1.3.14

Taki dzień to ja lubię. Spokojnie spędzony, lecz bez czasu na nudę. Trochę dla dziecia, trochę dla nas + odrobina towarzyskiej rozrywki, ale bez szaleństw. I wszystkie elementy pięknie się zazębiające..

Dla dziecia wizyta u dawno niewidzianych dziadków, co umożliwiło nam wypad na trzygodzinne zakupy w wersji: małomiasteczkowy shopping. Kontakt z psiurami, spacer do pszczółek czyli wszelkie uroki wiejskie.
Po południu wizyta towarzyska u rodziny, co oznaczało pogaduchy, pyszną zapiekankę i nową porcję używanych książeczek dla dziecia. O nich moźe będzie osobny post, bo małe, stare, sentymentalne cudeńka też znalezione.

O mej miłości do małomiasteczkowych zakupów pisałam nie raz. Wszystko blisko, w jednym rejonie: chleb, cegły, majtki i zegary. A po drodze czas na pyszną drożdżówkę z jagodami (Jagody? O tej porze?)

Najpierwej zaatakowałam książki. Henryk Grynberg, Alasdair Gray i Frank Tallis za sumaryczną kwotę 18 złotych - taką okazję, aż grzech odpuścić. A i tak stopowana byłam przez swego osobistego, bo "Gdzie ty będziesz te książki przechowywać?". Ma i trochę racji, bo poprzednie łupy książkowe dalej czekają na swoją kolej, niestety.



Potem przyszedł czas na kolorowanki, 
rajtki, dziecięce piosenki i książeczki, a skończyło się na babskich kosmetykach. Milczeniem pominę fakt, że pierwszą pozycję na mej liście zakupów okupowała spódnica na nagłą poniedziałkową okazję.

I rzeczywiście byłam idealnym przykładem osoby, której zakupy humor poprawiły. Do czasu, gdy w ostatnim miejscu bank odmówił współpracy i musiałam się pięknie do chłopa uśmiechać. Tyle dobrego, że w poniedziałek wypłata.

A zakończyć chcę zapytaniem zadanym już na fb. Myśli mi się post, ale potrzebuję Waszej pomocy.

Czy którejś z Was, mamuśki, do wyprawki porodowej dostała się książeczka dla dziecia? Nie książeczka zdrowia, nie o żywieniu niemowląt ino książeczka do czytania? Wdzięczna będę niesłychanie :)

12 komentarzy:

  1. Nie bardzo rozumiem. Żeby czytać maluchowi, czy pokazywać? Moje dziecko na sali poporodowej ciągle spało lub jadło. Średnio dało się coś innego z nim robić. Książeczka u nas byłaby zbędna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak z paczką otrzymuje się próbki mleka, smoczki, wodę czy kremu tak czy ktoś kiedyś dostał książeczkę dla dziecia w celu promocji czytelnictwa. O to mi mniej więcej chodziło :)

      Usuń
  2. Ja nie dostałam. A szkoda, bo to byłoby znacznie bardziej przydatne niż dziesięć próbek różnych emolientów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dostałam, ale gdzieś ktoś już chyba pisał o takim pomyśle. Coś mi się przypomina, ale nie wiem kto, kiedy i dlaczego;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie dnie jak u Ciebie to i ja lubię, choć już nie pamiętam kiedy taki ostatnio miałam :( W Irlandii też żadnej książeczki nie dostałam... hmmm w zasadzie to nic nie dostałam, nawet kremu na próbę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książeczki nie dostałam. A to chyba byłby lepszy 'gift' niż tona ulotek.
    Ciekawam co za post Ci się w głowie tworzy ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki właśnie o książeczkach. Ale widząc po ilości czasu chwilę mi jeszcze zejdzie. Chociaż może nie...? ;)

      Usuń
  6. Mojej córce czytam bajeczki odkąd pamiętam, nawet jak nic nie rozumiała. Dziś nie wyobraża sobie wieczoru bez krótkiej czytanki :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja też musi przed zaśnięciem czytanie mieć:) właśnie kończymy Bolka i Lolka i czeka już Kubuś Puchatek:)

      Usuń
  7. ja nie dostałam książki. Dostałam za to próbki proszku do prania;p czy to się liczy:)?
    zakupy to i ja uwielbiam;) czy małomiasteczkowe czy wielkomiasteczkowe mogłabym zakupować bez końca;p a bank niech taki mundry nie będzie, bo jak Ty mu kranik zakręcisz.,...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, ja zapomniałam, ze też proszek dostałam.Ale byłam wtedy zafiksowana na punkcie płatków mydlanych...Ech stare dzieje.
      Zakupoholizm więc? ;)

      Usuń