30.5.14



Bycie matką pracującą a do tego ciężarną powoduje, że wiele nowych spraw ujawnia się twoim myślom, jaśniejsze światło rzucane jest na dotychczasowe przystosowania i pod innym kątem widzisz realia obowiązujące w lokalnej i tej szerszej społeczności. Pierdu-śmierdu, matka bredzi. Ale przyznać trzeba, że wykiełkowały w głowie pewne idee mogące pogodzić interesy pracodawców oraz pracowniczek wspierających przyrost naturalny naszego cudnego kraju.

Wiadomo, że pracodawca chciałby mieć w miarę dyspozycyjnego, ale w gruncie rzeczy efektywnego i produktywnego (nie tylko w kontekście kolejnych potomków) pracownika. Pracowniczce-matce natomiast zależy na zachowaniu pracy, oczywiście głównie ze względów finansowych i samorealizacyjnych, ale nie oszukujmy się - wyjście "do ludzi" pozwala również na zachowanie zdrowia psychicznego.

Należy jednoznacznie podkreślić, iż jednym z czynników obniżających efektywność i produktywność tak istotnych dla pracodawcy, a także negatywnie wpływających na samorealizację i osiąganą satysfakcję pracowniczki jest jej notoryczne zmęczenie - pracowniczki, nie satysfakcji. Zmęczenie powodowane awersją do nieprzerwanego snu potomstwa tudzież przekraczającym wszelkie rozsądne granice poziomem senności wywołanym zagnieżdżeniem tu i ówdzie kolejnego osobnika. I tu Matka Debiutująca chciałaby zaproponować dwa złote środki, które w jej opinii rozwiążą wspomniany problem.

Środek pierwszy - obowiązkowy zakup kanapy wraz z zatrudnieniem pracowniczki-matki tudzież wraz z momentem jej zaciążenia. Preferencyjnie z przeznaczeniem do gabinetu matki/ciężarnej, ale tak naprawdę może stać wszędzie: na korytarzu, w socjalnym, na schodach. 10 minut drzemeczki działa cuda, odświeża ciało i umysł, umożliwia porządkowanie zdobytych informacji w mózgu, wydobywa nowe pokłady kreatywności, można wymieniać w nieskończoność. Drzemeczka obniża poziom irytacji i agresji międzypracowniczej jak również zwiększa otwartość i tolerancyjność na absurdalne pomysły szefa.

Środek drugi - skrócenie obowiązkowej dniówki o pół godziny w przeliczeniu na każdorazowe przebudzenie się dziecia w godzinach nocnych: 22.00-6.00. Przecież wiadomo, że niewyspana pracowniczka będzie snuć się po robocie parząc co 10 minut kawę i wpatrując się przez pół godziny w tę samą komórkę Excela. Godziny ucięte z dniówki pracowniczka wykorzysta dużo lepiej na dodatkowe poranne dospanie po wyekspediowaniu dziecia do placówek/niań/babć, a po dospaniu wypoczęta  wyprodukuje w tą krótszą dniówkę więcej tabelek/projektów/konspektów niż szef będzie w stanie sprawdzić dokraszając wykresami 3D.

Obie proponowane metody nie wymagają znacznych nakładów finansowo-intelektualnych pracodawcy. Według moich precyzyjnych obliczeń szef rzeczywiście będzie musiał liczyć się z wyższymi kosztami eksploatacji drukarek, skanerów i innych urządzeń z racji wyższej produktywności pracowniczki, ale koszty te mogą zostać zbilansowe oszczędnościami poczynionymi na istotnym spadku konsumpcji kawy - serwis u ekspresu do kawy i zakupu ziaren też za darmochę nie oferują.

Pozwólcie, że Wasze opinie w powyższej sprawie potraktuję jako konsultacje społeczne, a wnioski prześlę do Prezesa rady Ministrów w celu zmiany obowiązującego prawa pracy. Mile widziana pomoc profesjonalisty, nie tylko od głowy ;)

9 komentarzy:

  1. Matko tyś powinna zmieniać polską rzeczywistość!
    Marnujesz się kobieto! Bądź aktywna społecznie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się marnuję. Ty się marnujesz, co za świat ;)

      Usuń
  2. Matka Debiutująca na prezydenta!:D
    Zgadzam się w całej rozciągłości, zwłaszcza z mojej niedawnej perspektywy ciężarnej pracującej;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zacne postulaty, podpisuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. A Wy coś z tą drugą też nie miałyście konspirować? ;)

      Usuń