4.8.14

Ach zbieram się, zbieram do tych urlopowych podsumowań, w końcu prawie dwutygodniowa tu nieobecność zobowiązuje. I choćbym chciałam napisać jak było słonecznie (bo było!), smacznie (ach te pomidory) i beztrosko (ok, już nie przesadzajmy) to jednak praktyczna strona funkcjonowania mej mózgownicy namawia raczej na udowodnienie, że można odbyć urlop z dziecięciem i przeżyć. Oto garść pourlopowych wniosków. Może akurat komuś spokój uratują.

1. Tak. Można przez tydzień żywić się: frytkami, spaghetti, parówką, jajkiem sadzonym dopychanych lodami (tylko białymi!), arbuzem i sokiem wiśniowym. Przetestowane na dwulatku. I proszę tylko bez gromów i szyderstw. Mnie samą serce i brzuch boli. Od niedzieli resocjalizacja in progress.

2. Nawet jeśli Twoja dziecina od ponad roku gardzi słoikami, zapakowanie odpowiedniego zapasu uchroni cię od podrzemkowej histerii głodozmora, który wcześniej zasnął nad frytką. Tu nawet all inclusive niewiele jest w stanie zdziałać, bo akurat pobudka trafiać będzie w te niszowe pół godziny, gdzie nic sensownego do żarcia w ciągu 30 sekund nie znajdziesz. O kaszkach instant z litości wspominać nie będę. 

3.  Jeśli myślisz, by zrezygnować z wzięcia wózka, bo przecież plaża jest o dwa metry od ośrodka, a ty nie zamierzasz nigdzie dalej jeździć  to ..... przemyśl sprawę jeszcze raz. Wózek (zwłaszcza w połączeniu z niezawodnymi bułgarskimi chodnikami) może się okazać ostatnim skutecznym sposobem na uspanie dziecia w ciągu dnia. A dziecko niedospane grozi Twym szaleństwem i pokoju demolką.

4.  Co jeszcze zapakować? Książkę, do końca której brakuje Ci nie więcej niż 100 stron, nie ma bata, więcej nie doczytasz. Cztery gazety - po dwóch dniach trzy zostaną zalane/podarte/przeżute, a jedną zawsze uda się gdzieś zachomikować. Trzydzieści gumek do włosów - bo potem skończysz jak matka, która dziecku pooddawała swoje pięć, a na całym deptaku, gdzie znajdziesz wszystko: od kiczowatych bransoletek po kluby go-go gumek do włosów akurat brak.

5. Twój żal po bezpowrotnej utracie w falach ulubionych i jedynych okularów p/słonecznych za jedyne 250 złociszy jest niczym wobec potencjalnie zagubionego wiaderka marki Wader. Jeszcze w duszy łkając musisz teraz-zaraz-natychmiast odnaleźć je w tym samym miejscu, w którym dzieć zostawił pół godziny wcześniej.

6. Nie. Nie nastawiaj się, że wypoczniesz. Oszczędzisz sobie i rozczarowania i niepotrzebnego stresu. Odpoczniesz jak dziecia z powrotem do przybytku puścisz. Czyli za jakieś trzy tygodnie. Jupiiii!

A żeby nie było tak złowieszczo na koniec uśmiech nr 5 najradośniejszej uczestniczki wyprawy.


4 komentarze:

  1. Mnie przeraża wyjazd na mazury z Zo na długi weekend... o tygodniowym pobycie nad morzem nie wspominam nawet:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz co? Z mniejszym dzieciem jakoś łatwiej ogarnąć niż z rozbieganym zbuntownym szkrabem, który na wszystko mówi nie, robi efektowne spierdalamento na drugą stronę i ogólnie nagle ma wszelkie zasady głęboko w zadku. Przynajmniej Ci się nie przemieszcza i zaśnie obok ciebie, a nie koniecznie "w moim łóżeczku, gdzie jest książeczka o taksówce, (w Krakowie ;),a teraz wyjdę sobie górą z łóżeczka, może akurat skręcę kark".

      Usuń
  2. o a z 4ro latkiem, który zaczepia wszystkich ludzi na plaży i ma swoje zdanie, swoje racje i wszystko swoje to już w ogóle ubaw po pachy;) na szczęście woda łagodzi obyczaje;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My w wakacje trafiliśmy niemal idealnie, bo Fifi jeszcze nie zaczął się buntować przed wózkiem i dało się z nim jakoś przemieszczać. Ale poza wózkiem też z oka spuścić nie można było. Olataliśmy się za nim za wszystkie czasy.
    Ale chyba nie dał nam tak bardzo w kość, bo planujemy kolejne wakacje jakoś na jesieni. O ile lekarz mi pozwoli się przemieszczać.

    OdpowiedzUsuń