13.10.14


Powiedziała mi we środę, że nie lubi angielskiego. Że chodzi tylko z ciocią, bez niej nie pójdzie. Powiedziałam: „Dobrze kotuś, rozumiem, że nie lubisz, ale mam pomysł. Następnym razem w czwartek weź za rękę koleżankę, która razem z Tobą na angielski idzie. Weź ją za rękę i razem usiądźcie, może tak będzie raźniej. Spróbujesz kochanie?”. „Tak mamo, spróbuję. Mamo, gdzie jest listonosz i krowa?”. Przyszedł czwartek, przyszła Lulka i pytam jak zawsze: „Podobało Ci się? Był dzisiaj angielski? Poszłaś z ciocią?” „Nie, siedziałam z Oliwką, wzięłam Oliwkę za rękę i siedziałam z Oliwką, bez cioci”. I małoczuła zwykle matka siąknęła pod nosem, bo wzruszyła się mocno swym dzielnym dziecięciem.

Widok jej stópek mnie rzadko ujmował, za noworodka cieszyłam się bardziej, że śpi, niż że jest. Czułam podświadomie, że inne emocje będą mi potrzebne. Może dlatego czytałam ile wlezie, gadałam do siebie i do niej, śpiewałam, nuciłam, bajeczki zmyślałam, choć niewiele mogła z terkotu tego zrozumieć. I choć daje czasem w kość, zajmuje każdy najmniejszy kąt, rządzi naszym mikrokrólestwem to jedną z rzeczy, która mi to umila (oprócz momentów gdy mendzina już śpi ;) jest fakt, że możemy już sobie zwyczajnie pogadać. O pogodzie („Mama patrz, mga!”), o planach (kultowe w pewnych kręgach „Jak będę duża to pójdę do przedszkola” co najmniej raz dziennie codziennie), o jedzeniu („A kto zrobił taka piśną ziupkę?”). Choć czasem nieporadnie, koślawo to wielbię te chwile, gdy ja rozumiem ją, a ona zdaje się, że rozumie mnie. Rodzi się więź: ja cię słucham, ty do mnie mów, rozmawiajmy. Ja opowiem ci o naszych planach na weekend, a ty powiedz w co chcesz się bawić. Opowiedz co się śniło, a ja wytłumaczę jak się robi ciasto. Nie chcesz iść do lekarza? znajdźmy na to radę, a ja ci powiem w tajemnicy, że boję się pająków. I niech ta rozmowa trwa. 

Za paręnaście lat będziemy się pewnie sprzeczać: „bo ty i tak nic nie zrozumiesz” a „ja w twoim wieku”. Będą dąsy, fochy, prychy - ot przywileje matka-córka relacji. Lecz na koniec dnia chciałabym wciąż móc z Tobą usiąść przy kolacji i próbować razem rozwiązywać problemy, dzielić się wrażeniami, porozmawiać. Zwyczajnie. Może nieporadnie. Bez pośpiechu i oceny
Z najbliższymi nawet wymiana myśli o meteorologii może być orzeźwiająca.

4 komentarze:

  1. Też mam taki obrazek w głowie. Wieczór, siedzimy przy ciepłej herbatce, z sokiem malinowym oczywiście. Rozmawiamy, o tym jaki był dzień, o tym jak Agata nie dała odpisać lekcji, jak tamten przystojniak z 5b się popatrzył, jak 'niedobra' ;) nauczycielka znowu zadała na jutro tyyyyyyle lekcji. I o tym, że nowe spodnie znowu są za krótkie. Rozmawiamy, albo po prostu siedzimy sobie w ciszy.
    Razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, byle razem. Byle nie zamykać się w swoim pokoju, burczeć pod nosem grzeczności itp. Czy się uda?

      Usuń
  2. Jesteś wspaniałą mamą, więc choćbyście miały kłótni sto to i tak będziecie wracać do siebie i dzielić się tym co najlepsze i najważniejsze w waszym życiu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bym chciała, nawet nie wiesz jak bardzo. Dziękuję :*

      Usuń