13.8.14

Chyba musi się stać regułą, że jeśli przez kilka postów z rzędu matka straszy, smęci lub marudzi to dla równowagi wszechświata musi się pojawić wpis z gatunku lekkich, miłych i radosnych. I wychodzi na to, że dzisiaj znów przyszedł ten wiekopomny dzień.

Zaczęło się od cudownie późnej pobudki. Czas 8.50 jest czasem ostatnio deficytowym, z gatunku Atlantydy. Radość więc z niego była celebrowana całe śniadanie. Jako, że początkowo pogoda nie zachęcała do konkretnie niczego postanowiliśmy uatrakcyjnić sobie dzień wypadem gdzieś pod dach niewłasny, by nie pozagryzać się z nudów nawzajem. Zaplanowano więc najpierw nabycie obuwia dziecięcego par dwie (koniecznie, koniecznie!), a następnie pomyśleć co dalej. Szczęśliwie zakup odbył się z minimalnym nerwem (za to będąc świadkiem obuwniczej histerii dziewczynki obok), a przy poprawiającej się pogodzie padł pomysł Rynkowego spaceru. Rynek jak Rynek - jak zawsze pełno kramów, które tym razem się przydały celem nabycia prezentów tych i owych. Krótka wizyta w dzieciowej kawiarni (nawet bez większego smęcenia tatuśka, co takich przybytków nie lubi), potem obiad w ojcowej ulubionej pizzerii, a na koniec oferta jakich mało czyli okazyjne nabycie najnowszej książki Jo Nesbo w cenie prawie dwukrotnie niższej od katalogowej. Żyć nie umierać.

I radości nie mąci nawet fakt, że matka w swej sklerozie zapomniała, że już jutro wybywa z przyległościami na ostatnie tego urlopu, ale za to trzynastodniowe rodzinne tournee obejmujące zarówno nasz piękny kraj jak i deszczową Anglię. W związku z tym nie jest spakowana ni w ogóle, ale skoro pierwszy etap obejmuje wyjazd autem swym mogę zabrać cały bagażnik, a potem jak zwykle się pomyśli.

Jeszcze tylko dobudzić dziecióra po drzemce bez wyjca i będzie cud-miód-malina...

12 komentarzy:

  1. no to udanego tournee rodzinko debiutująca! ;)
    po drzemce było cud-miód i maliny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie psuć ogólnie cudnego nastroju powiem, że tak ;)

      Usuń
  2. a czy zawitasz i do mnie:)? zawitasz:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabij, dobij, nie da rady. Przez tę głupią wirusówkę, która zabrała nam trzy dni zwyczajnie braknie nam czasu. Wybacz :(

      Usuń
  3. To życzę miłej podróży!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby dalej były cuda i maliny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie cuda bez maliny, ale pracujemy, pracujemy ;)

      Usuń
  5. Jakbyś do Mamaroni wpadała to i mnie możesz odwiedzić, albo w porywie szaleństwa możemy się umówić we 3:D
    Uwielbiam takie dni, dla nich warto żyć i przezwyciężać bunty i histerie wszelakie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty też warszawska? To już większe spotkanie możnaby zaaranżować, co ta Warszawa taka fajna? ;)

      Usuń
    2. Ja tyż, ja tyż i jestem jak najbardziej za spotkaniem, także wpadaj!:)

      Usuń
  6. Ooo, to czas cosik zorganizować po moim powrocie ;)

    OdpowiedzUsuń