18.5.14


Niedzielne przedpołudnie.
Ojciec z dzieciem w kościele. Matka zasiada do kompa. Myśli, że czas nowego posta naskrobać, bo posucha ostatnio. Siedzi, kmini, duma. No, kurczę, nic się nie dzieje. Nuda Panie!

I sobie Matka wykrakała. Wystarczyła durna zabawa na podłodze w kuchni, by dziecię pozbawione zostało fragmentu górnej jedynki. Płaczu było co niemiara. Ryczała Lulka wespół z Matką, raczej Matka wespół z Lulką. Krwi na szczęście ni kropelki, ale decyzja - wyjazd do dochtóra. Najpierw drzemka jednak uskuteczniona, może niezbyt mądrze, teraz myślę, ale już wcześniej Lulencja okazywała oznaki zmęczenia, a wypadek chęć wzmógł.

Drzemka, szybki obiad - co pewnie symptomem dodatnim skoro widocznie ząb uszczerbiony w konsumpcji wiele nie przeszkadza. Wyjazd do dentysty. 
Tutaj wtrąt mały uczynię. Pamiętam jak smędziłam mojemu, żeby z Lulką na adaptacyjną już dawno się wybrać, coby ktoś zerknął czy paskuda się nie rozwija, ale zawsze coś, zawsze pilniejsze sprawy. Więc chcąc nie chcąc na żywioł pojechaliśmy wcześniej Lulce tłumacząc co dochtór z paszczęką ewentualnie czynić będzie. Raczej tylko otwieranie i zerkanie niźli borowanie i piłowanie.

I w sumie dobrze założyłam, bo według fachowej opinii krwi brak znaczy o miazdze nienaruszonej, powinno być dobrze, choć uroda dziecia odrobinę ucierpiała. Nie powinno się babrać, bolećmoże jeszcze przez kilka tygodni. Obserwować, a przy bólu nasileniu koniecznie do dentysty zgłosić się z dziecięciem, wtedy inne środki.

Matkę szczęśliwie tchnęło, by poprosić o pełny ogląd szczęki, dziecię po początkowych oporach dzielnie współpracowało, lekarz zerknął i ku Matki uciesze brak robali czyli zęby zdrowe. 
Czyli same pozytywy a dodatkowym fakt, że dochtór ni złotóweczki za całą akcję nie wziął. 
Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.

A na koniec - nie, nie polecam zębów uszczerbiania jako wejściówki na darmową wizytę adpatacyjną dziecia.

8 komentarzy:

  1. Dobrze, że tak to wszystko się skończyło, no i w sumie drugą pieczeń tak przy okazji upiekliście. Szkoda tylko tych nerwów. Mam nadzieję, że z zębulem Lulencji będzie tylko lepiej:)

    PS ja od jakiegoś czasu staram się nie krakać... Bo co powiem że jest spokój i fajnie to coś się za przeproszeniem pierd.... ekhem. Krakanie to zło;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie lepiej być nie może, raczej tylko gorzej. Szkoda, że zęby same się nie odbudowują i nie spiłowują jak u królików, ale co tam ;)
      Krakanie to zuo!! zdecydowanie ;)

      Usuń
  2. moja po wizycie adaptacyjnej chce do dentysty raz w tygodniu iść;)
    dobrze, że Lulencja z zębem w całości choć nie do końca;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ząb nie w całości dodaje zawadiackości + 100 ;)

      Usuń
  3. Ja chyba przestanę chwalić moje dziecię, bo jak tylko powiem o nim coś dobrego, to zaraz stanie się coś takiego, że brak mi słów.
    Dobrze, że u Was skończyło się tylko na ułamanym ząbku. I przynajmniej macie przegląd z głowy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwalić nie można. Absolutnie, nigdy w życiu ;)

      Usuń
  4. o cholera :/
    Mojej koleżanki córka też tak straciła połowę jedynki górnej z zabawie jak miała 1,5r. Teraz ma 5lat z zębem jest ok, chociaż często muszą go kontrolować, żeby w razie czego szybko reagować. I ona miała doklejaną tę ułamaną część.

    a z krakaniem już tak jest, pamiętaj matko nie kracz ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Lulki nie klejony, podobno się nie da. Patrzę, pytam, obserwuję, jak tylko mnie coś zaniepokoi fru! (jak na wronę przystało ;) do innego i działamy. Choć mam nadzieję, ze się obędzie.

      Usuń