20.6.14

Nikt nie przeczył, że bycie matką nie jest łatwe. Mówili: "dwulatek w domu to rzeź i masakra". Ostrzegali, zło wróżyli, a głupia matka puszczała mimo uszu. Myślała: "dam radę, wiem, co robić, kto jak nie ja?". Czytałam, pytałam, ćwiczyłam na dziecku cierpliwość, tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie, przytulanie, sposoby na uspokajanie. Aż nie przyszedł dzień rąk załamania.

Wiele zdzierżę: bajzel w pokoju, soczek na ścianie, stłuczoną doniczkę, wyrzutki z balkonu, ucieczki na spacerze. Lecz są dwie rzeczy, przy których ciężko zachować spokój. Bicie i śmiech w obliczu realnego zagrożenia.

Z tym drugi, ma szczęście rzadko do czynienia mamy.  jeśli się zdarzy to tylko na siebie winę mogę zrzucić, jak dziś głupio dając znudzonemu dziecko opakowanie po chusteczkach. Od razu przestrzegam - mimo skończenia dwóch lat znowu ma fazę na pchanie wszystkiego do paszczęki. Łącznie z foliową torebką. W trakcie jazdy. Otwieranie na siłę wspomnianej paszczęki przy śmiechu jej właścicielki jednym z najbardziej absurdalnie strasznych zdarzeń ever. 

Lecz gdy tu lekiem na zło powinna być ma przezorność i przemyślność to nie potrafię pojąć dlaczego sprawianie bólu sobie lub najbliższym jest sposobem na cokolwiek. 
Wydzieranie włosów, pchanie do buziaka po czym brzuch boli. I niby twierdzi, że rozumie, że ten brzuch po tych włosach lecz w momencie kryzysu -  powtórka z rozrywki. 

Gryzienie, drapanie, szczypanie, włosów wyrywanie. Mnie i tylko mnie. Odchodzę - przybiega, niby się przytuli, lecz bije jeszcze mocniej. Widzę, że nie jest jej dobrze, że to metoda reakcji, ale w ten sposób......? Wiem, że to frustracja, wiem, że to niemoc. Wiem, że znudzenie/zmęczenie/zdenerwowanie. Czytam więc rady, czytam opinie, ważę metody dla nas. I odkreślam, co zostało do sprawdzenia. Ale w taki dzień jak dziś matka nie potrafi się nie poryczeć.

Czy to najtrudniejsze wyzwanie do tej pory? Chyba tak. Bo trudno, biorąc pod uwagę inne bardziej dojrzałe aspekty jej zachowań, by nie przemknęło przez myśl, że ona to złośliwie, specjalnie, z zamysłem. By nie połączyć tego z faktem ciągłego mówienia, że "mamy nie lubię", że "tata, tata" i tylko "tata".  Czy dziecko może nie lubić swej matki?

20 komentarzy:

  1. u Nas też był taki moment.oj pamiętam to do dziś. szczypała ile sił miała w palcach, gryzła najmocniej jak potrafiła, drapała ile wlazło. Było strasznie, a później minęło.i już ok. już spokojnie. już dobrze, przyjdzie ten dzień kiedy spokój zagości. zobaczysz. tylko siły trzeba i czasu (wiem,że nie zbyt to pocieszające).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tylko Twoja dwa razy starsza. Tyle mam jeszcze czekać? łeeee ;)

      Usuń
  2. trzymaj się dzielnie. wiesz, że minie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie dobrze. Zobaczysz! Nie trać nadziei. Ściskamy mocno!

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas też ostatnio szczypanie i gryzienie. Na bunt dwulatka jeszcze chyba za wcześnie i już się boję co mnie czeka za kilka miesięcy. Mam czasem wrażenie, że sobie nie radzę, a tu drugie w drodze. Siadam i rozkładam ręce z bezsilności. Wtedy ratunkiem jest tatuś.
    Mam nadzieję, że jakoś to się poukłada. I Tobie też tego życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ana kiedy Ty masz termin? Chyba jakoś podobnie jak ja, czy nie?
      Syndrom nieradzenia- mam to samo. I chyba tym chętniej oddaję dziecię ojcu.

      Usuń
    2. U mnie wychodzi 3 styczeń, ale lekarz prognozuje wcześniejszą cesarkę. Co będzie, to się jeszcze okaże;)
      Ja do tej pory byłam raczej samodzielna w opiece nad dzieckiem, ale teraz coraz częściej odpuszczam.

      Usuń
    3. Czyli rzeczywiście jesteśmy obok siebie. Ja zdecydowanie odpuszczam. Tatuśkowi w ramach prezentu na Dzień Taty zafundowałam popołudnie z Lulką, a sama poszłam spać ;)

      Usuń
  5. I ja mam dwulatka w domu, ale gdy czytam, co się dzieje u Ciebie, to u mnie chyba jest nieco spokojniej... Gorąco pozdrawiam i cierpliwości życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Minie, złagodnieje. Wiem, że banalnie zabrzmi ale - to taki wiek.
    Trzymaj się, też to przechodziłam. I też ciężko mi czasem myśleć, że to nie złośliwie przecież, ehh...

    A z tymi włosami to tak na serio? Może to do lekarza warto pójść?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, że może to być jakiś objaw? Odbieram to jako jej najskuteczniejszy (niestety) sposób na zwrócenie na siebie naszej uwagi, bo ciężko nie zareagować. Tylko ignorować? Sama nie wiem.

      Usuń
  7. Stary numer :)
    Fakt- ze starszym ekscesów takich nie miałam, a u młodego wszystko przede mną, ale...
    Młodszy nadrabia za starszego, więc wszystko przede mną, i to za chwilę, z trzecim maluchem na rękach!
    Pozostaje mi tylko krzyczeć: "HELP!"
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "Help" na pewno lepsze niż pewna pani lekkich obyczajów ;)

      Usuń
  8. Osz w mordę to mnie nastraszyłaś:D
    Co prawda do buntu dwulatka jeszcze mam trochę czasu, ale już zaczynam się poważnie zastanawiać czy na ten czas nie wyemigrować... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jeszcze kuuupę czasu. Planowanie emigracji tudzież podrzutki babci/cioci wydaje się rozsądnym posunięciem ;)

      Usuń