28.1.14



Cztery miesiące jeszcze nie minęły, odkąd wróciłam na zawodową ścieżkę, powoli otrzepuję się w nowej sytuacji. Marzy mi się, by ten post nie był li tylko litanią narzekań, a raczej dzieleniem tym, co mi w  głowie telepie się. Pewnie nie ostatni raz będę się w tym temacie babrać, więc odstraszyć Was nie chcę.

Nie minęło pół roku, a nachodzą wątpliwości, czy decyzja słuszna. Powód tak naprawdę jeden. Choróbska Lulkowe. I pewnie nie jesteśmy jedynymi rodzicami, których dziecię po pójściu do placówki opiekuńczo-wychowawczej rozpoczęło maraton infekcji - nie ma miesiąca z pełną frekwencją.
Lekarka optymistycznie stwierdza – dla dzieci chodzących do żłobka to normalne.
Ale znów - czy jestem jedynym rodzicem, którego taka odpowiedź nie zadowala i nie pociesza?
 

Ustawowo do opieki na dzieckiem chorym przysługuje obojgu rodzicom łącznie 60 dni w roku. Powiecie, że sporo, ale tak naprawdę to jest 5 dni w miesiącu - szału nie ma prawda? Bez pomocy babć, cioć czy opiekunek na godziny trudno uniknąć lamentów pracodawcy. Czapki z głów dla rodziców bez pomocy z zewnątrz, którym udaje się pogodzić obowiązki domowe i zawodowe w takich sytuacjach.

Nam trafił się ten prezent od losu w postaci możliwości pracy "na zakładkę", ale znów - coraz mniej komfortowa jest dla mnie, jako pracownika (ale znającego realia bycia tą drugą stroną) konieczność wychodzenia wcześniej niż reszta współpracowników, właśnie po to, by Mąż mógł dojechać na swoją turę. I tak konieczność wieczornego przesiadywania, na które Mąż jeszcze ma siłę, ja coraz częściej już nie bardzo - więc wiadomo, kto ma większe zaległości. Pewnie sama sobie wkładam w głowę rzeczy niedopowiedziane, ale nie łudzę się, że taka sytuacja będzie akceptowana w nieskończoność.

Sporo się pozmieniało. Już machnę ręką na niewysprzątane gruntownie mieszkanie, obiady wymyślane spontanicznie, mało czasu dla siebie. Są sprawy mniej oczywiste. Ot, chociażby spacery. Brakuje nam ich. W "zdrowe dni" do domu wracamy po siedemnastej, o tej porze roku zimno i ciemno, my bez obiadu, więc nikt nie myśli o krótkiej nawet przebieżce z dzieciem. W dni infekcyjne spacer odpada. Pewnie stwierdzicie, że przy zwykłym rozcherlaniu nie ma przeciwwskazań, lecz ja zwyczajnie się boję. Parę razy zaryzykowałam i przegrałam, a raczej Lulka przegrała. Spacerów mało, odporności nie łapie, chorobowe koło się zamyka.

I wielkiego podsumowania nie będzie. Bo to dopiero początek. A myśli idą dalej. Może nie żłobek, a niania? Może naciskać na babcie, by się bardziej z pomocą uaktywniły (czy tak można?) czy może dać sobie jeszcze okrzepnąć nie dopowiadając sobie niczego w nadmiarze? Może zwyczajnie poczekać do wiosny?

A Wy jak sobie radzicie z chorobami dziecia, gdy wróciłyście/wrócicie do pracy?
Rad głodnam jak kawy o poranku.

14 komentarzy:

  1. Ja w sierpniu wracam do pracy a Maja idzie od września do przedszkola. Po nocach nie śpie bo nie mam zielonego pojęcia jak ja to wszystko pogodzę. Zostałam z tym problemem sama ojciec dziecka za granicą, babć i dziadków brak. Jedyne na co wpadłam to zmniejszenie etatu z całego na 3/4 no i mieć nadzieję za będę mogła pracować w takich godz by móc odprowadzać i odbierać dziecko z przedszkola. Jest jeszcze opcja niani no ale na to poszłaby cała moja wypłata poza tym nie chce by dziecko siedziało całymi dniami z obcymi ludzmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście kiepska sytuacja. Co do niani, to odprowadzając dziecko do przedszkola to tez zostawiasz ja z obcymi jednak osobami. Tyle dobrego, ze ma kontakt z rówieśnikami, który też jest nie do przecenienia. I kwestia wypłaty - ten sam mamy dylemat. Życzę powodzenia w znalezieniu najlepszego rozwiązania!

