18.2.14

Mimo, że bycie matką to taki fun, to są sytuacje (najczęściej niestety jednak mocno powtarzalne, wręcz rutynowe), gdy najchętniej dziecia opchnęłabym komukolwiek. I nie piszę nawet o wiecznym praniu czy wygrzebywaniu rzygów z włosów podczas obiadu, ale o momentach, gdy w matce włącza się opcja biegu wstecznego. 

I nie bójta się. Dużo punktów nie będzie, bo ja przecież uwielbiam tego dziabąga, ale żeby nie było za słodko to mikroranking wypociłam. I może niech nie czytają tego przyszłe matki... Chociaż z drugiej strony - be prepared!!

Miejsce na najwyższym stopniu podium plebiscytu najbardziej znielubianych czynności od samego początku okupuje nosa odsmarczanie. Organicznie nienawidzę. Dokumentnie mnie obrzydza i gdy tylko mogę tę przyjemność odstępuję Chłopu - niniejszym Tatuśku, przepraszam! A jak gdzieś przeczytałam, że u niemowlaków najlepiej to robić ustami, to byłam bliska ukazania światu co też pysznego skonsumowałam na obiad. Odsmarczanie punktuje zresztą podwójnie, bo:

Drugie miejsce dumnie dzierżą wszelkie domowe zabiegi okołomedyczne (zakraplanie wszelkich możliwych części ciała) wymagające przytrzymania podmiotu dziecięcego, co ostatnimi czasy przypomina łapanie węgorza w zbiorniku z olejem. Z towarzyszeniem ryku symfonicznego, bo pokojowo przecież się nie da; pokojowo jest dla lamusów. Jeśli jeszcze żaden sąsiad nie zapukał to chyba tylko dzięki temu, że zawsze po akcji donośnie oznajmiam: "Lula, wiesz, że musiałam, to dla Twojego zdrowia!" Nikt normalnie myślący nie posądzi, że takie słowa towarzyszą praniu tyłka dziecięcia. W tym moja nadzieja.

I tu długa przerwa, bo wydawałoby się, że całą resztę pakietu rodzicielstwo mniej lub bardziej zaakceptowałam, ale przychodzi kolejny taki dzień/noc (niepotrzebne skreślić), gdy składam głowę do snu (lub dziennej drzemki) i z chwilą, gdy zaczynam oddawać się procesowi odpływania do mózgu przebijają się mocno charakterystyczne skwierki/jęki/pochlipywania. Korzę się i głowę pochylam, bo najczęściej z mych ust cicha i mało kulturalna wersja "Och nie!" płynie. Więc trzecie miejsce należy się niedyskutowalnej-konieczności-wstania-choć-dopiero-przecież-głowę-złożyłam. 

I w takich momentach serdecznie podziwiam i czapką salutuję matkom samotnym. 

Teraz piłeczka do Was - czego nie znosicie, choć kochacie być matkami?


To be continued, definitely.....

24 komentarze:

  1. Zgodzę się z tym odsmarczaniem. ;) Też nie lubię tych jęków, jak dziecko coś bierze i tak cały dzień (+pół nocy w pakiecie) marudzi, to już w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tryb marudy - skąd dzieci mają na to siłę, zamiast się położyć i wyspać. Jakieś bez pomyślunku są ;)

      Usuń
  2. ja nie znoszę tego, że muszę być spokojna, gdy ona się daje upust swym emocjom.
    z dorosłym to bym się pokłóciła i byłoby fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam od razu musisz ;)
      Fakt, z dzieckiem się konstruktywnie nie pokłócisz ;)

      Usuń
  3. Mi jakos te smarki aż tak nie przeszkadzają, ale wkurza mnie, że przez to ilekroć młody ma katar, mnie zaczyna boleć gardło. Zdecydowanie najbardziej daje mi się we znaki wstawanie.Jestem śpiochem i lubię spać i nie znoszę jak się mnie budzi (no to byle do 18! :-)) Acha i nie lubię karmienia. Ja nie znoszę rozpapkanych paciek a że czasami synek woli się jedzonkiem pobawić i opluć mamę zamiast zjeść... no cóż. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo się całujecie najwyraźniej.
      A z jedzeniem zostaw, niech się paćka, szybciej nauczy się jeść samodzielnie. A samodzielne jedzenie rządzi!!

