28.5.14

Podążając za radą Mamaronii w ramach sfokusowania na Lulce, post z nią w roli głównej. 
Sprawa pierwsza. Czeka nas w przyszłości pewnie spora przeprawa z pojawieniem się rodzeństwa, co może skutkować ambiwalentnym stosunkiem do tegoż rodzeństwa tudzież do matki. Sprawa wygląda na wiele poważniejszą niż pierwszy rzut myśli mógłby sugerować.
Czy dziecię coś przeczuwa czy szósty zmysł posiada? Cholera wie, albowiem w jednej minucie biegnie, przytula się, całuje mnie soczyście, by następnie zaserwować takie oto perełki.

Piękna okazja. Dzień Matki. Dziecię wybiega ze żłoba z szerokim uśmiechem dzierżąc laurkę. Pędzi do ojca. Ciocia żłobkowa: "Nie, Luleczko, to dla mamy". Konsternacja, zasępienie. Aaa, dla mamy.

Sytuacja druga. W samochodzie. 
"Lubię tatę. Lubię babcię. Lubię dziadzia. Lubię wiatrak i robot. Lubię w piaskownicy. Lubię ciocię. Wujka nie lubię. Lubię płatki z mlekiem. Lubię parówki". "A mamę lubisz?". "Nie." 

Sytuacja trzecia - notoryczna. 
"Luleczko, a z kim się idziesz dzisiaj kąpać?" "Z tatą idę". 
Po kąpieli: "Luleczko, chodź mama Cię dzisiaj położy, poczytamy coś przed snem.". "Nie, tata z Lulką. Mama idź! Do salonu!". Bek. 

Nasz związek nosi mocne znamiona: to skomplikowane. 

>>><<<

Dodatkowo Matka duma mocno nad Lulkowym zachowaniem, bo zbójowanie w żłobie końca nie ma. Nie wykazuje również dziewczę zamiłowań typowo standardowych rozpoznając pojazdy od koparki na cysternie kończąc a gardząc lalko-przytulankami. Tym akurat nie martwię się zbyt mocno, ale są momenty, gdy marzy mi się słodka, cudowna rozmarzona dziewczynka z kucykami, do których (znów!) Lulka pała nienawiścią organiczną. 

Popołudnie. Deszczyk wiosenno-letni siąpi. 
Mając okno na wschód Matka wyczekuje pojawienia się tęczy. 
"Lulka, chcesz zobaczyć tęczę?" 
"Tak!" 
"To chodź ze mną na balkon." 
"Na balkon, tak!" 
"Lulka widzisz tęczę? To tam nad słupem, taki kolorowy łuk, popatrz ile kolorów, zielony, żólty, czerwony, widzisz?" 
"Tak. Kopara!!" 
"Kotuś, tak, jest też kopara. Ale popatrz jaka cudna tęcza, jak wyraźnie ją widać. Tęcza zawsze pojawia się, gdy pada deszcz, a zaraz potem zaświeci słońce. Jest taka przypowieść...." 
"Mama! Gdzie jest auto Lulki? Tam widać koparę, widzisz mamo!" 
A idź Ty.... 

11 komentarzy:

  1. Zołzina też bez przerwy "tatuje", ale do czarnej roboty typu usypianie, noszenie i karmienie jestem ja. To dopiero układzik!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lula zdecydowana jest, asertywna. Lula nie da sobie w kasze dmuchac. O nie! I dobrze. Moja tez byla kiedys tam taka jak Lula. Juz nawet dokladnie nie pamietam. Teraz jest do granic mozliwosci dziewczeca. Z przerwami na granie z tata w pilke, polerowanie samochodu i zaczepianie chlopakow:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszechstronna znaczy jest Twoja. Fajny koncept :)

      Usuń
    2. i niech będzie:) oby szczęśliwa:)

      Usuń
  3. Faktycznie skomplikowane te wasze relacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak tu się ma baba z babą dogadać ? ;)

      Usuń
  4. Coś w tym jest;) Filip odkąd jestem w ciąży postanowił w nocy urządzać sobie pobudki co godzinę. W dzień też zrobienie czegoś bez jego asysty jest niemożliwością, ale kiedy ja chcę się poprzytulać czy pobawić, to wtedy tatuś lepszy. Tak na przekór wszystko;) Co to będzie potem??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się będziemy chyba razem w niedoli wspierać ;)

      Usuń
  5. Założę się, że faza na mamę wróci ze zdwojoną siłą dokładnie wtedy, kiedy na świecie pojawi się mała, płacząca konkurencja. Wówczas przeczytasz ten post i pomyślisz: "głupia..." :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz nie wiem czy powinno mnie to pocieszyć czy przestraszyć. Ale i tak: dziękuję :)

      Usuń