16.4.14

Zaczęło się.

Myślałam, że jeszcze trochę poczekam, zanim dowiem się, że dziecię rozrabia w żłobie.
Do tej pory: "Wszystko dobrze. Wszystko dobrze". 
I gdy Ciocia mówi, że musi jednak naskarżyć, to wiem, że to nie przelewki. A gdy kolejny dzień powtórką z rozrywki to znak, że skończył się czas, gdy największą trwogą napawa odpieluchowanie. 

Rozrabiaczy i to mocno. Zabawki wyrywa, na szafy włazi, szczypie dzieci, aż do łez. A upomniana śmieje się w twarz i kontynuuje swe poczyniania. 
Prośby ze strony opiekunek, by rozmawiać. Rozmawiamy oczywiście. 

Mimo wszystko mam wątpliwość czy uda nam się szybko sytuację uładzić. Nie dlatego, że nie potrafimy sobie z nią poradzić, tylko przez fakt, że dzień w dzień minus weekendy większość swojej aktywności spędza jednak w żłobku. Nie chcę pozbywać się odpowiedzialności, w końcu to my jesteśmy rodzicami. Ale czy całość porażek wychowawczych można zrzucić tylko i wyłącznie na nas? Tego pewna już nie jestem.

Tu kłania się minus publicznej placówki, gdzie na jedną panią przypada ośmioro dzieci. Całkowicie rozumiem ich niemoc dopilnowania każdego, przytrzymania, tłumaczenia, skupienia na każdym problemie w większym stopniu, niż tylko ciągłe zwracanie uwagi. Zwłaszcza, że w takim wieku dzieciaki szybko punktują niekonsekwencję dorosłych i kopiują zachowania kolegów.

W domu też nie jest aniołkiem. Zmieniła się, testuje nas, próbuje, wymusza. Wiem, że nasza w tym rola, by postawić granice. I widzę, że brak czasu w ciągu tygodnia działa na naszą niekorzyść.

Czy byłoby łatwiej, gdybym siedziała z nią w domu?
Myślę, że tak. Mogłabym reagować na bieżąco. Mogłabym jej chęć do wybryków skierować na inne tory, chociażby przez odpowiednie zabawy. Miałaby moją pełną uwagę, co też zapewne nie jest bez znaczenia.

Czy będzie jeszcze trudniej? Chciałabym wierzyć, że nie.
Ale chyba magiczny bunt dwulatka głośno załomotał do naszych drzwi.

7 komentarzy:

  1. To mija. To wszystko mija. Na rok. A później bunt powraca;)
    Nasza w przedszkolu jest super grzeczna. Sprząta, maluje, broni koleżanek, dostaje odznaki. A w domu? Zupełnie odwrotnie. Szał macicy matczynej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szał macicy" Hahahahaha!
      I nie, to nie było dobre pocieszenie ;)

      Usuń
  2. pierwsza reprymenda - to musi być moment zapadający w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wyobrażam sobie pierwszej skargi na dziecko;) Masakra;) Takie to małe, ledwo chodzić zaczęło, a tu skarga, że zbój;)

    OdpowiedzUsuń