówić." genialne zdanie. Ja parę miesięcy temu odmówiłam, bo mi ni w ząb nie pasował produkt jaki mi oferowano i od tych paru miesięcy właśnie nikt nic ode mnie chce:)
    widać jestem ciężka w obejściu;p
    Bloga też piszę bo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja bardzo chętnie przeczytałabym Twoją recenzję nawet tego przysłowiowego smoczka. A może tak na sucho byś zrobiła, co? ;)

      Usuń
  6. Temat trudny i fajnie że masz tyle odwagi w sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy to wymaga odwagi... Ale dziękuję za ciepłe słowa :)

      Usuń
  7. Ciekawe :) W końcu ktoś opisał całą otoczke blogosfery!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie byłam pierwsza, która o tym tak pisze. Ale pomyślałam, że i tak warto. I jak pisałam, nie znam sprawy od tej drugiej strony - jak naprawdę wygląda realna współpraca? To też byłby fajny temat ;)

      Usuń
  8. Hmm, dla mnie jako debiutującej to bardzo ciekawe co piszesz

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz jak to mówią, że wszystkim nie dogodzisz - dla jednych stawka będzie uwłaczająca, a inni cię zjedzą, że jak mogłaś odmówić;) Moim zdaniem, każdy ma prawo do wyceny swoje czasu i swojej pracy, czy to na blogu czy gdziekolwiek indziej, każdy też ma prawo powiedzieć nie. I tego się trzymam, a kto się za co sprzedaje to już nie moja brocha ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście zgadzam się z tym. Przy czym i tak patrząc realistycznie wg mnie czasem "skóra nie warta wyprawki", czy jakoś tak ;) Ale jak pisałam - jestem dyletantką.

      Usuń