25.4.14

Dziś bez zbędnych wstępów.

***
Matka cieszyć się będzie rozgadaniem dwulatka do czasu, gdy nie usłyszy, że "mamy lubi nie, tata - tak, babcia- tak, huśtawka - tak!". "To nie lubisz mamy, ale lubisz huśtawkę?" "Tak!". Jak dla mnie może zamilknąć, aż zmądrzeje.

***
I jeszcze w temacie gadulstwa. Rośnie mi dziecię dwujęzyczne. Polsko-czeskie. Choć żadnych korzeni czeskich nie mamy. Skąd wiem o dwujęzyczności? Teraz pomyślcie, który Polak notorycznie będzie mówić z idealnie oddanym akcentem postawionym na ostatnią sylabę: "To je Jujkiii....!"

***
Wiesz kiedy jesteś matką? Kiedy widok małego pociągu naklejonego na Twój portfel Cię rozczula mimo smętnych spojrzeń kasjerki. W ogóle naklejki w różnych nietypowych miejscach są oznaką bytności dziecięcia. Znaleźliście kiedyś naklejkę na kibelku? Ja znalazłam. Koparki.

***
Jakim cudem w domu będąc muszę asystować przy każdym dziecia zajęciu, a na pustym! placu zabaw jestem wyganiana "Mama idź! Usiądź!". Domową piaskownicą przystosowaną do metrażu z bidą 47 metrów kupię na cito.

***
A na koniec test, którego wynik podam Wam w sobotę. Jeżeli jutro Lulka obudzi się przed godziną szóstą to oznaczy tylko jedno - że jest złośliwą, bezlitosną małpeczką. Dlaczego? Bo przez cały tydzień żłobkowy - czyli od wtorku do piątku (ok, dzisiaj nie poszła, ale decyzja została podjęta po obudzeniu) - trzeba było pannę z wyra zdzierać.

To co? Obstawiamy zakłady?

16 komentarzy:

  1. też dziś planowałam zasypać piachem balkon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak wtedy dojść do rozwieszonego prania? Mikrobalkony, psia ich mać!

      Usuń
  2. Hahaha, no uśmiałam się obłędnie!!
    A nie wiesz, że mamy zawsze są "be"?? Bo każą tyle rzeczy robic a na to, co fajne nei pozwalają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obstawiam ten zakaz jedzenia chrupek na śniadanie, który tatusiek notorycznie łamie ;)

      Usuń
  3. A mój złośliwiec mnie ostatnio gryzie. Tatusia nie, tylko mnie. O co chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas też gryzienie tylko mej osoby. Wszędzie mam ślady, do krwi. Tyle, że wiem, że to ze zmęczenia tylko. Śmiejemy się, że u Męża to za gruba skóra, więc reakcji nie ma ;)

      Usuń
  4. moja nie czekała na piaskownicę, sama sobie ją zrobiła na środku pokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to? Z pola przytargała piach?

      Usuń
    2. No tak, poszła na dwór, nasypała do wiaderka i przyniosła do pokoju. A że ja chora, ledwo dająca radę się podnieść z fotela to nie zdążyłam zareagować.
      p.s. mieszkamy w domu na wsi ;)

      Usuń
    3. Czyli teoretyczny plus posiadania piaskownicy za oknem szybko moze zmienić się w minus ;)

      Usuń
  5. Piaskowa szczęściara! Moja nawet teraz, mając 3,5 roku nie pozwala mi za często usiąść na placu zabaw i oddać się wózkowym dyskusjom...

    OdpowiedzUsuń
  6. O gadanie potrafi czlowieka wykonczyc. Mnie wykancza do cna. Od 5:30 do 20 non stop buzia mala cos produkuje, w sensie slowa, wyrazenia, zdania. Fajnie niby ale jednak mam leb jak sklep pod koniec dnia. Moja tyz wredna. Jak ojciec do niej wstaje to do 7 spi, jak matoa to do 5. A naklejki...dziwne miejsca u Nas to pralka, majtki taty w czesci tylnej i czolo mamy. Niestety nieswiadoma mama wyszla tak z domu. Serio. Byla zabawa. Dla otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. My mamy piaskownicę w przedpokoju - zawsze jak wracamy z placu zabaw ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to chyba jestem postrachem sąsiadów, bo odpiaszczamy się na klatce ;) Zła ja!

      Usuń