      Usuń
  2. moje dziecko zaczęło chodzić do żłobka jak miało rok. i pierwszy rok jej pobytu w żłobku to była czysta masakra. czysta. ona była non stop właściwie chora. ja raz brałam urlop, raz szłam na zwolnienie. mój Małż to samo. dwoiliśmy się i troiliśmy, bo dziadkowie, którzy blisko Nas oboje wtedy pracowali. jakoś doszywaliśmy te dni. i też nie było miesiąca pełnej frekwencji, właśnie do czasu wiosennego i letniego. w ten okres również były infekcje ale znacznie rzadsze. w drugim roku Mała chorowała mniej a teraz w przedszkolu (zaczęła od września) tfu tfu zachorowała 2 razy. przez chorowanie dziecko też nabiera odporności. ze spacerami u Nas tak samo, jak u Was także bez szału. do dziś. ale w weekendy nadrabiamy. no i wiem, że Mała teraz w przedszkolu godzinę na dworze spędza. wiem, bo widzę jej ogródek z okna mojej pracy;)
    Nic nie jest łatwe i ze wszystkim trzeba się oswoić. to nie jest tak, że wrócisz do pracy i masz już wszystko poukładane. ja do tej pory się jeszcze potykam. o niani nie myślałam, po pierwsze finanse a po drugie moje dziecko jest towarzyskie, aż do granic możliwości i żłobek uwielbiało (ja z opieki również byłam bardzo zadowolona i sama ucinałam sobie ploteczki z Paniami;)).
    mi w pracy wszyscy powtarzają i powtarzali, że dziecka choroby po prostu trzeba przejść. nie ważne, w jakim momencie poszłoby do innych dzieci. zawsze chorować wtedy będzie bardzo. w końcu z domu gdzie było ciepło, spokojnie i bez zarazków w nadmiarze wchodzi w środowisko wylęgarni zarazków;) kontakt pierwszy i nie ma siły, żeby nie zaskoczyło. dziecko musi się po prostu wychorować;) teraz jestem taka mądra i podchodzę do tego na luzie ale na początku blady strach na mnie padał;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszasz mnie bardzo. I widzę, że podobną sytuację mamy - moja też poszła jak miała roczek kwestie finansowe wstrzymują nas przed nianią, a Julka żłobkiem też nie gardzi. Dzięki za te słowa!
      Tylko powiedz jeszcze - pracodawca wyrzutów nigdy nie robił?

      Usuń
  3. No cóż, pierwszy rok żłobkowego życia wszystkim daje się we znaki. Niektórzy (jak Mamaronia) dają radę inni rezygnują. Ostatnio znajoma zdecydowała się na nianię, po tym, jak jej dwie córeczki zaliczyły hospitalizację i kilkutygodniowe leczenie z powodu przywleczonych ze żłobka pneumokoków. Osobiście tego nie znam. Moje dziecko wycina numery bez żłobka. Właśnie wymacałam dziwną grudkę pod skórą-pewnie znowu ropień rośnie. Jestem z mam "siedzących" w domu. Nasze dzieci też chorują, a ponad to...tęsknimy do ludzi, do pracy, do życia pozamacierzyńskiego:) Nie ma idealnego rozwiązania. Dasz radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, ze idealnego rozwiązania nie ma i dlatego szukam tego najbliższego ;) A nie planujesz w najbliższym czasie wracać do pracy? Wybacz. nie doczytałam u Ciebie jakie masz plany w tym zakresie.
      I zdrowia dla Heli!

      Usuń
  4. Ja zamierzam właśnie do "jakiejś" pracy wrócić. Zanim ją znajdę to zapewne jeszcze trochę minie ale my na szczęście mamy dwie bardzo aktywne babcie:) Więc ze żłobkiem damy sobie spokój. Może jakieś leki odpornościowe???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcie to jest dobra sprawa! A leki odpornościowe - pediatra stwierdził, że jedynie szczepionki mogłyby coś dać, bo inne pseudoleki/suplementy z apteki tak naprawdę niewiele działają. Dajemy tran, syrop z cebuli, innych pomysłów brak.

      Usuń
  5. Ja niestety nic nie doradzę, bo nie mam o tym pojęcia. Jedyne co mogę powiedzieć, to to że myślę że warto poczekać do upragnionej wiosny. Wtedy temperatury przyjemniejsze, dni dłuższe, może okaże się że w takich okolicznościach będzie lepiej?:)
    Tego Wam życzę w każdym razie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Pani F :) Niech ta wiosna zrobi wcześniejszą niespodziankę.

      Usuń
  6. U nas również nie ma opcji 'babcia'. Obie młode, pracujące. A prababcie z kolei już by nie podołały Szatankowi małemu. Siedzę więc z dzieckiem mym, we wrześniu przedszkole. Jak będzie - zobaczymy. Trochę się boję tych chorobowych maratonów, ale myślę sobie, że 'jakoś to będzie'. Jak trzeba będzie sobie poradzić to poradzimy. Innego wyjścia nie ma. No bo niania? Wydatki na nią zabrałyby mi całą wypłatę (albo przynajmniej 80%) a w takim wypadku wolę i tak tych pieniędzy nie mieć a sama z dziecięciem siedzieć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, musi jakoś być. I przed opcją "Niania" też kwestie finansowe hamują niestety.

      Usuń
  7. Oldusią na szczęście zajmowała się babcia, więc żłobek nam obcy i obyło się bez większego chorowania, za to odbiła sobie to w przedszkolu na początku i co poszła na 2 dni to chorowała kolejne 10. Jestem na macierzyńskim z Juniorem, więc jakby co L4 niepotrzebne, ale z dwójką w domu w tym z min. 1 chorym uznaję za mega masakrę!
    Myślę, że będzie coraz lepiej a i w przedszkolu to już w ogóle będziesz miała raj ;) wytrwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tym pocieszam, że kiedyś swoje odchoruje. I czemu ja narzekam skoro Ty masz dwójkę ;)

      Usuń