7.2.14

Z rzadka włączam telepatrzydło. Po pierwsze nie marzę o życiu z telewizorem jako czwartym członkiem naszej małej familii. Po drugie uwielbiam słuchać radia. A po trzecie jestem maniaczką seriali dostępnych li i jedynie ze średnio legalnych źródeł.

Dzisiaj dopadł mnie fizyczny kryzys. Zmęczenie, nieprzespane noce zawdzięczane chyrlaniu dziecia, praca na zakładkę, czytaj: wieczorne zmiany. Dogorywam.

Pomyślałam więc: piątek, weekendu początek. Coś w telepatrzydle będzie. No musi być. Prime time. Skoczkowie dopiero w niedzielę, wieczór filmowy jak nic się szykuje.
Godzina 21. Wiadomości obejrzane. Kołderka poprawiona. Rozpoczynamy skakankę po tych kilkunastu kanałach dostępnych w ramach abonamentu. (By the way: jak kiedyś mnie najdzie na satelytę, to proszę uprzejmie o dobicie).

Polsat, TVN, Siódemka, Szóstka i inne numerki. Rozczarowanie poziom pierwszy. Niczewo do oglądania oprócz kotletów odgrzewanych do wyrzygu (wybaczcie, zmęczona jestem, nie w głowie mi szukanie elokwentnych synonimów). Zafiksowałam się na TVP Rozrywka znęcona Arturem Andrusem i jedyne co mogę stwierdzić, to fakt, że Zbysio Wodecki jednak dobrym głosem włada.

Z powodów oczywistych discopolo dance music odpada, podobnież inne rąbankograjki. TVP Kultura serwował Depardieu, który księdza grał (wnioskowałam po wdzianku, bo akurat milczał i cierpiał wymownie), ale zbyt szybki opad powiek mych
powodowało to coś.

Polsat. Się zaczyna. O! Robercik - big smile. O, Halle Berry - no smile. Ale będąc dziś w nastroju w-sumie-to-może-wszystko-mi-jedno odłożyłam pilota. Dałam szansę. Naprawdę. Do pierwszych piętnastu minut.
Fakt, że p. Berry jako pacjentce tamtejszego szpitala w Kobierzynie koszulka musi się obsuwać, by ramionko błysnęło utłukł wszelki entuzjazm. I naprawdę nie interesuje mnie odpowiedź na ciągle aktualne pytanie: "Czemu zabiła?"
 
Czwarty powód bezrobocia skrzynki - znacie go, prawda?

Idę więc pocieszyć się w widoku Rob Lowe'a, do którego uczucia wylałam już na fanpejdżu.
Iluż już mężczyznom wyznawałam miłość na tym blogu. Dobrze, że Chłop osobisty nie czyta. Chyba....


13 komentarzy:

  1. nie ma wyjścia, trzeba iść spać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mam w piątki wyjścia - jestem zmuszana do seryjnego oglądania kabaretów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko! Serdecznie serdecznie współczuję.

      Usuń
  3. A ja bez wyrzutow sumienia kazdego dnia zasypiam o 20:)
    I kocham Roberta Downeya Jr:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę z Ciebie brać przykład. Ale kiedy bym wtedy zaległości serialowe nadrabiała ;)

      Usuń
    2. kochana weekendy są od czegoś:)

      Usuń
  4. Ja mam kablówkę a jedyne z czego korzystam to MTV (do sprzątania) i VOD (taki substytut kina odkąd jest dwójka dzieci i mało chętnych do opieki nad dwojgiem na raz, coby rodzice do kina poszli).
    Ale coś przepłacasz moja Droga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo zgubiło mi się - rocznie ;) Abonament zwykły.

      Usuń
  5. Czy ma się 10 kanałów czy 110 jak nic nie ma to nic nie ma. My co i raz łudzimy się, że a może jednak, ale niestety, za każdym razem kończy się na oglądaniu filmów z komputera.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpierw piątek, teraz sobota, a w telewidziaju nic. A jak już pojawi się jakaś perełka, to o takiej porze, że nie ma szans na obejrzenie do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jakaś paranoja, że w ciągu dnia same szity, a w nocy gdy mało kto ma czas oglądać puszczają dobre filmy. Ech...

      Usuń