27.8.14

Nie na moje siły już podróżowanie. Nie na moje nerwy ciągłe pakowanie. Miesiąc w jazdach-rozjazdach - nie wiem co mieliśmy w głowach, by powziąć taki szalony plan. Z dwulatkiem u boku i smyrającym berbeciem w łonie. Choć ponadrabiane zaległości towarzysko-rodzinne, choć zwiedzony kawalątek świata, to ostatnim dniom towarzyszyły słowa typowe dla stęsknionych pięciolatków: "Chcę do domu!".

I jestem już w domu. U siebie. Na swoim. W znanych ścianach, gdzie tryb zombie nie wymaga światła, by trafić do kuchni. Gdzie nie muszę wyglądać, a wystarczy, że będę. Bo u mnie robale prawie nie straszą, burdello przeszkadza najmniej, a plamy po soku martwią najsłabiej. Bo to miejsce czterdziesto-z-groszem-metrowe ze znaną lokalizacją niezbędników życiowych: plasterków z kotkiem na wyimaginowane rany, draży czekoladowych i czystej ściery. Gdzie jem co chcem, a kolejny kompot nie jest substytutem zdrowego posiłku. Gdzie Lulkowe płacze przerywają tylko nasze sny, a histerie tłumione są własnymi siłami. Tylko tu mogę swobodnie się kłócić i bez przeszkód godzić. 

I choć za tydzień będę już marudzić, że ciasno, że doniczkowe padły, a tapeta znów przez dziecię podarta; że ciągle tylko nasze trzy twarze, że praca, że mało czasu - niepotrzebne skreślić - to teraz cieszę się ciszą, nie patrzę na hałdy prania, a pająk ma jeszcze szansę, by zwiać.

It's good to be back!

8 komentarzy:

  1. wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :) jakież prawdziwe, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tak, oglądam te kąty i jest mi w nich nadzwyczaj dobrze.

      Usuń
  2. Też lubię powroty, chociaż pranie mnie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, pranie, poszły trzy wkłady od razu. I sprzątanie, i pająków wyganianie, ale jakoś mnie to odprężało ;)

      Usuń
  3. Byłam 5 tyg u mamy w górach, raj, pola, lasy, basen, gotowe papu, ale przez ostatni tydzień liczyłam godziny do powrotu... Wiem o czym mówisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wydawałoby się, że nie ma co narzekać, sielskie warunki, ale co u siebie, to u siebie.

      Usuń
  4. Znam to, dokładnie tak samo cieszyłam się wczoraj po powrocie z raptem 5 dniowego pobytu na działce, ale tam doszedł jeszcze element przebywania z moimi rodzicami, więc te 5 dni spokojnie można pomnożyć x 4:D
    Tak czy inaczej o ile uwielbiam wyjazdy, pakowanie itd. o tyle powroty do domu lubię chyba jeszcze bardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jaki mnożnik odstają teściowie ;)

      Usuń