11.3.14

Jak się byłam chwaliłam wybyliśmy za morze na szybki British weekend. Relację obiecałam to i jest. W luźnym stylu.

Zapytacie jak tam podróż. Ano pięknie. Natargałam książek, czuczu-sruczu, naklejanek-kolorowanek. A tu napatoczył się chłopiec z dwoma autkami, który w swej dobroci chętny był do wspólnej zabawy. I dziecka nie było. Matka w mądrość na przyszłość obrasta.


Pogoda zrobiła nas w konia. Żadne tam English winter rain. Naczelny meteorolog na konkretnym haju musiał być, gdy pisał że max siedem stopni. Było siedem plus dziesięć. A my wyszykowani w kalosze, ciepłe kapoty, sweterki. I już nie wierzę oszukańcom. Trzeci raz nas brytyjska pogoda pozytywnie zaskakuje. Następną razą obowiązkowo dwa zestawy: na sztorm i na Hawaje.

W najgorszej sytuacji Matka oczywiście była. Bo jak dzieciu pożyczyliśmy buty - dzięki, szwagrowie za dziecię o miesiąc ino młodsze!, to w tenisóweczkach pomykało. Matka kalosze ino miała, za kostkę, z futerkiem. Dobrze, że z rozpięciem z boku, niby z tyłka strony potrzebne, a tu zastosowanie jak znalazł – autowywietrzniki.

I że ja nogi pociłam to zrozumiałe. Ale, że lokalne dziewoje z własnej nieprzymuszonej woli w kozakach pod kolana paradowały to rozumem nie ogarnę.

Anglia jak to Anglia, piździ, że się tak wyrażę. Poszłam w lokalny koloryt i czapkę dziecku oszczędnie stosowałam. Jak się po tym wygwizdowie nie pochoruje to chrzanię wszelkie czapki przy polskim wietrze. Na razie nic choróbska nie zapowiada, tfu,tfu, za lewe ramię.

Za to matka dorobiła się zakwasów na tyłku. Gdybym dłużej pomieszkała to nóżki winnam mieć jak łania, takie umięśnione. Ach te strome schody w domu i skakanie dwa piętra, bo pieluchy zostały w sypialni...

Co jeszcze było? Place zabaw z trampoliną, zoo z fokami, rejs łodzią, pierwsza dziecia pizza (smakowało) oraz lody (blee!!) plus trzymanie ręki na głowie w tunelu, bo przecież pingwiny zaraz z wody spadną.

A jak było najchętniej pokaże najpiękniejsza część naszej familii ;)





PS. Zwróćcie uwagę na ewolucję stylu czapkowego Lulencji.
PS2. Było tak fajnie, że w ramach zapewnienia sobie konieczności powrotu Matka zostawiła za morzem okulary słoneczne upamiętnione na ostatnim zdjęciu.

17 komentarzy:

  1. To mieliście przygody:) Najważniejsze, że pogoda dopisała:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to "british weather" zaskoczyła…u nas polish version i tez +14 a wszystkie babcie w grube czapki i szaliczki zawijają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz co, zauważyłam różnicę między polskim +14 a brytyjskim. Nasze jednak zimniejsze, co oczywiście nie usprawiedliwia szalików ;)

      Usuń
  3. następnym razem pakuję się do Twej walizy i bierzesz mnie ze sobą;p
    ja w Anglii jak byłam to pogoda była iście brytyjska: deszcz, wiatr, chmury i mgła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Ty myślisz, ze ja Cię wezmę cobyś mi pogodę zepsuła? A kysz, koszmaro ;)

      Usuń
    2. wpełznę sama;p
      Lulencja mnie przygarnie:)

      Usuń
  4. Cudnie - zazdroszczę :) Ale podejrzewam, że jak następny raz nie weźmiesz czuczu - sruczu to chłopczyk się nie pojawi hihi :) Tak to już jest :)
    http://kusiatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, to jest standard. Weź raz zapomnij i awantura na całego ;)

      Usuń
  5. Zazdroszczę takich wycieczek;) A my tylko za miasto;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jeszcze przed Wami. To tak naprawdę druga taka duża nasza podróż z dzieciem, ale nie powiem, planuję kolejne. Poczekajcie, aż Filipo podrośnie i też będziecie jeździć ;)

      Usuń
  6. To ja już czekam na relacje z kolejnej podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie osiądziemy na zadku,ale wakacje będą nasze ;)

      Usuń
  7. Zazdraszczam:)
    Już się nie mogę doczekać kiedy my sobie pojedziemy gdzieś dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo, nawet nie wiesz jak szybko czas minie ;)

      Usuń