15.3.14


Jeszcze wczoraj pisałam o organicznej niechęci dziecia mojego do idei co-sleepingu. W całej naszej blisko dwuletniej karierze udało się dosłownie kilka razy. Kiedyś, kiedyś na wyjeździe to raz. Potem zaraz po powrocie ze dwa razy ale chłop zgłosił nieodwoływalny protest. 

A ostatni raz był wczoraj. Tak, wczoraj.
Oczywiście mogę zrzucić to na karb nocnych rzygankowych atrakcji. Ale moja mina o godzinie drugiej po akcji rewitalizacji łóżeczka Lulencji zakońcona słowami tejże "Mamy łóziećko" mówiła zapewne wiele. Pewnie zapach jej przeszkadzał, bo jak wiecie-rozumiecie aromat wywnętrznienia jest obezwładniający ;)

Koniec końców zabrałam, spałyśmy razem, ojciec zmorzony podobnymi turbulencjami wybrał profilaktycznie kanapę i miskę.


I jak ta matka rozanielona muszę stwierdzić, że budzenie się koło dziecia rzeczywiście sporą dozę magii posiada. Nawet pobudkę przed siódmą byłam skora podarować.

Ale tak naprawdę chciałam dzisiaj podkreślić jeszcze raz dobitnie, że jakiekolwiek zwerbalizowanie opinii o dzieciu czy to pozytywne czy negatywne skutkuje zachowaniem odwrotnym.
Wczoraj bowiem dowiedzieliśmy się, że nasze dziecię deptało w żłobie dzieciom po rękach, nogach. Popychało, zabawki wyrywało.
Wszystko zapewne dlatego, że jeszcze dzień wcześniej była chwalona, że taka spokojna, ułożona.


Więc ogłaszam uroczyście:


Moje dziecko nie cierpi spać z rodzicami.
Moje dziecko jest nieposkromioną rozrabiarą.
Moje dziecko nie cierpi kapusty.
Moje dziecię wstaje codziennie nie później niż siódma rano, a w weekendy do dziewiątej nigdy nie dośpi.

Zadziała?

19 komentarzy:

  1. jak zadziała u Ciebie to ja też będę swoje dziecko tak "chwalić", szczególnie z tym spaniem w weekendy i z chorowaniem. o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie lipa, ale liczę na działanie długodystansowe ;)

      Usuń
    2. no to uzbrajam się w cierpliwość;)

      Usuń
  2. Coś w tym jest. Jak tylko powiem, że Filip coś dziś ładnie śpi, to akurat się budzi;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozostaje mi trzymać kciuki i czekac na relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A myślisz, że dlaczego u mnie na blogu ostatnio tak głucho? ;) ile razy pochwaliłam tyle razy wszystko zaraz szlag trafił ;) Powodzenia Wam życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli sprawdzi się, to i ja czary wdroże. Zwłaszcza te o spaniu. Bo dziś niedziela a dzieci o szóstej postanowiły się obudzić.

    OdpowiedzUsuń
  6. My tak mamy z chorowaniem:) Na szczęście tylko dwa razy narazie chora była ale za każdym razem jak ją zachwalałam to za kilka dni katar... Jak sie sprawdzi daj znać:) też spróbujemy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam to, znam to! Ile razy pochwalę córę tyle razy mogę się spodziewać, że następnego dnia będzie zmiana o 180st :D dlatego od jakiegoś czasu nie mówię nikomu nic haha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak dajesz radę? Bo co powiedzieć na pytanie: "A jak Lulka?" Przecież nie powiem profilaktycznie, że źle ;)

      Usuń
  8. Dlatego właśnie matki tak dużo na dzieci narzekają hahhaha :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Chwilę to zajęło, ale udało mi się nadrobić :) Bardzo fajnie piszesz!!! Zapraszam do siebie :)

    http://stormofhormones.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń