21.1.14

Ten cykl to chyba śmiercią naturalną zdycha. Ale: nowe roki, nowe kroki. Reanimujemy!
I pewnie monotematyczna się stałam w ochach i achach mych dziecięcych, ale nie mogę  pominąć milczeniem. Nosz kurczę, nie mogę.

Jesteś matką. Oczywistością jest, że dzieciem się zajmujesz, karmisz, kąpiesz, ubierasz, przewijasz i po jakimś miesiącu dochodzisz do takiej wprawy, że możesz to robić (i niestety robisz zbyt często) wybudzona w nocy o północy z automatyzmem godnym maszyny. Tak mijają kolejne miesiące, dziecię rośnie, raczkuje, chodzi, biega, coś tam gada po swojemu i nagle nadchodzi ten dzień, gdy, na ten przykład, dziecię Cię odpycha przy myciu rączek i krzyczy: "Sama!". Ok, słyszałaś to "Sama!" już kilka dobrych razy, wżarło Ci się w mózg i intuicyjnie: "Ok, sama to sama". I wtedy trach! na Twoich oczach dziecię samo profesjonalnie rączyny swe wymyło, doprawiło osuszeniem w ręcznik, a Twoja rola w tej czynności ograniczyła się do stania z miną małą inteligentną ze zdziwienia.

No i masz obuchem w łeb. Zastanawiasz się, kiedy to się stało, liczysz ile to dziecię ma miesięcy. (Nie oszukujmy się dla nas i tak ciągle jest bobasem ;)). Sprawdzasz w mądrych książkach i wychodzi, że to nic nadzwyczajnego w sumie. Ale dla Was to kolejny spory etap.

Z jednej strony rozumiesz, że pokonany został kolejny krok do samodzielności, taka kolej rzeczy. I może niekoniecznie zalewasz się łzami, że za chwilę potrzebna nie będziesz, a dziecię wyfrunie z gniazda - przecież parę dni temu flufciłaś, że podrzuciłabyś komukolwiek. Jednak nutka nostalgii się pojawia. Ale tylko na chwilę, bo po tej sekundzie odczuwasz ogromną radość, lekkość, dumę i co tam jeszcze chcecie. Twoje dziecię nauczyło się czegoś nowego! Kolejny krok do samodzielności! I stało się to tak nagle, bez fanfar, tak oczywiście.
 
Dumnaś z tej małej paskudy, że podest sobie podstawi, rękawki podwinie, mydła zażąda, łapska umyje, wytrze; obiad samodzielnie zje, śmieci do kubła wyrzuci, kocyk i poduszkę zaniesie do łóżeczka, pranie do pralki wrzuci, butki ściągnie, czapkę założy, kurtkę rozepnie, drzwi zamknie, talerz odniesie do zlewu, klocki schowa do pudełka, tyłek wytrze po swojemu, nos wysmarczy - wpiszcie sobie co chcecie o własnych dzieciach. I patrzysz na to dziecię i widzisz, że to jednak bobas już nie jest.

I na koniec małe mądrzenie się - dumnym być trzeba, nic więcej. Zawsze będę stała na straży tego, że samodzielność dziecka to jego polisa na przyszłość. Nie bójmy się jej, nie hamujmy dziecka, nie wyręczajmy. By wszystkim żyło się wygodniej :)
 
 
 
 

13 komentarzy:

  1. samodzielność to powód do dumy, ale wszystko idzie 3 razy wolniej. cierpliwości ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że jakoś się już przyzwyczaiłam. A gdy jestem z nią sama zbyt długo to przynajmniej wiem, że czas przepłynie na trzy razy mniej rzeczach, więc wysilać wtedy się muszę trzy razy mniej.

      Usuń
  2. Ależ chrzanić wszelkie książki świata, które odbierają nam radość z osiągnięć małolatów! A może to tylko kwestia podejścia? Bo osiągnięcie, kolejny krok ku samodzielności nadal jest krokiem ważnym, nawet jeśli występuje w normalnym, przewidzianym dla tego wieku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. chodziło mi właśnie o ten kolejny krok dla NASZEGO dziecia. Wtedy zawsze jest najważniejszy i z niego trzeba być dumnym :)

      Usuń
  3. oh moja tez jest juz samodzielna- w zasypianiu.. a ma 11miesiecy. wystarczy jej mis ukochany i kocyk... eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie :) Ile mniej Twojego stresu z usypianiem dziecia ;)

      Usuń
  4. Prawda to... i nic na to nie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale cieszyć się trzeba. Radować jak najbardziej. Bo coś czuję jakiś smutek przeziera...

      Usuń
  5. Nie wyręczać! Masz rację. Mogę mieć z tym problem

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka kolej rzeczy niestety... Wiecznie chuchać i dmuchać nie można, ale fakt faktem, że w moich oczach synek dalej jest malutkim bobaskiem, który wymaga mojej pomocy. A tu niespodzianka, kiedy dziecko robi jakieś kolejne rzeczy samo... Ale staram się hamować i nie pomagać mu we wszystkim, chcę żeby był samodzielny i odważnie szedł przez życie, a nie wiecznie uczepiony maminego fartuszka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba ściągnąć z oczu filtr: to taki mały nieporadny robak, a włączyć opcję: na ile możesz dziecko radź sobie samo ;) Choć nie powiem bym była w tym mistrzem ;)

      Usuń