10.11.14

Jeśli ktoś widział niedawno na placu zabaw na północnych krańcach Krakowa dziewczę dziarsko rajdolące do pilota od telewizora to była to szanowna Lulencja, a wspomniany pilot służył za telefon. Czy mam to traktować jako przesłankę, że zbyt często z tatuśkiem korzystamy z tego ustrojstwa (telefonu nie pilota), nadmienię - przy wydatnym udziale pannicy? Czy może rośnie nam obywatel wieku XXI, dla którego komórka przy uchu atrybutem najzwyczajniejszym ze zwykłych? Dzień Lulencji zaczyna się bowiem od wyimaginowanej rozmowy: "Dzień dobry, Babu Lolu. Jak się dzisiaj czujesz? Aha, tak, rozumiem, to do zobaczenia!" I tak w kółko na repeacie w domu, w wannie, tuż przed snem.

Więc weźcie obraz taki - każda ze swym ustrojstwem (bo matka pocztę pracową w końcu sprawdzić gdzieś musiała), okupujące osobne ławki na jednym placu zabaw - idealna pożywka do rozważań o byciu razem lecz jednak osobno. Gdy domalować jeszcze dodający smętności entourage o charakterze jesiennego zmierzchu to teza o kompletnej degeneracji interakcji matka-dziecko byłaby jak najbardziej uzasadniona. Prawda jest taka, że obie byłyśmy wyjątkowo zdechłe mimo braku ekstremalnych symptomów somatycznych, a zawsze lepiej smęcić się na świeżym niż kisić w czterech ścianach, nawet z pilototelefonem w ręku. Ech pozory, pozory, pamiętaj nie ufaj! Bo kto był świadkiem jak wcześniej kręciłyśmy kopytka, konstruowałyśmy stodołę dla traktora rolnika, bawiłyśmy we wszystkie możliwe odmiany zgadywanek usypiając pięć misiów naraz, a burdello jakie zostawiłyśmy za sobą - ech, lepiej nie mówić.

I myśl ostatnia: w trakcie naszych ostatnich pobytów placowo-zabawowych byłyśmy tam jedynymi żywymi duszami, poza oczywiście niestrudzonymi komarzyskami. Ciepło było, cudnie było, bez mgły, bez deszczu, suchutko. Pogoda idealna na zjeżdżanie, huśtanie, karuzelokręcenie, ba! nawet piasku sypanie. Dzieciarnio, gdzie jesteś? Bo nie wierzę, żeś cała chora lub w żłobkach i przedszkolach. Widziałam cię przecież jak szłaś z rodzicami do Biedry. A my tu po drodze czekałyśmy na ciebie. Zabawa "w piachownicy" fajniejsza we trójkę niż w dwójkę. To co, widzimy się jutro, przy niebieskich drabinkach, zaklepię już miejsce dla ciebie, dobrze?

PS. Na odpowiedź już wpadli? Prościzna: ciążowy chaos myślowy.

5 komentarzy:

  1. Cóż za degeneracja matko:p
    My dzis na plac zabaw lecimy, zjeżdżać i sie bujać. I matka tez sie będzie bujać, a co:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasze place zabaw też zieją pustkami... Acz pogodę mieliśmy ostatnio ciut gorszą - wilgotną. Cóż, może dziś będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatusiek w weekend nawiedził trzy place zabaw i bida z dziećmi, bida niestety :(

      Usuń