30.6.14

Ni stąd ni zowąd dziecko nam awansowali. 
Jeszcze niedawno pisałam, że to nasz mały żłobkowy zbój wariujący, a tu się okazuje, że wystarczająco nam dorosła do przenosin do starszej grupy. Okazało się dokładnie w piątek po szybkiej i spontanicznej rozmowie z dyrektorką, która nam ową propozycję złożyła.

26.6.14

Gdyby ktoś mi powiedział nawet miesiąc temu, że będę w stanie przeżyć dzień i jako tako funkcjonować bez codziennej porcji kofeiny, to bym wyśmiała w twarz i z miejsca ruszyła na poszukiwania miejsca spokoju, by się takowej napić. Gdyby ktoś mi powiedział, że bez kawy wstanę bez fochów, spożyję śniadanie, a w południe uraczę się zieloną herbatką, to bym sama sobie współczuła.

Dzień bez kawy nie był dniem zamierzonym, nie był dniem chcianym, nie był dniem pożądanym. Dzień bez kawy wywołany był jak zwykle trywialnymi zbiegami okoliczności. Bo czasu brakło, bo w pracy mleko wypili. Ale nic to, tyle udało mi się dzisiaj zrobić!
Pójść do pracy.
Wytrwać w pracy.
Fuknąć na studentów.
Zabrać cztery ściągi.
Sprawdzić trzydzieści kolosów.
Przebiec tysiąc pięćset razy z piątego na drugie i nazad (może i bebzol rośnie, ale nóżki będą jak gazeli).
I wygadać się co po niektórym w robocie, żem w stanie błogosławionym (btw: co tu tak sławić? Że błogo? Jak błogo jak nie błogo?).
Wybrać wczasy (ok, prawie ;).
Zrobić obiad i na dziecko nie huknąć ni razu.
I post do Was teraz piszę - bez kawy.
Bo napój ten mocno przereklamowany. A wszystkie z nas, co piszą, że bez kawy żyć się nie da, a już o zgrozo! z dzieckiem - przyznać się mi teraz, kto nas sponsoruje?

Lecz by uniknąć mocnych efektów odstawienia dla celów stricte zdrowotnych zaparzę sobie na wieczór, profilaktycznie, na zaś. Kawiarka już pyrczy, kubek z wąsem czeka. Tylko mleko wlać. Mleko. MLEKO? Gdzie jest mleko ?!?!?!!

24.6.14

Absolutne objawienie stanowi dla mnie fakt, że jest już ostatni tydzień czerwca. Mentalnie zatrzymałam się gdzieś na początku maja. Nie, żebym czas spędzała kreatywnie intensywnie. To raczej ta rutyna, w którą wpadłam. Ale przyjemna rutyna. Każdy dzień uspokajająco przewidywalny (gdyż przewidywalność histerii lulkowej też ma swoje pozytywne strony ;). Po nich przychodzi weekend, który od pozostałych różni się wcześniejszym (o absurdzie!) wstawaniem, większym zmęczeniem, ale i większą szwendaczką.

Zamarzyło się Debiutującym zawczasować zagranicznie. Po raz pierwszy od czterech lat, a następna okazja pewnie znów za lat kilka. I choć termin i destynacja z góry dobrze znana (Bułgaria!) to wybór miejscówki na nocy przesypianie okazał się koszmarem. Matki wymagania lokalowo-dzieciowo-rozrywkowe kontra Chłopa skąpidupstwo - łatwo być nie może.

Mundial jest. Mówi to idealna antyteza maniaczki piłkarskiej. Ale brzmią za uszami te emocje, krzyki, gole i się człowiek nie obejrzy a dwudziesta trzecia bije, obiad niezrobiony a matka nieumyta.

Powrót do porzuconej miłości czyli: czytam mości Państwo, czytam. W tempie żółwioraczym, cztery kartki przed snem, ale już wiem, stęskniłam się za niepokornym Harrym Hole. Ku mej radości, zostały mi jeszcze dwie odsłony serii Jo Nesbø, więc czas do jesieni zapełniony ;)

A na koniec dwóch miłych panów. Kto nie zna brytyjskiego Sherlocka niech pędem nadrabia zaległości.

I jak tu być na bieżąco?

20.6.14

Nikt nie przeczył, że bycie matką nie jest łatwe. Mówili: "dwulatek w domu to rzeź i masakra". Ostrzegali, zło wróżyli, a głupia matka puszczała mimo uszu. Myślała: "dam radę, wiem, co robić, kto jak nie ja?". Czytałam, pytałam, ćwiczyłam na dziecku cierpliwość, tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie, przytulanie, sposoby na uspokajanie. Aż nie przyszedł dzień rąk załamania.

18.6.14

Tak sobie matka siedzi i myśli, że jednak należałoby już orientację na ciążową powoli zmieniać. Koniec końców lada tydzień II trymestr za pasem, a ja tu relacji żadnej nie zdaję. Pozwólcie więc, że się podzielę, co ta ciąża ze mną robi. A robi sporo, śmiem twierdzić, że więcej niż poprzednia.

Skleroza ujawniona ciut za wcześnie; zdolność logicznego myślenia poszła daleko w las, a wracanie się z parteru na piąte po zapomniane okulary stały się męczącą rutyną. Durny ten mój mózg osobisty.

10.6.14

Miało być dzisiaj cudnie, miło w szaleństwie pakowania. Ale nie jest.


ZAWSZE spójrz na tylne siedzenie.
Nigdy nie zostawiaj żywej istoty w samochodzie. NIGDY.

8.6.14

Nie ma co ukrywać - Matka z przyległościami cudny weekend spędziła. I zaraz Wam zdradzę tajną recepturę, dzięki której po raz pierwszy od mocno dawna Matka czuje się wybornie.