27.4.14

Cudny był dzisiaj dzień. Byłby dniem idealnym, gdybym nie musiałam zwłok swych z wyra ściągać o 6.09, ale! Najbardziej udał nam się spacer popołudniowy. Lody u Argasińskiego, Rynek, bar mleczny, Wawel, drzemka dziecia w wózku, nasza ulubiona pizzeria, galery.

I o galerach dzisiaj znów będzie. A raczej o tym, jak mnie mąż z siostrą wyrobili zakupowo. Męża mam na co dzień, siostrę mocno od święta, ale to im hołd składam, że zakupy szmatowe czynię raczej po męsku. Do pełnej maskulinizacji w tym aspekcie jeszcze nie doszłam, ale pracuję, pracuję. Kojarzycie ten obrazek, prawda ;)


Bywszymi czasy chodzenie na galery oznaczało wyprawę całodzienną najczęściej zakończoną frustracją i zakupem kolejnych trzech książek, dwóch maseczek oraz czterech par kolczyków. Ale celów zamierzonych typu: spodnie, kiecka czy buty zazwyczaj przy pierwszym podejściu nie osiągałam. Poziom wkurzenia rósł zwłaszcza, że przypilona jakąś zbliżającą się okazją - zazwyczaj weselichem czy innym towarzyskim spotkaniem - koniec końców coś kupić musiałam. 

Potem napatoczył się Mąż. Mąż, który uwielbia brzeskie targowisko i cały swój outfit tam by uaktualniał. Co zresztą z ogromną chęcią jego (moją również) czyni. Mąż jest mistrzem: a) ekspresowego wyboru; b) targowania się. I zawsze ale to zawsze na jakiś gratis możemy liczyć.

W tym samym mniej więcej momencie również Siostra zmieniła swoją filozofię zakupową. Kluczowy jest tu zakres gotówki do dyspozycji, a co za tym idzie dobór sklepów. Ale przy zastosowaniu odpowiednich warunków wstępnych odpada czas na typowo babskie rozkminiane: "No fajne są, ale ten szew o 0,5 mm za gruby. Wzięłabym, ale może w innym sklepie będą dyć tańsze, a może ładniejsze. Eee, szare, do niczego mi nie spasują - choć szukasz zwykłych balerinek do dżinsów". Zgodnie z nową filozofią: taksujesz towar wzrokiem, szukasz egzemplarza najbardziej odpowiadającego twym wymaganiom, przymierzasz, pasuje? bierzesz, wyłączasz myślenie, załatwione!

I ten weekend był weekendem rekordów. Najpierw sobota, gdy podczas zakupów spożywczych wymyśliłam sobie zakupić buty. Bo nie mam. Bo trzeba. Bo lało jak z cebra. 15 minut, jeden sklep, dwie pary butów o odmiennym przeznaczeniu, portfel ocalały.

Niedziela - misja jeszcze bardziej straceńcza: uzupełnienie dzieciowej garderoby w kilka spódnic, kieckę, parę koszulek i płaszcz przeciwdeszczowy. 30 minut, 4 sklepy, misja zakończona pełnym sukcesem. Zdjęcia łupów nie ma, bo się akuratnie piorą. Kto zna Krakowską, ten wie, że długie toto w trzy cholery, a że Matce się kierunki popierniczyły, to śmiało można założyć, że jedną trzecią czasu spędziła na przemierzaniu tych hal.


Niebagatelnym motywatorem obecność coraz bardziej zmęczonych: Męża i dziecia, stąd jeśli chcecie zrobić ekstra szybkie zakupy, najpierw porządnie i najlepiej odrobinę przegłodźcie towarzyszy.
I jak to skwitował mój: "Ty to jednak jesteś typowa galeriana. Przed chwilą nadążyć za mną nie mogłaś, a wystarczyło wejść do Galer, to już biegniesz jak na złamanie karku."

I co? Wytłumaczę mu, że jako typowa baba chciałam te zakupy mieć już z głowy?

10 komentarzy:

  1. Hahaha, mam bardzo podobnie:) Ale dwóch par butów w 15 minut to chyba nawet mi nie udało się kupić:))) GRATKI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ....tu powinien zabrzmieć soundtrack z Rocky'ego ...... ;)
      Mamuśka, ja się odezwę, jak się ogarnę, wiesz ;)

      Usuń
  2. no ja jestem jednak z tych obchodzących i obwąchujących teren:)
    lubię sobie czasem połazić;p
    natomiast z głodzeniem to nie u mnie. mój Mąłż na zakupy z pełnym brzuchem iść musi. inaczej nawet 15 minut top dla niego za długo i warczy. więc u nas zanim zakupy najpierw mięcho na stół i wyżera. Małżona. bo ja mięso ostatnio omijam łukiem super szerokim;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zazwyczaj wystarcza obietnica KFC ;)
      Że wegetarianką się stałaś? Ale te Twoje mieszanki owocowo-śniadaniowe są obłędne :)

      Usuń
    2. na chwile obecną jestem bezmięsna:) ale nie mówię, że kiedyś mi się nie zachce;)
      a mieszanki owocowe kooooocham:) teraz mam też twarożkowo-rzodkiwekowo-szczypiorkowe:D rzodkiewkę mogę jeść kilogramami:D

      Usuń
  3. :) :) haha
    Ja przy Jaśku skróciłam swe szopingi z godzin sześciu do 15 minut :D
    PS jesteś z Brzeska? Toż to 20 minut drogi ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłop z okolic Brzeska, więc co jakiś czas tam bywamy. W Krakowie rezydujemy na stałe.

      Usuń
    2. aaa no to witam koleżankę ze stron :)

      Usuń
  4. Mam tak samo! Nie lubię łażenia bez celu po galeriach, no chyba że takich z obrazami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, to już wyższa szkoła jazdy. Chwali się :)

      Usuń