30.1.14

Możesz poczytać książkę.
Możesz obejrzeć kawałek filmu.
Możesz porozwiązywać krzyżówki (świetnie działa na mózg!).
Możesz upiec ciasto, zrobić sobie szybkie spa domowe lub po prostu się zdrzemnąć.

Możesz wyszorować kafelki.
Możesz poszukać wyprzedaży w necie.
Możesz przytulić się do chłopa swego.
Możesz wydziergać sukienkę.
Możesz pomarzyć na jawie, wypić kawę z bitą śmietaną lub poćwiczyć z Ewką czy Kaśką.
Możesz wyprać firanki, ulepić bałwana na balkonie lub zwyczajnie poleżeć do góry brzuchem i napawać się ciszą.

Jest tyle ciekawych, przyjemnych lub pożytecznych rzeczy, które mogłabyś zrobić w czasie, który zmarnujesz na bezsensowne wojenki wirtualne.

Chcesz sobie zrobić przyjemność? Masz tu pół tabliczki czekolady - endorfiny gwarantowane.
Chcesz poprawić samoocenę? Umaluj się, rozwiąż krzyżówkę w Zwierciadle lub zapisz się na internetowy kurs czego-tam-chcesz.
Czujesz w sobie misję, wiedzę i przesłanie? Załóż stronę, prowadź bloga, napisz artykuł do fachowej prasy, make it professional!
A gdy frustracja to Twoje drugie imię - spraw sobie worek bokserki i naparzaj ile wlezie. Lub zwyczajnie zmień coś w swoim życiu.

Myśl pierwsza:
Karmisz piersią - zajebiście. Twoje dziecko butelkowe - świetnie. Zatykasz dziecię smoczkiem, spoko. Szczepisz, nie szczepisz. Twoje dziecko, Twoja decyzja,  Twoja odpowiedzialność, a reszta  proszę kulturalnie się odczepić, a tym bardziej nie oceniać.

Myśl druga:
Wskaż mi dyskusję internetową prowadzącą do kulturalnej konkluzji, że obie strony mają prawo do swoich przekonań i szacunku doń. (I nie mówię tu tylko o tematach parentingowych). Sama widzisz.

Myśl trzecia:
Czy w rozmowie twarzą w twarz również byłybyście tak chętne do wyzywania od (niepotrzebne skreślić): głupich, niedouczonych, wygodnickich, tępych idiotek? No właśnie.

Skąd się bierze przekonanie, że przez ogólnodostępne rozmowy wirtualne jest się w stanie zmienić mentalność odbiorców? Skąd misja nawracania każdego, z którego opinią Ci nie po drodze? Nie mam pojęcia. I dlaczego kultury w tym zwykle na lekarstwo?

Skoro my Matki jesteśmy tak mocno i notorycznie przepracowane, to jakim cudem nie szkoda niektórym z nas marnować tych cennych chwil na wzajemne obrzucanie się błotem? Już więcej pożytku będzie z tych garów wymytych.

Krótko mówiąc szlag mnie trafia. Czytam, czytam, oczom nie wierzę. Na zdjęciach takie wszystkie sympatyczne, uśmiechnięte, radością bijące a z postów żółcią wręcz rzyga.
Ogarnąć się, co?

14 komentarzy:

  1. jaki to słuszny postulat
    postuluję z Tobą

    OdpowiedzUsuń
  2. ja to nigdy na te kłótnie w necie trafić nie mogę, a bym poczytała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś nie trafiam. Może nie na te blogi wchodzę co powinnam ;-)))? A może i dobrze.

      Usuń
    2. A co tu czytać? Jak jedna kobita wyzywa inną od niedouczonych? Przezbywają się, która ma rację najlepszą? A konkluzji z tego żadnej ino szum, burze i niesnaski.

      Usuń
  3. podpisuje się pod postulatem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nie zmienię świata, nie zmienię./Nie mam żadnych złudzeń." ;)
    Te żółcią przepełnione po prostu omijam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się staram. Co z tego gdy czasem same się na tablicę rzucają? Musiało być o jeden raz za dużo;)

      Usuń
  5. AMEN!!! Aż normalnie udostępnię Twoje słowa:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlatego od dawna staram się nie brać udziału w dyskusjach, chociaż mam swoje zdanie i czasem ręce mnie świerzbią żeby napisać kilka słów.
    Nie powiem, kilka razy się złamałam i napisałam, że się nie zgadzam z danym poglądem, ale zostałam zmieszana z wiadomo czym. Więc przestałam. Szkoda nerwów, czasu i wszystkiego, zwłaszcza że w internetach ludzie czują się anonimowi, a przez to bezkarni, a konsekwencją tego są dyskusje poniżej wszelkiego poziomu. Pozostaje być tym mądrzejszym (?) i nie dawać się wciągnąć w słowne przepychanki, w końcu wiemy swoje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie mądrzejszym! Bo co po takiej dyskusji zostaje? Niesmak i zgaga.

      Usuń