12.9.14

Rozpoczął się sezon żłobkowo-chorobowy, więc i Lulencja załapawszy niegroźną w sumie lecz wymagającą izolowania paskudę przesiedziała w domu miniony tydzień. Przesiedziała z rodzicami, którzy gimnastykowali się jak ogarnąć się: po pierwsze pracowo, po drugie marudząco-niezdecydowane zasmarczone dziecię, które codziennie domagało się niemożliwego czyli placu zabaw. Matka chciała więc tydzień zakończyć miłooptymistycznym akcentem, więc temat Lulkoworodzicielskich faworytów okazuje się jak znalazł. Dlaczego nie tylko Lulkowych - wszystko się zaraz pięknie wyjaśni.

Jak powszechnie wiadomo Lulkowi rodzice należą do oszczędnych, by nie powiedzieć zdrowo skąpych, stąd przedstawiane propozycje nie należą do fanaberii (nomen omen Panią Fanaberię w tym miejscu serdecznie pozdrawiam!), a do zakupów przemyślanych i relatywnie portfelołaskawych. Wielu pewnie znane, wielokroć określane mianem klasyki, więc tym bardziej czuję, że hołd im złożyć muszę, choć nie pozbawiony paru kropli dziegciu. Jedziem więc!

1. Kolejka Lillabo prosto z Ikei - zestaw podstawowy, dwudziestoelementowy, zdecydowanie rozwojowy, bo dokumentnie wciągnął całą naszą trójkę. Każdy kolejny wypad do tego sklepu polega na umiejętnym omijaniu punktu wystawienniczego, ale obawiam się, że bronić się przed dalszymi zakupami długo nie będziemy. W końcu niedługo urodziny tatuśka. Zamiłowanie do tejże zabawki skończy się pewne zakupem większego mieszkaniu, bo 47 mk to na kolejkę zdecydowanie za mało.

2. Pisaki-stemple MÅLA również z Ikei - o ich istnieniu dowiedziałam się: a) przez codzienne pieczątki obecne na dłoni Lulencji po wyjściu ze żłobka; b) po dokładnym przeczytaniu listy wyprawkowej, w której panie z żłobka zażyczyły sobie właśnie owych stempelków. Koniec końców ciocie dostały inne, a te przypadły nam. Nie pytajcie mnie, bo nie jestem w stanie pojąć pochodzenia Lulkowego uwielbienia do tych przyborów - stemplowanie może trwać bez końca. Nie wierzcie tylko Ikeowskim zapewnieniom, że dają się zmyć z większości powierzchni - ze ściany łatwozmywalnej za cholerę zleźć nie chcą, więc okolice stołu ozdobione są gustownymi duszkami tudzież innymi łapkami. 

3. Lego Duplo Farm Tractor czyli zootechnik postępowy - Lego jak to Lego, chyba najsłabiej portfelołaskawy spośród niniejszym prezentowanych. Co gorsza tendencja podobnie rozwojowa jak przypadku kolejki. Ale wielbimy, kochamy wyrzucanie gnoju, jak to już pewnie wiadomo. 

4. Żeby nie było, że tylko czas marnotrawimy na zabawie to teraz książka, klasyk gatunku - Wiosna na ulicy Czereśniowej R.S. Berner czyli jak dostać oczopląsu i jeszcze się z tego cieszyć. Wciągnęła dokumentnie wszystkich. Siadamy z nią często-gęsto i śledzimy losy babci-włóczykijki, dziadka z wózkiem, trzech zakonnic folgujących sobie ciachem czy dwóch psotnych kotów. Nocnik, kanapa, samochód - każde miejsce dobre, by choć przez chwilę oddać się szukaniu nieznanego szczegółu. Polecana jako idealny toilet book, bo mocno sprzyja skupieniu. Bonus? Z racji swoich gabarytów w kryzysowych sytuacjach może służyć jako domowa zjeżdżalnia. Sprawdzone!

5. Lovi Kubek 360° Junior czyli na koniec rzecz praktyczna, którą doceni zarówno dzieć (bo się pije jak z dorosłego kubeczka) jak i matka (pierwszy niekapek, który rzeczywiście nie kapie). I czemu się tak długo przed nim broniłam? Myśli matczyne podążają niezbadanymi ścieżkami.

I to tyle na razie. Zakupów lepsiejszych chwilowo nie poczyniliśmy, ale biorąc pod uwagę, że nadciąga recydywa kolejnych poleceń wypatrujcie więc!

2 komentarze:

  1. Stempelki to zuo!
    Ja niebawem obudze sie ze stempelkiem na czole. I to dopiero bedzie zabawa;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój już flufci na stempelki - jego słowa wczoraj: "Ale mnie wkurzają te stemple, musimy je schować!" ;)

      Usuń