14.7.14

Och! jak kocham się nad sobą użalać. Dbać o odpowiednie poduszki nawilżenie. Walnąć fochem i plecy pokazać do świata. Skrobać ziemniaki z szewcem na ustach. Praca za trudna, za długa i wszędzie jak w saunie. Chłopa za mało i pająka nie utłukł. Dziecię zbyt głośne, komar upierdliwy a ceny jak zwykle tylko idą w górę. Codzienne zmęczenie. Letni upał. Ciężarne rozterki. Archetyp narodu smutasów.

"Kocham Cię córciu!"
"Kocham Cię mamusiu! Kocham mamę smutną".

Stop. Kop w tył. Argument, by zmienić tę gębę. 
Uśmiechać się, śmiać częściej, najlepiej wraz z córką. O! i dzieciu na złość zrobię za te gryzy i drapy. Jak? Zrzucę smętną maskę, założę kapelusz, pozwolę zakopać swe nogi po raz setny w piasku. Nie będzie już smutnej matki do kochania. Będzie nowszy model - o szerszym wyszczerzu, liczniejszych zmarszczkach i głupszych pomysłach.

A jaki jest Twój powód, by wyrzucić smutasa?

9 komentarzy:

  1. Kazdy powod jest dobry:)
    Ja mam tak bez powodu, z natury rzeczy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmiech to podobno zdrowie, więc niech to będzie mój powód.
    Chociaż mam ich wiele innych.
    Nie lubię się smucić, choć nie ukrywam, że czasem to nieuniknione i nic na to nie poradzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jak zawsze mam mnóstwo takich powodów, ale Ty moja droga w stanie ciężkiej lekkości na pewno mnie przebijasz:)) To takie fajne wyrzucanie smutków, można się potem uśmiać z tej burzy hormonów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jezusicku. Aż szkoda się czasem przyznawać ;) Ale postanowienie poprawy jest. Mocne bardzo.

      Usuń
  4. No ja niestety też należę do ludzi zrzędzących i z natury wściekłych, bom choleryczka. Pracuję nad sobą głównie przez Zo, żeby jak najmniej miała styczność z matką wściekłą, żeby nie powiedzieć wkur*ioną:P
    A do tego mam nadzieję, że jak się napatrzy na matkę uśmiechniętą to i jej zaszczepię pogodę ducha na dobre:)

    OdpowiedzUsuń