3.7.14

Wiecie, bom się chwaliła nieraz, że w dziecięce wstąpiła paskuda typowa dla wieku dwuletniego, która objawia się zwiększonymi predyspozycjami odwalania maniany, szargania rodziców nadpsutych nerwów i rujnowania bardzo kruchego stanu zwanego domowym ładem i porządkiem. 

Walczymy z paskudą jak możemy, choć wiemy że stoimy na z góry straconej pozycji, gdzie jako nasz sukces można rozpatrywać:
a) niestosowanie agresji werbalnej i niewerbalnej nie tylko w stosunku do dziecia ale i siebie nawzajem;
b) brak statystycznie istotnego zwiększenia wydatków na środki uspokajające/odurzacze i inne emocji wyciszacze;
c) skwitowanie wzruszeniem ramion kolejny sik na podłodze, jogurt jagodowy na ścianie tudzież odcisk wymlaskanej łapy na świeżo wypucowanej szybie.

Jak wiadomo średnio wspomagamy się multimedialnymi odmóżdżaczami, bajki z rzadka i raczej w sytuacjach mocno kryzysowych – typu: chciałabym spokojnie te ziemniaki obrać a nie się z nimi babrać już drugą godzinę. Baja jak baja, na chwilę zatrzyma. Zazwyczaj stare klasyki.

Czas na małe retrospekcje. 
Pierwsza sprawa – dziecię nie przepada za językiem angielskim. Podczas naszych konwersacji z rodziną z Anglii reaguje wręcz strachem. A jak już ja zaczynam coś tam po ichniemu szprechać to podkówka, łezki i tragedia rzymska.
Druga sprawa – kiedyś, kiedyś, przy pewnej wizycie za morzem rozgadałam się ze szwagrem tatuśka właśnie o bajkach dziecięcych. Opowiadał, podawał tytuły a skupił się na jednej – dla niego z gatunku irytująco-niezrozumiałej, traktując ją jak jakieś dziwadło. 
Jakie było moje zdziwienie, gdy będąc w Polszy ostatnio zapuścił tę bajkę w Lulki obecności. Haha, śmichy, dziwne stwory, dziwne odgłosy, absurd kompletny.

A Lulek? Lulek jak zaczarowana. Piszczy, klaszcze, macha, śpiewa. Interakcja pełną gębą. Nic to, że po angielsku. Więc oglądamy, gdy potrzebuję dwadzieścia minut z groszem ciszy. Już postacie znane, imiona nazywane i domaganie się: Makka-Pakka, Upsy Daisy, Iggle Piggle, Pontipines. Absolutnie nie wiem, w czym tkwi jej fenomen oprócz tego, że idealnie wpisuje się w sposób percepcji Lulkopodobnych dzieciaczków. W końcu bajka dla dwulatków zrozumiała dla dwulatków. 

A wiecie o czym mowa? „In the night garden”. 


Czy jest więcej takich perełek? U Was znane? Lubiane?

6 komentarzy:

  1. no i tak w ucho sama nazwa wpada i taka trochę jak magiczne zaklęcie;p
    może się zaczarowała;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra bajka (w umiarze) nie jest zła! Tej akurat nie przerabialiśmy, ale sporo dobrych jest. Na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokajacz jak się patrzy. W bardzo mocnym umiarze ;)

      Usuń
  3. Boże ja się zagapiłam na tę baję... świat się kończy;)

    OdpowiedzUsuń