28.3.14




Magda Gessler ze mnie nigdy nie była. I raczej nie będzie. To już wiecie.

Czasem mi się marzy wykwintna kolacja na bielusieńkim talerzu, gdzie każdy element kompozycji ma określony smak i miejsce, a całość jest subtelnie acz wyraziście podkreślona zdobnym dekorowaniem. 

Albo na obiad polędwiczki w sosie, o nazwie tak luksusowej, że nie potrafię wymówić. Do tego surówka z pięciu sałat tudzież kiełków.
A na deser tartaletki sześciu smaków z własnoręcznie ukręconymi lodami.


Na szczęście mam dziecko. Dziecko, co chroni przed kompromitacją kulinarną.
W jaki sposób? - zapytacie.

Ano taki, że wszystko, co nie jest: postnym rogalem/parówką/kanapką z dżemem (wyłącznie malinowy od babci S.!)/mlekiem uwagi dziecka z rana nie zaprzątnie.
Serek z warzywami? Bleeee.
Płatki z owocami? Fuj!
Jajecznica? O! tu! na ścianie!

A gdy obiad nie składa się z ziemniaków tudzież makaronu, sosu mięsnego albo pierogów, surówki z marchewkę na zmianę z mizerią - toż to nie obiad w rozumieniu dziecia.

Mam dwa lata, więc wiem, co chcę zjeść Matko!

Więc żyjemy od gulaszu do gulaszu, między marchewką a ogórkiem, czasem przemycanym groszkiem, a wszystko dopchane bułką z parówkami. 
Szybkie to, tanie to, tylko z wartością odżywczą nie do końca po drodze. 

Serce mnie boli, żyły na myśl zapychają, kubki smakowe nie używane znikają. 
I jedna myśl tylko trzyma przy konsumpcyjnej powierzchni.

Dzięki Ci dziecko za zupy wchłanianie. Całą powierzchnią. W ilościach hurtowych. 
Jak podłoga i ściany mi świadkiem.

14 komentarzy:

  1. O matko, mojego syna przygarnęłaś czy co? Jak mi serce pęka jak on ciągle bułki i makarony wcina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Buuka,mama! buuka ;)" Nowe oblicze Buki z dzieciństwa ;)

      Usuń
  2. U nas też są buły, chleb i pyry. I tak do znudzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A spróbuj na pomidora namówić, to nie, bo po co ;)

      Usuń
  3. Chleb, makaron, ryż. Pyry tak różnie. Żółty ser. Z rzeczy, które rosną - cebula, pomidor, ogórek, banan, jabłko, arbuz. Tak mogłaby wyglądać lista zakupowa dla Ognasia co tydzień. Zapomniałam tylko o maśle w hurtowych ilościach. A do picia woda, koniecznie z kranu. Dzieci są ekonomiczne, nie da się zaprzeczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masło w hurtowych ilościach - skądś to znam ;)

      Usuń
    2. Bo bez masła nie ma życia ;)
      Matka Kwiatka - cebula - u nas wyłącznie w formie syropu ;)

      Usuń
  4. Ja z kolei muszę chować jedzenie ;) wszystko i zawsze, o każdej porze. Jak nie je to mówi, jak nie mówi to je. Nie wiem gdzie to mieści, zaczynamy podejrzewać, że ma 7 żołądków. Bo waga bliższa piórkowej niż ciężkiej. Całe 12kg na liczniku.

    A Lulce pewnie się zmieni jeszcze nie raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedem żołądków ;) Tylko co gorsze? ciągłe jedzenie czy ciągłe gadanie? ;)

      Usuń
    2. w zależności od okoliczności, jak potrzebuję ciszy to daję jeść :D ;)

      Usuń
  5. Ja mam wrażenie, że moje dziecko żyje tylko zupami i kaszą. Wszelkie śniadanka, deserki, przegryzki hejtuje namiętnie, a ja dalej mam nadzieję na 5 pożywnych posiłków dziennie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie minęło długo i ja przestałam się łudzić o żywieniu dziecia zgodnie z wszelkimi prikazami. Ach te dziecióry...A potem to wszystko wina matek ;)

      Usuń
  6. Chyba zaraz parówkę jakąś wtranżolę bo mi smaka narobiłaś:)

    OdpowiedzUsuń