28.3.14




26.3.14


Czytelnictwo wśród Polaków.

Ech, temat rzeka, przy czym raczej wysychający strumyczek niż Amazonka.
Wszem i wobec trąbi się o korzyściach z czytania książek, budowaniu wyobraźni, przewadze nad telewizją itd.
I mimo trąbienia czytelnictwo leci na łeb na szyję. 
Coraz mniej ludzi czyta. Ba! taki egzemplarz mam pod swoim dachem.

25.3.14

To mi Kinga Mak zagwozdkę dała. 

O gadżetach mam pisać. Ja - która jestem wybitnie niskogadżetowa.
Cztery dni myślenicy I wiecie, lipa, no lipa z gadżetami u mnie. Przetrząsnęłam szafy, worki, pawlacze. Poszukałam w torebce (teoretycznie w damskiej zawsze można coś znaleźć, ale i tu nic). 
Może lepiej sprawdziłabym się jako gadżetów projektant? - vide tu.

23.3.14


Przyczynkiem do poniższych rozważań niech będzie dzisiejszy dzień.
Należy więc mi nakreślić tło, by konwencji ulec.


20.3.14

Bo wieczorne sprzątanie.
Bo ranne wstawanie.
Bo nocne pobudki, a dzionek za krótki (to chyba z jakiegoś klasyka ;).
Bo gość maminy w dom, więc i radość w dom.


15.3.14


Jeszcze wczoraj pisałam o organicznej niechęci dziecia mojego do idei co-sleepingu. W całej naszej blisko dwuletniej karierze udało się dosłownie kilka razy. Kiedyś, kiedyś na wyjeździe to raz. Potem zaraz po powrocie ze dwa razy ale chłop zgłosił nieodwoływalny protest. 

A ostatni raz był wczoraj. Tak, wczoraj.

14.3.14

Są takie noce, gdy pobudki dziecia zbiegają się z przemożną wręcz antyochotą wstawania, zwlekania się z ciepłego barłogu i śpiewania do uszka maluszka, względnie tulenia 13-kilogramowego klocka, po to tylko, by za pól godziny historia się powtórzyła. 

11.3.14

Jak się byłam chwaliłam wybyliśmy za morze na szybki British weekend. Relację obiecałam to i jest. W luźnym stylu.

Zapytacie jak tam podróż. Ano pięknie. Natargałam książek, czuczu-sruczu, naklejanek-kolorowanek. A tu napatoczył się chłopiec z dwoma autkami, który w swej dobroci chętny był do wspólnej zabawy. I dziecka nie było. Matka w mądrość na przyszłość obrasta.

5.3.14


Obiecałam Wam onegdaj dzielić się refleksjami matki wracającej do pracy. Dzielić chcę, lecz pomyślałam, że nie chcę smęcić jak ciężko przestawić się na nowe tory. Łatwo nie jest, znana prawda. I z przekory jakiejś takiej nie w smak mi pisanie o godzeniu roli matki, żony i kochanki z młodszym wcieleniem Ireny Kwiatkowskiej. Wtem w impulsie szorowania plam niewiadomego pochodzenia z podłogi rozjaśniło mi się.

Nasze życie towarzyskie. Wiecie jakie jest?

3.3.14

Jestem naukowcem. Początkującym, ale jednak. Hipotezy, zależności, wnioskowanie; atrybutem : logiczność, sensowność, falsyfikowalność. Spędzam dnie na poszukiwaniu odpowiedzi i doszłam do jednego wniosku. Termodynamika to zwykła tabliczka mnożenia w porównaniu do wzorcowej antylogiczności, jaką serwuje mi córa. 

1.3.14

Taki dzień to ja lubię. Spokojnie spędzony, lecz bez czasu na nudę. Trochę dla dziecia, trochę dla nas + odrobina towarzyskiej rozrywki, ale bez szaleństw. I wszystkie elementy pięknie się zazębiające..

Dla dziecia wizyta u dawno niewidzianych dziadków, co umożliwiło nam wypad na trzygodzinne zakupy w wersji: małomiasteczkowy shopping. Kontakt z psiurami, spacer do pszczółek czyli wszelkie uroki wiejskie.
Po południu wizyta towarzyska u rodziny, co oznaczało pogaduchy, pyszną zapiekankę i nową porcję używanych książeczek dla dziecia. O nich moźe będzie osobny post, bo małe, stare, sentymentalne cudeńka też znalezione.

O mej miłości do małomiasteczkowych zakupów pisałam nie raz. Wszystko blisko, w jednym rejonie: chleb, cegły, majtki i zegary. A po drodze czas na pyszną drożdżówkę z jagodami (Jagody? O tej porze?)

Najpierwej zaatakowałam książki. Henryk Grynberg, Alasdair Gray i Frank Tallis za sumaryczną kwotę 18 złotych - taką okazję, aż grzech odpuścić. A i tak stopowana byłam przez swego osobistego, bo "Gdzie ty będziesz te książki przechowywać?". Ma i trochę racji, bo poprzednie łupy książkowe dalej czekają na swoją kolej, niestety.



Potem przyszedł czas na kolorowanki, 
rajtki, dziecięce piosenki i książeczki, a skończyło się na babskich kosmetykach. Milczeniem pominę fakt, że pierwszą pozycję na mej liście zakupów okupowała spódnica na nagłą poniedziałkową okazję.

I rzeczywiście byłam idealnym przykładem osoby, której zakupy humor poprawiły. Do czasu, gdy w ostatnim miejscu bank odmówił współpracy i musiałam się pięknie do chłopa uśmiechać. Tyle dobrego, że w poniedziałek wypłata.

A zakończyć chcę zapytaniem zadanym już na fb. Myśli mi się post, ale potrzebuję Waszej pomocy.

Czy którejś z Was, mamuśki, do wyprawki porodowej dostała się książeczka dla dziecia? Nie książeczka zdrowia, nie o żywieniu niemowląt ino książeczka do czytania? Wdzięczna będę niesłychanie :)