3.4.14

Miał być inny post dzisiaj. 

W czeluściach wersji roboczych wiszą wspomnienia sprzed dwóch lat okraszone matkowymi przemyśleniami. I wisieć będą jeszcze pewnie chwil parę, bo potrzebuję czasu, by o niczym nie zapomnieć. A że przydałoby się dzisiaj jednak odezwać, bo przecież świętujemy Lulkowe dwulecie, to jestem dzieląc się opisem minimprezy urodzinowej w wykonaniu Debiutujących sztuk trzy?

Jako, że to czwartek, a nie sobota, to starsi z rana wybyli do pracy, a dziecię zostało wyekspediowane do żłoba z paczką biszkoptów jako przekupstwo "Bo mam dzisiaj urodziny, więc może dzieciaki nie wyrywajcie mi dzisiaj zabawek". Odbiór, szybkie zakupy. Powrót do domu koło siedemnastej. Świętowanie czas zacząć. 

Po pierwsze obiad. 
Kuchnia wydała ryż z gulaszem - dla części młodszej - oraz bigos - dla części starszej. Po około dziesięciu minutach segregacja poszła sobie precz. Jubilatka głośno i dobitnie zażyczyła sobie bigosu, a odmówić dzieciu w jej święto to sprzeniewierzenie wszelkim zasadom, więc koniec końców boję się sprawdzać, w której dekadzie życia bigos może zagościć w diecie malucha. 

Po drugie napitki.
Część starsza jednoosobowo zażyczyła sobie kawę. Część młodsza do kubka z wodą wrzuciła zaległe ze śniadania płatki, bo przecież "Lulka gotuje ziupe!".

Po trzecie tort.
Jako, że Matka ma dwie lewe łapska do pieczenia, na szybkiego o dwudziestej trzeciej dnia poprzedniego nastawiła dwie galaretki w miskach. A dziś po powrocie z pracy i żłobka miskę z z zieloną galaretką kiwiową(?) udekorowała pomarańczową galaretką morelową, posypała żurawiną a cukrowymi pisakami (do dziś nie wiedziałam, że takowe istnieją) utworzyła rastafariańską dwójkę (zielony, żółty, czerwony, co ja poradzę że takie były w zestawie?).

Cóż z Matki wysiłków, skoro dziecię rzuciło okiem raz i wyraziło sprzeciw przeciwko promocji kultury rasta? Choć być może chodziło o towarzyszące "Sto lat!", bo na sam ich dźwięk buźka układała się w smutną podkówkę ? A w żłobku też jej to śpiewali....

A na koniec wisienki na torcie czyli prezenty.

Pomińmy milczeniem fakt, że kupowane były w obecności Jubilatki tydzień wcześniej. Cóż, taka dola nieposiadania w okolicy babci/cioci/niani. Skupmy się może raczej na prostej konstatacji, że Debiutujący zapewne strzelili sobie w w stopę i doprawili celnym w kolano.

Poszliśmy bowiem w edukację muzyczną. Zestaw instrumentów obejmujący tamburyno, cymbałki i flet oraz książeczka z pianinkiem. Na cymbałkach uparł się Tatusiek (do wyboru był jeszcze dziecięcy keyboard ze 100 melodyjkami), na pianinku wyżywa się obecnie Matka. "Panie Janie" już grane niemalże bez korzystania z nutek i cyferek - level master. 
Ale dzieciu i tak najbardziej spodobał się prezent trzeci - zwykły zestaw plastikowych filiżanek. Pierwsza kawa dla Matki zaserwowana.

Może nigdy nie spełnię się jako party planner, ale damn it! było dobrze. Bo we trójkę. Razem.

PS. I tylko szkoda, że większość dokumentacji fotograficznej w wykonaniu Matki wyglądała jak powyżej. Dobrze, że przynajmniej Tatusiek wie jak się ze sprzętem obchodzić.

16 komentarzy:

  1. Tort mnie rozbroił, a cymbałki, flet i tamburyno chyba nawet usłyszałam ;) Sto lat dla Solenizantki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiatr zawiał to mogło i do Was pociągnąć ;)
      Dzięki wielkie :)

      Usuń
  2. Najlepszości dla Lulki! Rośnij zdrowa i szczęśliwa :))
    sto lat nie będę śpiewać skoro się nie podoba ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, wszystko tylko "Nie sto lata"!
      Dzięki :)

      Usuń
  3. Świetna impreza!! Tort rzeczywiście wymiata. Aż żal, że zdjęcia brak... Najlepszego :))) dla mamy też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dobrze, że brak, bo tak wstyd na blogu, że nie ma supermegawypas ;)

      Usuń
  4. Ja jadłam bigos w wieku 9 miesięcy i to z przyzwoleniem lekarza :) Także pal sześć zasady jeśli dziecko ma ochotę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dwa razy obskoczyła. Wie, co dobre ;)

      Usuń
  5. Oj tam, oj tam, na pewno było super;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Galaretka! Właśnie! Bo my jutro roczkową imprezę mamy, a tort jest kremowo-alkoholowy i miałam Gabie zrobic jej własny... Jesteś genialna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że smakował. U nas....niestety Jubilatka wzgardziła ;)

      Usuń
  7. ja na tamburynie bym grala, oj gralabym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadaj. Już Ci Lulka pokaże jak to się robi ;)

      Usuń
  8. chyba będziemy mieć podobnie w ten weekend:) Dzięki za przepis na tort! Też jestem nogą w pieczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz i masz. Mogę się jeszcze podzielić najlepszym w opinii mego dziecko śniadaniem na świecie: sucha bułka, bez masła, bez dżemu ;)

      Usuń