1.9.14

Tak naprawdę to tylko szybki poranny rzut oka na fejsbukową tablice  uświadomił mi wczoraj, że odbył się kolejny Dzień Blogera. Jako, że plany były już wcześniej szczęśliwie precyzyjnie zaaranżowane podpięłam się pod identyfikację jako bloger i dzień ten odpowiednio uświęciłam. W sposób wysoce tradycyjny jak na (matkę) Polkę przystało czyli na łonie wiejskiej natury przy aromacie grillowanej karkówki i ziemniaków oraz świergocie świergolotów. Do pełnej klasyki wypoczynku zabrakło czegoś mocniejszego, ale z oczywistych względów zadowolić się musiałam notorycznie wylewaną przez współgości kawą. Za zdrowie blogerów - niech Wam klawiatura lekką będzie!

Pobyt grillowy zaowocował nabyciem przez Lulencję nowej wiedzy użytecznej. Jak dotąd klockowy pan traktorzysta użytkował traktor swój w celach nie do końca uzasadnionych, sypiał z dobytkiem w jednej zagrodzie, a krowa usilnie domagała się mleka zamiast wody. Od wczoraj jednak jego losy zostały sprowadzone zostały na jedyną słuszną drogę. Dzięki fachowej wiedzy Lulkowej babci przeistoczył się on w kompetentnego pana inżyniera zootechnika sprawnie wywożącego gnój na pobliskie pole ziemniaków. Śmiechu miała matka co niemiara obserwując nad wyraz skupioną Lulencję z zapałem i wystawionym koniuszkiem języka rozrzucającą wyimaginowany nawóz organiczny mikroskopijnymi widłami. Tylko nie daj boziczku zaśmiać się przy dziecku! Z tego wszystkiego spać poszło w ubraniu i oczywiście dobudzić rano się nie dało.

Tak powoli kończymy nasze urlopowe podrygi. Już dzisiaj dziecię dzielnie (mam nadzieję!) zawędrowało do starszaków; ojca nosiło do roboty już od dobrych dni paru, tylko ja przezornie i przekornie zostawiłam sobie 1 września jako dzień jeszcze wolny, podczas którego z wielką pompą i ochotą wyszoruję wszystkie okna. Niech nam wieje, niech nam leje - zasłony ściągnięte, odwrotu nie ma.

A za wszystkie zestresowane, zasmucone, zachlipane, ale ciągle trzymające się w kupie matki i ojców kciukasy zaciśnięte. A dzieciaki? Na pewno sobie poradzą.

2 komentarze:

  1. piękny gnowjowo-grillowy koniec urlopu:)
    a jak okna wymyte to zazdroszczę;p
    mnie się nie chce;p wolę jednak stepowanie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę częstotliwość tego zajęcia - średnio raz na półtora roku to tak! m z siebie mega dumna ;)

      Usuń