4.11.14


Są tematy niewyczerpane, gdy piszesz o tym samym, lecz na tysiąc sposób. Ta sama pora, te same okoliczności, te same emocje, lecz za każdym razem element zaskoczenia zadziwia najbardziej mnie samą. Mogłabym cały ten blog nazwać blogiem nocnym, bo tyle zawiera się w tych kilku godzinach.

Godzina 4.00 nad ranem. Pora jesienna. Idealny moment, by wykrzyknąć światu (a głównie matce): „Wstawaj, jest dzień”. Sygnał do kolejnej batalii z własnym dzieckiem o przedłużenie ciepłego snu o każdą cenną minutę. Pierwszej akcji zapobiec nie warto. Okrzyk „Chcę siku!” nie znosi sprzeciwu. W trosce o czystość i higienę tudzież dobre nawyki pierworodnej matka biegnie pomóc w palącej potrzebie. Pozytywnym zaskoczeniem fakt nie proszenia o „Ulicę Czereśniową” – dyżurną toilet book, co daje szansę na szybki powrót w pielesze.
„Jest dzień” niestety powtarzane znów, choć oznak ni widu ni słychu. 
„Jest dzień, podnieś żaluzje”. Matka się łudzi, że ta potyczka może być wygrana. „Patrz kochanie, jest ciemno, jest jeszcze noc”. Po dłuższym namyśle rejterada do wyra (wspólnego, a jakże!). lecz radość zbyt krótko trwać będzie niestety. 
„Jak dzidziusia!” – to znak jest dwuznaczny (masło dwumaślane). Może zadziałać i uśpić klocka lub też rozbudzić na dobre. Zdesperowana matka bierze misję na klatę i jak dzidziusia barbocla trzyma i głaszcze. 
Na nic to wszystko. „Jest dzień!”.
Matka sięga po broń ostateczną: ścisłą logikę właściwą umysłom najtę(p)ższym. Tuli uciekającą paskudę. „Jest dzień jak rzeczesz? Porozmawiajmy więc. Czy widzisz słońce?”
”Nie”
”Czy słyszysz samochody?”
”Nie”.
”Czy słyszysz szczekanie psów? Stukanie butów? Czy słyszysz bawiące się dzieci? Świergocące ptaszki? Nie ma, to znaczy, że jest jeszcze noc”.
Każda odpowiedź coraz cichsza. W końcu: „Mamo, nie mów nic”.
Słodka, upragniona cisza. Godzina nieznana. Dzieć wtulony, matka w poduszkę wgnieciona. Oddech spowalnia, odpływa i matka i dziecko..... gdyby tylko nie budzik, ten potwór perfidny. Uśpić dziecko, by zaraz już wstać.

Wynalazła też matka miarę niewyspania – gdy soczewki wejść nie chcą na spuchnięte oczy to wiedz, żeś snu nie zaznał wystarczającego. Dobra snu-noc!

11 komentarzy:

  1. Świetnie to opisałaś, ja pamiętam jak dziś te poranki gdy dziecko pełne radości o 6 rano albo i wcześnie wbiega do sypialni z uśmiechem "mamo można już wstać, zobacz jaki piękny dzień".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ty masz tylko brzydkie słowa na ustach ;)

      Usuń
  2. nasze dzieci mają synchro. Tylko moje w ogóle już nie śpi po 4:00, do siódmej nic. OSZALAŁ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam. Zróbmy z tym coś. Jakiś kurs spania do siódmej. Cokolwiek, bo tak dłużej się nie da.

      Usuń
  3. szał, niestety szał. moje teraz o 5:30 wstaje ale już się kołysać nie chce do samego wieczora. ach te cudowne dzieci;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna historia, świetnie to opowiedziałaś ;) aż łezka mi się w oku zakręciła :) Nienawidzę budzików! :) To fakt! :)
    Lena z Asport-Junior.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och skąd ja to znam... tylko że z Zo na razie ciężko mi się dyskutuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli popółnocne dysputy jeszcze przed Wami ;)

      Usuń