17.7.14


"Luluś, wstawaj już, musimy iść do starszaków".
"Jula spać chce".
"Dobrze kochanie, jeszcze dwie minutki, a potem wstajemy".

"Kotuś, kończymy zabawę, czas się kąpać."
"Jula bawi kolejką, jeszcze minutka!".
"Dobrze kotuś, jeszcze minutka i idziesz się kąpać"

Minutka nas dopadła. Rządzi rozkładem dnia. Reguluje porę spania, wstawania, zabawy, jedzenia, powrotu z placu zabaw i taplania się w kałuży. Minutka jako uniwersalny i szeroko akceptowalny sposób określania upływu czasu. Minutka jako sposób na dogadanie się z dzieckiem.

Z premedytacją stosuję trzy-dwie-jedną minutkę, by uniknąć histerii, przy zapowiedzi sprzątania, przy wołaniu na obiad. I serce rośnie, gdy dziecię wybiega zapiaszczone z piaskownicy, otrzepuje się i mówi: "Minutka minęła, idziemy do domu". Nie. Cud ideał się nie trafił. Skuteczność pewnie w 3 przypadkach na sześć, ale dobra i taka trójczyna.

Pewnie nic nowego. Psychologia dziecięca zapewne zna pojęcie "magicznej minutki" (tudzież innej jej alternatywnej nazwy), ale Matka czuje się jak Einstein czy tam inna Skłodowska samej wpadając na pomysł minutki. I tylko żal bierze, że jak z każdą nowinką Lulki nań oporność wzrośnie wraz z czasem. 

Korzystacie z minutki? Sprawdza się i u Was?

5 komentarzy:

  1. u nas minuty też się sprawdzają lub liczenie do 3 czy 5 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczenie do trzech w sytuacjach kryzysowo-rozrabiaczych działa nawet nie wiem dlaczego. Bo nie grożę karą czy nie daj boże laniem, ale np. ściągnięciem ze stołu czy wzięciem na ręce gdy ucieka ;)

      Usuń
  2. u nas też :) minuty i liczenie do 3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli matka prochu nie wymyśliła. Ale dalej mnie zadziwia, że to cholewka działa ;)

      Usuń
  3. U Nas tylko liczenie. Minutka nie dziala:/

    OdpowiedzUsuń