22.7.14

Była sobie pewna noc. 
Dziecię budzi się nie wiedząc co chce, jeno z całą pewnością chce tatusia, teraz-natychmiast. Ląduje u starych w wyrze, bo tak łatwiej. Kręci się i wierci, ma to przecia po matce. Matka charczy, że duszna ta noc, ale nikt nie słucha. Ciało oddycha, ale częściej dyszy. Odrzuca koc, klnie na błogosławiony stan, co jej termoregulację popsuł. Nie śpi godzinę, nie śpi drugą, rozważa nocleg na pobliskim balkonie. I pewnie by poszła, gdyby nie organiczny lęk przed dzikim pajęczym lokatorem.

Potem nastał pewien dzień.
Dzień dniem jak każdy - szybki poranek, jeszcze szybsza praca, zakupy, obiad, a w międzyczasie każde inne sprawy. Upał popołudniowy życia nie daje. Okna otwarte, więc wieje,  lecz oddechu ciągle brak. W końcu sprzątnąć trzeba, uprać co należy, co wymaga częstych wizyt w łazience. Wchodzi matka raz, wchodzi drugi. I słyszy wciąż piecyk, choć nikt garów nie myje, zwłok swych też nie ablutuje. Nagle: ding, ding - brzęknie matce w mózgu. Dotknie kaloryfera. Zerknie na mały wyświetlacz.
"Kto podkręcił piecyk na 30 stopni?"
"Lula!"

12 komentarzy:

  1. hahaha:) Małą lubi rajskie klimaty:)
    a Tobie matko widać termoregiulacja aż tak nie siadła, to tylko dziecie dogrzewa swe kości przygotowując je na wczasy w kurorcie ciepłym. Adaptuje się otoczenia parę tysięcy km stąd. ale lepiej zapobiegac niż leczyć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze się zaadaptowała, to trzeba jej przyznać ;)

      Usuń
  2. A Ty już na brzuch zwalałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahaha, to Wam Lulka saunę zgotowała :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, ha;) No to rzeczywiście wesoło;) Dogrzewać się w takie upały;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wesoło? Tu bym dyskutowała? ;) na pewno gorąco z emocji ;)

      Usuń
  5. fundnęła Wam domowe safari :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A to spryciula:)
    Dobrze że u nas nie ma takiej opcji z grzejnikiem, ale i tak gorąc i spiekota straszna.

    OdpowiedzUsuń