3.3.14

Jestem naukowcem. Początkującym, ale jednak. Hipotezy, zależności, wnioskowanie; atrybutem : logiczność, sensowność, falsyfikowalność. Spędzam dnie na poszukiwaniu odpowiedzi i doszłam do jednego wniosku. Termodynamika to zwykła tabliczka mnożenia w porównaniu do wzorcowej antylogiczności, jaką serwuje mi córa. 

Im bardziej chcę, by się sobą zajęła, tym bardziej domaga się uwagi. 
Poświęcam robotę, kipiącą zupę, pranie wypełzające z kosza lub swoje sikanie. Poświęcam dla dziecia, toć jestem matka idealna. Wystarczy jednak tylko, że usiądę z nią, to chwila nie minie, gdy widzę tylko plecy jako skutek efektownego „spierdalamento” do drugiego pokoju. Zaszywa się w kącie i zaczyna rajdolić z samochodzikami o królikach i biedronkach (casus dzisiejszy). I już się cieszę: "Ha! znalazłam kolejny na dziecia sposób". Już witam się z gąską, wtem: hola, hola!, nie na długo, o nie! Wystarczy garnkami zadzwonić lub w głupocie swej niepomiernej zajrzeć, czy wszystko w porządku. Tu prośba: nie bądźcie tak durni jak ja.

Co dalej? Moje dziecię (i każde inne zapewne) ma w zadku najprostsze prawidła. Ot, choćby pranie. Mała jest, niewielkie ma ubranka, ręczniki, teterki. I nawet uwzględniając dwukrotną zmianę outfitu codziennie (średnio statystycznie mierząc arytmetycznie), to i tak objętościowo wychodzi mniej niż wdzianko moje i ojca razem. Niech znajdzie się mądry więc, by wyjaśnić natenczas, dlaczego pranie dzieciowe odchodzi codziennie, a dorosłe co dni dwa? I na wstępie proszę flejtuchami nas nie komplementować. 


A na koniec dziecko jako dowód fizyczny perpetuum mobile.

I nie tyle, że czerpie energię z kosmosu, by na swych krótkich nóżkach kilometry przemierzyć. Sucha bułka i kubas mleka częstokroć z wyboru wystarcza spokojnie. Inna sprawa mą głowę żywiej zaprząta. Jak to bowiem jest możliwe, by produkować śmieci z niczego. Dosłownie - z niczego. Pokój wysprzątany czysty pozostaje około 5 minut. Potem znikąd paproszki, okruszki, skrawki papieru, choć dziecko nie jadło, nie piło, się nie przemieszczało. Ot, klockami się bawiło bez użycia gazety? Gdy dołączymy do tego fenomen znikających czapek dematerializujących się trzy dni później pod łóżkiem to mogę  już w Nature ogłaszać dowód teleportacji?

Nielogiczność chcenia: zrób mi kaszę, nieeeee!!!, Kaszaaaa!!! Chcę kaszę!!! W końcu jebut na podłogę, bo wyproszona kasza oczekiwań nie spełnia. 

Trzy stopnie zmęczenia dziecka do lat trzech: zmęczona, bardziej zmęczona, spać nie będę, bo nie.
I jeszcze inne reguły, które od Was chętnie poznam.

Czy ktoś kiedyś zrozumiał dwulatka?

Źródło po nieoczywistym zremasterowaniu by Paint v. 2014

19 komentarzy:

  1. Znam to doskonale. U mnie też znikają ubrania, zabawki, nawet przybory kuchenne! Znajdują się potem, nie wiadomo z jakiej racji, w najmniej odpowiednim miejscu. Zresztą, mój egzemplarz Małego Człowieka tak ma, że lubi matce wszystko chować. Napawa się potem widokiem mnie szukającej, na czworakach, po całym domu. :P A bałagan też się chyba sam robi. Bo przecież jedno dziecię takiego burdello by chyba nie zrobiło?:o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie. A potem i tak jest na matkę, że leniwa i wygodna;)

      Usuń
  2. Moje spostrzeżenia sprzed pół roku, gdy panowała nieoposana mendoza:
    Sprzatam, gotuję - ryk.
    Organizuję Młodemu jakieś zabawy, poddaję pomysły - niechęć plus wycie.
    Usiłuję bawić się z nim - wielkie nie.
    Wychodzimy do innych - mendoza na całego plus przyklejenie do mnie.
    Zalegam na kanapie i jednym okiem oglądam serial zupełnie nieodpowiedni dla młodocianych? Dziecko szczęśliwe, kreatywnie i spokojnie zajmuje się sobą...

    Moje pytanie to... WTF? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to idealny opis antylogiczności dziecia ;)

      Usuń
  3. nie rozumiem, nie rozumiałam i rozumieć nie będę. ju nawet nie próbuję inaczej. 2 lata, cztery lata, jeden pies. moja jest tak samo nielogiczna jak była te dwa lata wcześniej. o losie. okrutny.

    ps. widzę, że my jeden zawód wykonujemy;p tylko ja bardziej humanistycznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to nie mija? To cała ma nadzieja poszła w pizdu ;)

      Usuń
    2. poszla, poszla bo przemijanie sie tyczy tylko rodzicow;p

      Usuń
  4. Zgadzam się z Lucy. Świetnie napisany tekst i super się go czyta. I uśmiech amm od ucha do ucha. U mnie prawie tak samo jak u Ciebie. Tylko na pocieszenie *3 . (czyt. razy trzy :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już Ci kiedyś pisałam, że podziwiam Cię niezmiernie za ogarnianie :)

      Usuń
  5. Rewelacyjnie napisane:) Ja póki co nie zrozumiałam jeszcze prawie roczniaka. Ale energię z kosmosu i z posta dałaś mi na cały dzień:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę Cię niezmiernie. I muszę się w końcu dowiedzieć, czemu tak się obijasz ostatnio postowo ;)

      Usuń
  6. A ja usłyszałam wczoraj, że są dzieci, które jak są zmęczone to idą spać, a nie "drą mordę". i że sytuaja w której moje dziecko nie umie zasnąć tylko urządza histerię nie jest normalna. To jak w końcu jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nienormalności Twoje dziecię jak najbardziej normalne ;)

      Usuń
  7. świetny tekst. Tez mam dwulatkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) I wiem, że dwulatka. Sekretnie podczytuję ;)

      Usuń
  8. Dzięki dziewczyny za miłe słowa. Odlatuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sobie myślę, że im dalej w las tym gorzej.
    Przy 3,5 latce dochodzą jeszcze never-ending negocjacje. Never!
    I zawsze zdanie odmienne niż matki. Zawsze :)

    OdpowiedzUsuń