30.6.14

Ni stąd ni zowąd dziecko nam awansowali. 
Jeszcze niedawno pisałam, że to nasz mały żłobkowy zbój wariujący, a tu się okazuje, że wystarczająco nam dorosła do przenosin do starszej grupy. Okazało się dokładnie w piątek po szybkiej i spontanicznej rozmowie z dyrektorką, która nam ową propozycję złożyła.

Plusy wydają się być oczywiste: dostęp do placu zabaw, "doroślejsze" zabawki i zabawy, towarzystwo w większym stopniu równolatków niźli pełzających bobasów.
Minusy a i owszem: nowe ciocie, nowi koledzy, nowe zwyczaje, a przy Lulkowej początkowej nieśmiałości matka wieszczy włosów z głowy darcie (ha! jakby do tej pory się ono nie odbywało) tudzież inne problemy i strachy nieodłączne.

Rozmowy z dzieciem poczynione. Zdaje się rozumieć, że zmienia grupę/ciocie/otoczenie, a najbardziej rajcuje ją ten plac zabaw. Jutro debiut, a matka jak to matka - bardziej przeżywa niż dziecię. Łezka się w oku kręci, że niby takie duże, ale jak sobie bida poradzi w nowym otoczeniu, bez mamy, bez taty, bez Sebusia, Matildy, z którymi choć prała się regularnie to wspominała codziennie. I co z ulubioną ciocią Kasią? Wizualizuję sobie, jako matka smętna, dziecię speszone w kącie stojące, nie daj bozicku : zapłakanosmutne. Jeszcze większy ścisk w sercu bierze, bo jutro nawet na debiut nie odprowadzę, gdyż w związku ze splotem różnych okoliczności na badania z rańca koniecznie właśnie jutro wybrać się trzeba. I molestuję ojca, by wcześniej po nią pojechał, bo jak na złość do późnego popołudnia w robocie utkana będzie. A calusieńki dzień myśleć pewnie będę, jak sobie ta moja mała łobuzica radzi.

Ojciec uspokaja: "Wyluzuj matka, z pewnością Lulencja całą grupę rozniesie".
Bo starszak to przecia brzmi dumnie!


I prośbę mam i ciekawość jak było u Was. Jak Wasze dzieciaki radziły sobie z takimi zmianami?
A Wy - też szaty rozdzierałyście i po kątach płakałyście - z dumy, z radości, z obawy?

8 komentarzy:

  1. ja się stresowałam bardzo. na szczęście okazało się, ze jedna ciocia z Małą szła do starszej grupy (bo nie tylko mała przechodziła ale i większość grupy) i jakoś poszło. Bałam się o przedszkole. bo to zupełnie nowe i inne. na szczęście nasze przedszkole robi zajęcia dla dzieciaków chcących się do niego dostać. pół roku przed wrześniem. i raz w tygodniu na godzinę chodzą rodzice z dziećmi i panie prowadzą, które później z dzieciakami zostają. także jakoś poszło. ale stres okropny także rozumiem cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. U nas przez to, że przeprowadzka już teraz tylko jedna dziewczynka miała iść. Ale podobno było dobrze. Zobaczymy jak w poniedziałek.

      Usuń
  2. Oczywiście, że będzie dobrze. Każda mama się stresuje nową sytuacją, ale z doświadczenia wiem, że dzieci szybko się adaptują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten paradoks. Matka bardziej chyba przeżywa niż dzieć. Mam nadzieję, że i u nas tak się skończy.

      Usuń
  3. Oj tak. Martwiłam się, płakałam, płakałam ze szczęścia, tyle skrajnych emocji. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, że rozniesie grupę:)) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie to ją roznosi. Katarzycho ;) Dzięki :)

      Usuń