      Usuń
  4. O kurka! Smarki nosem! Co co intrygujaco ohydna nowość dla mnie... ;)
    Ja to nie znoszę wychodzenia do przedszkola. Organicznie.
    10 minut (potrncjalnie) z naszego życia przeciaga się najmarniej w 30, a najczęściej w ponad 100 minut walki o to, by koleś siknał, dał sobie wyszorować kły i się ubrał. Bezbrzeżna nuda plus wk...rw, gdy codziennie rano afera albo kilka. Nie chce mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam oczywiście napisać - smarki ustami :)

      Usuń
    2. W pewnej mądrej książce wyczytałam.
      O jezusicku, współczuję, najbardziej tego marnowanego czasu ;)

      Usuń
  5. O jak dobrze, że moje już same nos dmuchają, jak dobrze ;) Dla mnie wyzwaniem jest zachowanie spokoju i cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym to nawet wolałam nie pisać, bo elaborat by mi wyszedł. Ja usilnie pracuję nad nauką samodzielnego odsmarczania ;)

      Usuń
  6. Dla mnie smarki to pikuś - najbardziej irytuje mnie usypianie przedszkolaka i robienie przez niego miliona rzeczy zamiast szybkiego zamknięcia oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To brzmi jak idealny opis mojej prawie-że-dwulatki. Ponadczasowy sposób wkurzania matek ;)

      Usuń
  7. o i ja do swojej mówię "dziabąg" :)
    a czego nie znoszę....hmmmm....budzenia o poranku.O zdecydowanie. I ciągłego grzebania w szafie, po to by wszystko z niej wyrzucić a później czekać aż mama posprząta...by znów z niej wszystko wyrzucić. O losie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dziabągi są najfajniejsze ;)
      A ja traktuję szafę jako szansę na 5 minut spokoju ;) Gorzej gdy muszę (a często muszę!) przy tym asystować, jak przy wszystkim zresztą ostatnio - o to, by mógł być punkt czwarty ;)

      Usuń
    2. ja lubię szafę, jeśli z ciuchami się wiąże ale nie lubię jeśli to są flamastry....a raczej oddzielnie cześć flamastrowa a oddzielnie skuwka, do tego pojedyncze puzzle z różnych zestawów, wstążeczki, małe naklejeczki i cała reszta tego małego szitu, który psuje mi wzrok;p

      Usuń
  8. Ja nie cierpię tego, ze tylko oni mają prawo sie złościć i walić głową o ścianę. Ja też jestem zła, sfrustrowana i mam emocje. A jakoś żaden psycholog nie mówi "matka ma prawo do swoich, także złych, emocji". I gdzie tu sprawiedliwość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Lucy możecie sobie piątkę przybić ;)

      Usuń
  9. od medycznych zajęć jest mąż ;) po coś musi w końcu być ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nienawidzę, jak rozhisteryzowane, wyrośnięte niemowlę, zamiast się we mnie wtulić i wyciszyć, wierzga, kopie, gryzie, szczypie. Drze się, że chce na ręce, a potem takie cyrki. O co chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niestety mieliśmy tak bardzo często. Wybitnie nieprzytulińskie dziecko Ci się trafiło najwyraźniej.

      Usuń
  11. Usypiania. Usypiania gdy dzieć się wygina we wszystkie strony, płacze, krzyczy, wierzga nogami by po chwili dostać czkawki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czkawki? I co tu poradzić na czkawkę?

    OdpowiedzUsuń