9.9.14

Matka i córka. Więź podobno nie do podrobienia. I rzeczywiście coś jest na rzeczy, skoro Lulka bezbłędnie odgaduje nawet to, czego nie śmiem powiedzieć. Gdy wymyśliłam wspólne pieczenie ciasta połączone z zabawą wystarczyło tylko bym pomyślała: "Lulko, tylko nie wywal tej ciapalapy na podłogę", by w następnej nanosekundzie wspomniana ciapalapa wylądowała precyzyjnie na dywaniku o powierzchni 0,03 metra kwadratowego, by łatwiej było sprzątać. Gdy przelotem biegnąc z salonu do łazienki myślisz "Dobrze by było, gdyby nie dojrzała markera pod stołem" wracając z przybytku ujrzysz tylko pomazane krzesło. Komunikacja niewerbalna skuteczna aż za bardzo.

Mimo tego, a może i przez to dogadać się czasem nijak nie możemy, jak dziś. Dzień latających sztućców i ściekających płynów spożywczych. Dzień rozbitej ceramiki, pieczątek na ścianie, rzucanych zabawek. Dzień wydartych włosów, szczypanej łydki i drapanej twarzy. Dzień niejedzenia, dzień nie zabawiania, dzień chcenia tego, czego w tym momencie mieć nie można. Dzień pod znakiem: "Lulka, powiedz o co ci w końcu chodzi?" "Mamo, nie marudź!". 
Wątpię więc w swoje prawdy wychowawcze. Czy już trzeba zacząć karać? Lecz jaka kara za zrzucenie doniczki, a jaka za wylanie kaszy? Czy posprzątanie bałaganu wystarczy, czy jeszcze dołożyć? Czy czas na karny jeżyk, stawianie w kącie, bo pokazywanie konsekwencji ewidentnie nie działa.
Wątpię więc w dobroć dziecięcia swojego wietrząc złośliwość, przekorę i upodobanie matki udręki. Bo przychodzi z uśmiechem dość krzywym i pyta "Mamo, płaczesz jeszcze? Aha!" i biegnie do siebie, by powtórkę urządzić za trzy minuty.

Dzień, który się wlecze, choć starasz się bardzo - bajeczki, farbeczki, książeczki. A przedwczesne przybycie męża i ojca traktujesz jak niespodziewaną szóstkę w totka, choć nawet nie grałaś. I nie pojmujesz jak w nocy tuliła się bardzo i spać chciała wyłącznie tylko z tobą.

A gdy jeszcze sprzedaje wirusową paskudę to cieszysz się, że dzień się jednak bez ofiar zakończył. Kocham Cię Lulko, lecz dzisiaj nie lubię.

8 komentarzy:

  1. Znam to aż za dobrze. Czasem mam takie dni, że wstaję rano i tylko staram się przetrwać do wieczora, aż Fifi pójdzie spać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I gdyby to było tylko moje zmęczenie to jeszcze ok ...

      Usuń
  2. tak, ja też mam tak...dziś jednak jest dzień "Kocham Cię najmocniej na świeciuchu":)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech najważniejsze, że po tych ciężkich dniach przychodzą lepsze, jeśli nie dni to chwile:)
    Zo niby mniejsza znacznie a też czasem mam wrażenie, że już popełniam błędy wychowawcze... I też czasem tej swojej Zosinki w wydaniu Zosindy albo Hiscarycy nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiscaryca - o, to mi pasuje jak ulał do mojej ;) A to Ty nie wiesz, że błędy popełniasz od urodzenia dziecióra? ;)

      Usuń
  4. Och, czasami te nasze dzieciaki potrafią napsocić. Niedawno zostałam sama na całe 3 dni z synkiem. Pierwszego dnia był idealny, to pomyślałam sobie, że jakoś dam radę. Drugi dzień zaczął od wrzasków i nie ucichł tak aż do wieczora... Na szczęście mąż wrócił z delegacji i ochota na odsprzedanie dziecka jakiejś wędrującej grupie cyrkowców przeszła :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że żadna się nie napatoczyła. Ja z racji że wróciłam do pracy odzwyczaiłam się od całych dni z dzieciem i jak teraz chorowała to ja chorowałam razem z nią - na brak cierpliwości;)

      Usuń