29.8.14

Nadeszły wyczekiwane czasy, gdy z dzieckiem porozmawiasz, podyskutujesz, pokłócisz się. Czasy, gdy nie musisz domyślać się skąd płacz, bo powodów może być tysiące. Czasy, gdy dźwięki emitowane przez małego gargulca nie ograniczają się do popiskiwań, a do pełnej palety: od słodkiego szeptu do donośnego zdzierania młodej krtani. A tą paletą odtwarzany cały dzień.

Poranek. Przypełzacz gramoli się do wyra rodziców, tacha koc i poduszkę i Gromita od tygodnia ulubionego. Mości się przy matce i zbyt głośno, och zbyt głośno wszechświatowi ogłasza "Już wstałam!". Mord w oczach, przytępiały słuch i nadaremne prośby o pół tonu ciszej. Wyprawa na nocnik nie może być w ciszy. Trzeba nim rzucić nie raz i nie dwa, by wybrać nakładkę. I znów ten głos "Mamo, ja już wstałam". Naprawdę kochanie?

Potem rozpęd dnia długiego. Pisk o klocki, krzyk o osę i notorycznie podgłaśniane radio: "Bo tak chciałam głośniej". Ściszanie, zgłaśnianie, do kresu słyszalności matki. Śmiech radosny, wrzask "Spać nie chcę!", częstotliwość zmian zbyt częsta. Stuk puk młotkiem, fletu fałsze i bębenek znów w użyciu. Komputerek na baterie, których życie się już kończy; gadający pies i lalka. A im bardziej się ucisza tym weselej jest być głośniej. "Mamo chodź! mamo patrz! ja chcę pić!" - a czekać nie może zbyt długo, bo im dłużej tym głośniej; im dłużej tym wyżej; a na koniec kopanie, walenie i pisk.

Wieczór, zmęczony wieczór. Krzyk o bajkę, że za krótka; głośny foch o kąpiel w pianie i rodzynek znów w kaszy za mało. Ostatnie podrygi o nie tę dziś książkę, stęki kwęki przed zaśnięciem, lecz powoli, nie za szybko, w końcu słyszę swoje myśli. I świerszcze. Radio na pół ćwierci, a każdy dźwięk słyszalny; szum komputera dziwnie uspokaja. Słyszę oddech dziecka z drugiego pokoju, a na końcu ciszę.

I wielbię tę ciszę, smakuję, rozpraszam niewiele. Już nie słucham muzyki w słuchawkach, film tylko aby-aby. Tyle ile trzeba, by się wyciszyć, uciszyć, rozciszyć. Byle wytrzymać do kolejnej piątej rano, gdy krzyk "Mamo, chcem latarkę" nie odtrąbi kolejnej edycji festiwalu dźwięków.

4 komentarze:

  1. ja nie mam kiedy cieszyć się ciszą. kiedy zapada, ja od razu zapadam w sen. a rano pobudka i znów rollercoaster;) Kurczę chyba sobie ją nagram i w ekstremalnych sytuacjach będę odsłuchiwać zagłuszając jej brak;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może to jest właśnie Twój sposób radzenia sobie z hałasem? ;)

      Usuń
  2. Oj ja ostatnio też stałam się fanką ciszy... Kiedy zostaję sama w domu nie włączam nic, co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia;)

    OdpowiedzUsuń