21.4.14

Jak za każdym razem znów się okazało, że planowanie to strata czasu, energii i humoru Matki. No bezproduktywne jest, nieskuteczne i pozbawione jakichkolwiek sensownych podstaw. Co z tego, jak za każdym razem Matka łudzi się, że "tym razem na pewno będzie inaczej".
I oczywiście jest inaczej, ale nigdy zgodnie z planem.

Wyspać się miałam.
Yeah, right! Wyśpij się przy dzieciu wstającym circa 5.30. A największe przegięcie nastąpiło w momencie położenia o 21.30 i wstania o 4.00. Się dzieciu kompletnie pokiełbasiło albo muszę chłopa wysłać na kurs usypiania dziecia przed świtem. Czemu ja nie wstawałam? Bo jak się zasypiało o 3.30 to zdecydowanie czwarta rano nie jest szczytem wyspania. O przyczynie będzie później.

Podrzucać dziecia miałam.
Babciom/ciociom/wujkom/dziadkom samemu się relaksując. Ale niewypał, cholibka, niewypał. Babcie szalały kulinarnie. Ciotka, w której wielkie nadzieje pokładałam, z gazetą się zaszywała a potem stwierdziła, ogólnie mówiąc, że dziecko to hardkor. A i Chop każdą okazję korzystał by umknąć, zdrzemnąć się, zalec przed TV, więc najczęściej zostawałam sama na placu boju. Tyle tylko, że bezczelnie wymigiwałam się od wszelkiej przygotowawczej pomocy korzystając z wolnych chwil dzieciowego snu.

Opychać się miałam. Sernikiem, bigosem, jajkami na cztery sposoby. Matki szczęście że zamiast cieszyć się z kolejnych przysmaków i narzekać na tycie, walczyła z brzuchowymi przypadłościami. Powodujacymi noce bezsenne nie gorzej niż maraton perwszych Mad Menów.Ale jak tylko olej lniany i owsianka dokończą swego dzieła z lodówki nie wyjdę. Tyle nam zapakowano.

I żeby nie było, że ino narzekam.

Pisanki zrobione, koszyczek poświęcony, dekoracje świąteczne z dzieciem szykowane. Każdy zachwycony dziecia samodzielnością i brakiem burdello przy jedzeniu. Matka zaliczyła pierwsze w tym roku kierowania autem. Ba! Nawet jeden na jeden z dzieciem na pokładzie (o rysie na błotniku ze wstydu nie wspomnę). Spacery leśne, nowe place zabaw. W swej zapominalskości aparat nie wzięty. 

I jedno pewne - alergii na psa brak.
A u Was?

7 komentarzy:

  1. planowałam minimalnie to i całkiem zgodnie z planem nam poszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zero planow tylko wizytacje;)
    Dziecie zajelo sie soba waz z innym dzieciem, a nawet dwoma dzieciami. Hardkor byl ale matki w liczbie trzy przynajmniej bez dzieci na glowie. Gorzej, ze trzeba bylo to pozniej posprzatac....zesz w morde jesiotra. A brzudzne te tam....tylko sie cieszyc, bo bilans na minus a nie na plus;) czasem trzeba pocierpiec by byc piekna;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdradź mi sposób, jak wleźć do samochodu i po prostu pojechać!!! Prawo jazdy u mnie już 13 rok, a ja z dzieciem siedzę w domu i czekam na łaskę małżonka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie dla Ciebie moja droga sporządziłaś krotki tutorial już na blogu ;)

      Usuń