4.7.14

Najtrudniejszy moment dnia? Zdecydowanie poranki. Matce ze skowronkami mocno nie po linii, więc nadzieją wieczną jest spokojnie sobie pospać. Jak wiadomo przy dzieciórze i pracy zarobkowej jest to słabo wykonalne, gdyż albo trzeba samemu się zwlekać by na ósmą zdążyć, albo gdy już weekend nastanie Lulka skutecznie przejmuje rolę budzika.

Na szczęście od niedawna dzieje się rzecz, która choć odrobinę osładza matki żywot, ba - pozwala nawet żywić nadzieję, że nie wszystko stracone i niedługo Lulka nawróci się na jedyną właściwą drogę - drogę porannego wylegiwania.

Jak to? Zapytacie. Nie powiem - sama się zdziwiłam. Otóż od niedawna Lulencja opanowała dosyć skutecznie włączanie i wyłączanie radia, łącznie z odtwarzaczem CD. Więc co rano dzieć przyłazi do naszego wyra żądając muzyczki lub najczęściej samej sobie ją serwując. Jako, że zazwyczaj przyłazi z pełnym ekwipunkiem w postaci podusi i kocyka, ewentualnie misia od dziadzia na przyczepkę, to konsekwencją muzyczki jest położenie głowy na poduszce i wspomniane dolegiwanie.  A że ostatnio w odtwarzaczu króluje James Blake a w radiu RMF Classic to zazwyczaj dolegiwanie trwa nawet 5 minut. Miód na me serce i niedospaną głowę ;)

A dobudzać się przy takich dźwiękach ..... piękniej nie można:


Dobranoc :)

2 komentarze:

  1. Ach aż się rozmarzyłam:)
    U nas na razie jest radość jak Zosina nie drze się skoro świt tylko grzecznie leży w łóżeczku swoim i gada do ptaszków. A jak zaczyna się drzeć i wiem że to nie głód tylko marud to biorę ją na swoją poduszkę i zazwyczaj udaje nam się uszczknąć dodatkową godzinkę:)

    OdpowiedzUsuń